Mam kilka pytań odnośnie własnego królestwa. Założyłem je odchodząc od Khergitów i zabierając ze sobą 2 miasta i 2 zamki. Po dłuższym czasie odpierania kampanii wojennych Khanatu udało mi się dodatkowo zagarnąć ich kolejne 4 zamki, jednakże mam pewien problem. Żaden z lordów nie chce do mnie przejść. Udało mi się przekabacić tylko Nojona Tiride, ale zauważyłem, że ten bydlak przejdzie do byle kogo byleby miał lenno. I tak oto moje królestwo posiada 6 zamków i 2 miasta, których nie ma komu rozdać. Z Nojonami mam relacje po 30+, regularnie miażdżę ich kampanie wojenne, wypuszczam ich, ale ciągle nic. Nadal albo nie chcą być zdrajcami, albo uwielbiają swego władce pomimo przegrywanej wojny. Żeby tego było mało, nie przyjmują sojuszu. Na domiar złego, wojnę ze mną rozpoczęła również Swadia. Nie jestem w stanie zapewnić odpowiedniego garnizonu na wszystkich zamkach, ani nie jestem w stanie nadążyć z zatrzymywaniem najeźdźców na moje włości z dwóch różnych końców królestwa. Obawiam się również możliwej wojny z Vaegirami, którym pośrednio podwędziłem miasto, a którzy nie prowadzą żadnych wojen.
Teraz pytania: Od czego zależy przejście lorda do mojego królestwa? (mam ok. 1800renomy, 120 honoru, 30 prawa do rządzenia i 4 perswazji)
Jak "zachęcić" wrogiego króla do sojuszu?
Od razu proszę uwzględnić to, że nie mam zamiaru dołączać do żadnego z królestw. Dziękuję za pomoc.