Przepraszam za poślizg
Bale & Czempion Tzeentha
Zanim czempioni zdążyli ochłonąć i zająć się swoimi zadaniami, drzwi otworzyły się z hukiem wpuszczając do środka dwóch wojowników. Pierwszy który przeszedł przez próg ledwo zmieścił się w futryna, przewyższając rozmiarami Bale dwukrotnie. Odziany był tylko w kolczugę i spodnie, w ręce zaś trzymał łańcuch zakończony małą, lecz prawdopodobnie ciężką, kulą i wpatrywał się swoimi świńskimi oczkami w berserkera jak w smakowity kąsek mięsa. Za nim wszedł mały, wręcz chudy, łysiejący mężczyzna z obnażoną szablą, ubrany był w fikuśny strój przypominający bardziej błazna niż strażnika. Spojrzał po chaotach i uśmiechnął się przebiegle, co w połączeniu z szczurzą twarzą dało mu wygląd skavena.
- Dobrze mi się wydawało, że tu był ten huk i walka. Witam państwa - ukłonił się w pas - Me imię Bergeth i jestem tutejszym łowcą zbiegów, ta chodząca kupa mięśni obok mnie to Buk i jest czymś w rodzaju ochrony. No! Skoro mamy już wszystkie formalności za sobą powiedzcie mi: wracacie do cel w całości czy mam was pokroić na plasterki i wysłać do celli w kawałeczkach? - Zakończył patrząc z uśmiechem wyższości na czempiona Tzeentha.
Siegfried
Karczmarz podrapał się po jednym z wielu podbródków i schował sztukę złota gdzieś między zwały tłuszczu.
- Hmmm...Co by Ci tu paniczku opowiedzieć - zamyślił się, po czym chwycił butelkę i pociągnął łyk z gwinta - Znaczy przejawy chaosu omijając fakt, że miasto jest oblężone? Ha haaaaaaaaa taki żarcik! Ludzie mówią, że w dzielnicy biedoty się coś zalęgło złego ale nie powinieneś się już tym przejmować. Kapłani się wszystkim zajęli, paląc całe slumsy i zabijając tamtejszych, kuźwa mać, żebraków. Ja myślę, że to wszystko gówno prawda ale nie mnie oceniać. Do rana zostanie tylko popiół i wspomnienie po tych ludziach. A jeśli interesuję Cię dokładniej ta sprawa to powinieneś pogadać z Witoldem, naszym przeorem. On jest szefem obrony. Właściwie naszym dowódcą jest baron von Dussenrin spasłą świnia która wojny widziała tyle co świnia gwiazd na niebie. Chowa się tylko w swoim zamku i modli do Sigmara aby mu chaot dupska nie odstrzelił - Karczmarz splunął ze złością - gdyby to mój, świętej pamięci, sierżant widział to by się w grobie przewrócił. W każdym bądź razie przeor Witold dowodzi rozstawieniem wojsk i zaopatrzeniem, jest jeszcze kapitan Gunter który z swoimi konnymi na przedpolach szaleje i kompanie nieludzkie do miasta odsyła. Ale on jest nie do uchwycenia, porozmawiać z nim będzie można pewnie tylko jutro i to chwilę przed bitwą. A co o twierdzy? Tfu, nic ciekawego. Twierdza jak twierdza. Bronimy jej bo to jedna z bezpośrednich dróg do Altdorfu, jak padniemy my padnie i stolica a to już będzie nie ciekawie prawda?
Krizz
Zadowolony łowca fiknął z podestu w uniesieniu. Byłoby to nic dziwnego gdyby nie to, że nagle poczuł iż...wisi w powietrzu. Zamrugał oczami dość zdezorientowany i rozejrzał się wkoło. Tłum, podest, przerażony kapłan i kat zniknęli. Krizz unosił się w bezkresnej czarnej pustce nie mając nic przed sobą ani nic za sobą.
- Krizzzzzzzzzzz... - usłyszał za plecami szept przywodzący na myśl skrzypienie grobowej deski. Łowca szybko odwrócił się szykując pistolet do użycia. Za nim stał stos, który sam przed chwilą pieczałowicie rozpalał ale wyznawca chaosu który miał być spalony...zmienił się! Przez ubytki w skórze widać było narządy wewnętrzne a twarz była właściwie zlepkiem bezkształtnej masy, która cały czas bulgotała wylewając ropę. Wśród tej mazi zastępującej lico, można było zauważyć oko. Ale nie normalne ludzkie oko. Oko węża, lub lepiej...demona. Kiedy łowca spojrzał w jego głąb poczuł coś czego od dawna nie czuł...strach. Istota przyczepiona do stosu wydała z siebie dźwięk powodując powstanie kilku bąbli na masie.
- Krizzzzzz, moje dzieckooooo.......tak długooooo....czekałem....pokłoń się, bo otoooo....masz zaszczyt...rozmawiać z samym....Nurgleeeeeee......
Karlan
Strzelec westchnął i oparł sobie muszkiet na ramieniu.
- Henryk von Fierdelsdorf, strzelec wyborowy byłego już dziesiątego korpusu pod wezwaniem Sigmara Mściciela, rozbili nas chaoci pod murami i teraz resztki, rozdysponowano między inne regimenty. U mnie też ogłady za dużo nie ma. W końcu wojak jestem. Mobilizować do walki powiadasz... Nie wiem mnie to wszystko jedno, kazali palić to palę. A kult Nurgla jest o tam - wskazał palcem na piekło za jego plecami - A jak myślisz dlaczego palimy? Ludzie się skarżyli klasztornym, to wysłał on tam trzech swoich zakonników. Wrócił jeden, który z resztą rozum postradał, ciągnąc po ziemi coś co kiedyś mogło być drugim z braci. Wtedy też przyszedł do dzielnicy przeor Witold i jął się przyglądać domostwom. Wiem bo sam byłem w oddziałach rozpoznania, to co tam widzieliśmy...- tu strzelcem wstrząsnął dreszcz - przeszło nasze oczekiwania. Jesteś łowcą czarownic...domyśl się co mogliśmy znaleźć w domach wyznawców Nurgla. Witold wielce się wściekł, że pod jego okiem jest kult w mieście a jak wiadomo jak się wścieka przeor to łby muszą lecieć. I poleciały. Nie dalej jak trzy dni temu wyrżnęliśmy każdego kogo podejrzewaliśmy o kult. Jak Sigmara kocham całe uliczki po których teraz stąpasz były skąpane we krwii. Potem Witold powiedział coś w stylu ,,Spopielić ten dom chaosu", to popielimy. A teraz jeżeli chcesz przejechać powiedz po co Ty się tam pakujesz, w końcu ja dowodzę tą ,pożal się Sigmarowi, barykadą i to mnie się tłumaczyć przyjdzie.
Balwrather, Ragnar, Thoren
Kapłan uśmiechnął się dość ponuro i wstał z miejsca siedzącego. Od razu można było zauważyć zmianę w jego zachowaniu, wydawał się większy i silniejszy niż przed chwilą.
- Przychodzę do was jako przyjaciel...- zaczął chwytają młot oburącz - Proszę was o wsparcie w potrzebie, a wy odrzucacie tą prośbę do tego dość chamsko.. Urażacie mnie aluzjami o niehonorowości, obrażacie mnie i moich kapłanów i na domiar złego nie potraficie wybrać mniejszego zła. - Po tych słowach oczy i młot kapłana zaczęły płonąć ogniem - Do tego dość bezczelnie wyzywacie mnie na pojedynek! CZY TY WIESZ KIM JA JESTEM!? - ryknął a jego postać wydawała się zajmować całą izbę i emanować zwykłą rządzą mordu - JESTEM WITOLD NIOSĄCY MŁOT OGNIA, CZY TY MYŚLISZ, ŻE PRZEORA ZDOBYŁEM KLEPIĄC PANNY PO TYŁKACH I CZYTAJĄC DOKUMENTY!? TYSIĄC BITEW I POTYCZEK! TYLE PRZETRWAŁEM! MÓJ MŁOT WIDZIAŁ WIĘCEJ KRWII NIŻ TY MASZ WŁOSÓW NA BRODZIE! I TY! ZWYKŁY KRASNOLUD ŚMIESZ WYZYWAĆ MNIE NA POJEDYNEK! CHODŹ WIĘC ZAATAKUJ A GWARANTUJE, ŻE TWOJE ZWŁOKI ZAWISNĄ JUTRO NA MURZE! MĄ SIŁA SIGMAR A MŁOT JEGO BRONIĄ! JESTEŚ NICZYM W PORÓWNANIU Z WIARĄ Z JAKĄ CIĘ MOGĘ ZAATAKOWAĆ! CHODŹ, CHCESZ WALKI NA BOGÓW PO TYM DNIU CAŁE MIASTO BĘDZIE SIĘ BAŁO MOJEGO MŁOTA! JAKIEM WITOLD NIOSĄCY OGIEŃ!!!!!