Przypomniał mi się jeden epizod w naszej historii który jest zazwyczaj zupełnie zafałszowany.
Oblężenie Jasnej Góry przez Szwedów podczas Potopu. Głównym winowajcą koloryzowania tego drobnego w sumie wydarzenia jest Sienkiewicz, który utrwalił bohaterską wizję obrony świętego miejsca przez garstkę obrońców. Z drugiej strony mamy hordy Szwedów z potężnymi kolubrynami kruszącymi mury.
Jak było naprawdę? Tego nikt dokładnie nie wie...
Najbardziej prawdopodobna wersja mówi, że Szwedów było ok.2500. Brakowało im dział- mieli tylko jedną półkartaunę zdolną skruszyć mury klasztoru. Reszta to były lekkie działka polowe.
Zginął tylko jeden obrońca (ponoć zastrzelony przez przypadek przez swoich), wybito kilkanaście szyb, zabito 3 konie i uszkodzono koło od wozu.
Największym problemem z jakim borykał się Ojciec Kordecki była groźba buntu załogi. Według Kordeckiego kapitulacji zapobiegła interwencja samej Matki Bożej, chociaż złośliwi twierdzą, że to sam Kordecki przekupił obrońców złotem, ze słynnego Jasnogórskiego skarbca.
Pod koniec grudnia Szwedzi zwinęli oblężenie ponieważ obawiali się, że zajęcie świętego dla Polaków miejsca spowoduje bunty chłopskie.
Sama twierdza nie miała wielkiego znaczenia strategicznego, ale pomyślna obrona była świetnym zagraniem propagandowym ( w tym zasługa małżonki królewskiej, Marii Ludwiki)