Roxenhaime czekałem, czekałem i się nie doczekałem odpowiedzi, więc tura Ci ucieka. Aktualizacja pierwszego postu.
Bale
Berserker ruszył na strażnika z wielkim impetem, w oczach miał żądzę mordu a w umyśle tylko słowa Khorna. Człowiek zachował się o wiele zwinniej niż na to wyglądał, w momencie kiedy chaot uderzył płasko toporem na wysokości piersi ten odskoczył z gracją w bok. Bale zamknął oczy przeklinając Khorna, że pozwala mu tak pudłować lecz nagle poczuł, że topór w coś trafia. Chaot wyhamował impet i odwrócił się z uśmiechem. Strażnik stał nieco niepewnie na nogach, trzymając się za prawe ramię z którego buchała wręcz krew. Strażnik spojrzał zły na Bale.
- Ty.... - zabrakło mu słów, więc chwycił tylko powietrze w usta jak ryba po czym wypuścił je z sykiem. Przerzucił szable do lewej ręki i z delikatnie ugiętych kolan zaatakował chaota. Strażnik zwinnie zamarkował cios z lewej strony czekając aż chaot się zasłoni odruchowo, gdy tylko to się stało natychmiast zmienił kierunek ciosu i zaatakował w prawy bok między płyty pancerza. Szabla bez problemu przecieła kolczugę i Bale poczuł jak ciepła krew spływa mu po boku.
- Jesteśmy równi teraz psi synu...
Czempion Tzeentha
Tarcza trafiła olbrzyma w piszczele raniąc boleśnie, zwykłemu człowiekowi cios taki dawno by już połamał piszczele miażdżąc je w drzazgi. Olbrzym nawet tego nie poczuł, poczuł natomiast cios w szczękę który spowodował, że się cofnął o dwa kroki śmiesznie mrugając świńskimi oczkami. Złapał zaraz równowagę, lecz na niewiele to się zdało bo celnie wymierzona pochodnia, boleśnie go poparzyła i oślepiła. Olbrzym ryknął w bólu i na oślep zaczął machać łańcuchem robiąc głębokie bruzdy w ścianach i kurzawę.
Krizz
- Nie odwracaj się ode mnie moje dziecko! - Stwór przywiązany do stosu miał spokojny, proszący głos, ale dla łowcy był on straszniejszy niż krzyk.
- Tak, dziecko jestem Nurgle... Nie bój się....przychodzę Ci pomóc...Ty jesteś kluczem....To miasto zostało przeznaczone mnie! I nikt go inny nie dostanie!Nie Khorn! Nie Tzeeth! Tylko ja...praojciec Nurgle... A Ty mój łowco...pomożesz mi...prawda? Pomożesz mi zdobyć miasto...Powiedz tylko tak, a wszystkie Twoje, marzenia się spełnią..wszystko co chcesz...powiedz mi tak! - łowca czuł jak oko przewierca go na wylot wyczytując wszystkie pragnienia jakie ukrywał w sercu.
Karlan
Strzelec wyraźnie stał się jeszcze bardziej ponury. Długo myślał co odpowiedzieć po czym wycedził przez zęby
- Jeńców nam nie kazano brać, każdego psia jucha zakłuwaliśmy...Taka robota...
- A ten, tam na zachodniej barykadzie? - wtrącił ten młody z blizną - Co go Gortussel pojmał?
Strzelec zrobił minę jakby co najmniej chciał młodzika zastrzelić, widać, że ktoś z góry mu wiązał ręce i język.
- Tal...skoro wspomniałeś to był taki jeden...żebrak który utrzymywał, że ma kontakt z Sigmarem i zna jego wolę. Szaleniec został odseparowany od reszty w klasztorze. Wątpie żeby Witold Ci pozwolił go zobaczyć, znasz zdanie Inkwizytorium co się z takimi robi. Jakieś testy czy coś.. Egzekucje...Egzekucję czynimy tutaj, jak już mówiłem wcześniej nikt nie przejdzie. A domy.. Do domów nikt wchodzić nie kazał. My jesteśmy wojacy więc tez nam się nie spieszyło aby wchodzić do domów gdzie heretycy czekają tylko aby wbić Ci nóż w plecy. Coś jeszcze chce wiedzieć czy wszystko i mogę wrócić do tej ,,ważnej" pracy? - stwierdził szorstko, mocniej chwytając muszkiet i kładąc go z powrotem między nogi gotowy do strzału.
Balwrather, Ragnar, Thoren
Gdy przywódca krasnoludów miał z przeorem wpaść na siebie z krzykiem bojowym, salką wstrząsnął mały wybuch. Balwrather przeleciał przez sale wpadając na adepta, przeor miał mniej szczęścia i wyrżnął plecami w ścianę
- DOŚĆ! - wrzasnął młody acz szorstki głos. Kiedy krasnoludy zrozumiały co się dzieję podniosły wzrok na młodego adepta, który cały czas towarzyszył przeorowi. Widać było jak energia przemyka między jego palcami. - Dość Witoldzie!
- Tak Mistrzu - wyjąknął przeor najwyraźniej przerażony, gramoląc się z ziemi. Wszyscy adepci jak na znak uklękli, pochylając głowy. Młodzieniec skrzywił się po czym spojrzał, gromiącym wzrokiem na krasnoludy.
- Przybywam tu z Aldorfu na sam rozkaz cesarza, dostaję list od waszego króla, że przyślę najlepszych wojowników którzy będą godni zaufania, a co otrzymuję?! Burdę i trzech obwiesi, którzy tylko klną i wrzeszczą! A więc to jest ta wasza krasnoludzka przyjaźń?! Wynosić się sprzed moich oczu. To zadanie z zabicie dowódcy miało być tylko testem czy naprawdę król wysłał dobrych ludzi. Teraz wiem, że się pomylił! Wynosić się z klasztoru, zanim pozabijam was własnoręcznie! I nie próbować mi tu żadnych pojedynków. Ja jestem Wielki inkwizytor David von Borden i jak Sigmara kocham spopiele was zanim do waszej pieprzonej mordy dojdzie słowo pojedynek! WYNOSIĆ SIĘ!!