"To nie sposób tworzenia państwa,to sposób tworzenia monarchii,która jest zacofanym w poziomie średniowiecza systemem.Król siedzi sobie z dupskiem na tronie i gówno robi,a dostaje kasę.Wstydzę się,że monarchie istnieją jeszcze w Europie,niejako najbardziej ucywilizowanym kontynencie."
Czym się w takim razie różni państwo kierowane przez króla i jego administrację od państwa kierowanego przez zbiorowość i jej administrację? I tu i tu przymus oraz przemoc są stosowane, w obu przypadkach również zaspokajane są interesy jednych grup kosztem innych.
"Myślenie w ten sposób to absurd.W takim razie każdy może sobie powiedzieć,że chce wystąpić ze swoim domem i rodziną z państwa,bo mu podatki nie pasują itd.,itp.,a na samym końcu państwa w ogóle nie będzie,bo wszyscy z niego wystąpią i cofniemy się do ery kamienia łupanego."
Brak instytucji państwowych, a więc brak przymusowych relacji społecznych nie jest równoznaczny z upadkiem cywilizacji - błąd non sequitur. To właśnie dobrowolna współpraca, podział pracy i akumulacja kapitału są motorem napędowym rozwoju cywilizacyjnego, a nie istnienie administracji państwowej. Jakby to powiedział Marks - państwo to nadbudowa na bazie, którą stanowią relacje społeczne.
I tak, owszem jestem zwolennikiem sytuacji, kiedy każdy może dowolnie wystąpić z przymusowych stowarzyszeń i oprzeć swoje kontakty z innymi na dobrowolnych umowach. Odmawiając każdemu człowiekowi takiego prawa sprowadza się go do statusu niewolnika systemu państwowego. Dlaczego? Bo moim zdaniem nie mam moralnego prawa zmuszać kogokolwiek to życia w sposób, jaki uważam za stosowny.
Co więcej, znowu napiszę coś 'naszpikowanego dogmatami', o czym pisałem już wcześniej - stopa preferencji czasowej. To magiczne pojęcie ekonomiczne, o którym wspominałem już wcześniej, pięknie pokazuje, że państwo nie jest zbawcą cywilizacji, ale raczej jej oprawcą. Poprzez powszechne zwiększanie wśród ludzi stopy preferencji czasowej, sprzyja procesowi decywilizacyjnemu.
Każda jednostka zawsze dąży do polepszenia swego stanu, co unaocznia się na przykład w tym, że woli większą od mniejszej ilości dóbr. Dodatkowo bierze ona pod uwagę to, kiedy jej plany zostaną zrealizowane, a także jak długo określone dobro będzie jej służyło. Generalnie rzecz ujmując, człowiek przedkłada dobra wcześniejsze nad późniejsze oraz trwalsze nad mniej trwałymi. To zjawisko nosi miano preferencji czasowej. Jej poziom jest odmienny dla każdego ludzkiego istnienia, a wpływają na niego różne czynniki wewnętrzne i zewnętrzne (te pierwsze to np. uwarunkowania biologiczne, sposób wychowania, wpojony system wartości, drugie zaś to kataklizmy, klęski żywiołowe). Ogólną jednak zasadą jest to, iż człowiek wymieni dobro obecne na przyszłe jedynie wtedy, gdy spodziewa się, że w ten sposób zwiększy ilość swych przyszłych dóbr. Poziom preferencji czasowej jest wysoki, kiedy ludzie zdecydowanie wybierają teraźniejszość, a niski, gdy opowiadają się za przyszłością. Niski poziom preferencji czasowej objawia się w procesie cywilizacyjnym poprzez zawłaszczanie ziem, produkcję, podział pracy i inwestycje. Wysoki poziom preferencji sprowadza się do konsumpcji.
Spadkowa tendencja stopy preferencji trwa tak długo, jak długo żadna osoba nie interweniuje w akty zawłaszczeń i produkcji. Tylko wspomniana interwencja może zaburzyć proces cywilizacyjny. Może ona mieć miejsce za pomocą naruszenia praw własności na dwa sposoby: w wyniku przestępstwa oraz w wyniku działania państwa. Jeśli chodzi o przestępstwo, to jest ono powszechnie, nie tylko przez ofiarę, uznane za czyn bezprawny i niesprawiedliwy. Stąd też bez żadnych wątpliwości przyznaje się ofierze prawo do obrony przed agresorem oraz możliwość dochodzenia odszkodowania. Przestępstwo wywołuje dwojakie skutki – z jednej strony zmniejsza ilość dóbr poszkodowanego, co automatycznie podwyższa poziom jego preferencji czasowej, z drugiej zaś strony wywołuje u innych osób obawę przed ucierpieniem w podobny sposób, co owocuje zwiększeniem nakładów na bezpieczeństwo w celu ochrony swego mienia na przyszłość, nie zwiększając diametralnie tym samym ich preferencji czasowej. Stan ten ma charakter przejściowy, nie jest ciągły.
Zupełnie inaczej jest w przypadku naruszenia własności przez państwo, gdyż nie tylko jego przedstawiciele, ale i ogół społeczeństwa uznaje je za uprawnione, a tym samym wyklucza możliwość obrony. Obciążenie własności lub dochodu podatkiem, ograniczanie swobody dysponowania nimi, a także wszelka regulacja wykraczająca poza zakaz niszczenia cudzej własności i zasadę, iż wszelka wymiana i handel muszą opierać się na umowie stron i być dobrowolne, stanowią de facto akty wymuszenia, zniszczenia i rabunku, bowiem zasób dóbr właściciela zostaje uszczuplony wbrew jego woli i bez jego zgody. Co gorsza, ofiara interwencji rządowej nie może się przed nią chronić. Ten fakt sprawia, że stopa preferencji czasowej diametralnie wzrasta nie tylko u poszkodowanego, ale również u innych osób. Dodatkowo owo państwowe zawłaszczanie uchodzi za legalne, a zatem jest ciągłe, przyjmuje formy instytucjonalne, stając się częstsze i regularniejsze. To sprawia, iż ofiary, w tym te potencjalne, są bezbronne, a zatem wszelką przyszłą produkcję traktują jako bardziej ryzykowną i zmieniają swe oczekiwania co do wielkości zysku podjętych inwestycji. Naruszanie przez państwo własności wywołuje spadek podaży dóbr teraźniejszych, jak również dóbr przyszłych, zniechęcając do inwestowania, a tym samym wstrzymując proces cywilizacyjny, a wręcz nawet go cofając.
Amen.