Zmarszczyłem czoło. Na brodę Grungniego, plan parszywy niezwykle, ale skuteczny. Przez chwilę się wahałem, lecz gdy przez myśl przeleciał mi obraz bliżej nieokreślonego Czempiona Khorna, od razu podjąłem decyzję. Tunel był długi, to było widać na pierwszy rzut oka. W myślach od razu zaczął mi się układać plan, jak ułożę ładunki i proch; żałowałem jednak nieco, że w czasie, gdy moi kompani będą już pewnie po paru trupach, ja dzisiaj jeszcze żadnego zdrajcy, na psa urok, nie ukatrupiłem. Pogładziłem czule swój grund, po czym rzekłem do Inkwizytora:
- Da się zrobić, dajcie mi proch i trochę czasu. Najpierw przygotuję ładunki przez całą długość tunelu, rozsypię proch aż tutaj... albo nie, lepiej użyć lontu... - i mrucząc temu podobne rzeczy, wszedłem do tunelu, nie myśląc zbytnio o chaotach, pies ich trącał, grożących miastu. Zacząłem iść wzdłuż lewej ściany, szukając co słabszych miejsc i zaznaczając je ludzkimi runami od jeden do dziesięciu, przy czym dziesięć był najsłabszy, a jeden - minimalnie słabszy od reszty tunelu. Co prawda wygodniej mi było używać klinkarun, ale na wszelki wypadek się od nich powstrzymałem.