Odświeżę temat i pochwalę się pierwszymi własnoręcznie robionymi strzałkami treningowymi. Miałem dziś okazję przetestować je wreszcie w terenie i sprawują się świetnie, znacznie lepiej, niż kupne.
Długość 28'', lotki 5'' indycze (z ostatnio połamanych strzał), specjalnie kształtowane osady wykonane w promieniu, standardowe groty field 125gr, promienie cedrowe + jeden sosnowy (ten najcieńszy, z uszkodzoną lotką prowadzącą), kilkukrotnie bejcowane, spine w granicach 40-44#.

Porównanie ze strzałami sosnowymi z centrum-lucznicze.pl:

A tu parę zdjęć z postępu prac:
Spinowanie promieni:

Kształtowanie osad:

Konserwacja - górne bejcowane, poszły od razu na strzały. Dolne zakonserwowane pokostem lnianym, czekają na dostawę nieprzyciętych lotek, bo zrobię im opierzenie jak w angielskich strzałach bojowych.

Najgorsza robota w tym wszystkim to chyba klejenie lotek. Klejenie z ręki, bez jakiejkolwiek maszynki, to istna udręka. Najprzyjemniej zaś robiło mi się osady, bo mimo iż robota żmudna i powolna, to relaksująca. Tym bardziej, że cedr obrabia się bardzo przyjemnie, a do tego ma niesamowity zapach.
Strzały, jak widać, nie są wszystkie identyczne. Niektóre mają głębsze osady, inne płytsze. Jedne mają owijki przy osadach, inne nie. Wszystko to celowo - są to strzały czysto treningowe i chciałem przetestować zarówno jak spisują się różne typy osad, oraz jaką wytrzymałość będą mieć promienie (czy cięciwa je porozrywa, jeśli nie dam owijek zabezpieczających).
Poćwiczę jeszcze na drugim tuzinie, konserwowanym pokostem, a potem biorę się za coś konkretniejszego, jak np. pełne repliki angielskich strzał - promienie brzozowe lub jesionowe z rogowymi wklejkami, kute groty, długie lotki gęsie w pełni szyte. Mam też trochę przepięknych piór Myszołowa, które aż proszą się, by umieścić je na jakichś zajebistych strzałkach. Z tym ostatnim jednak poczekam, aż nabiorę wprawy, by tak cudnych lotek nie zepsuć.
Zacząłem się też bawić z korą brzozową. Wspaniały materiał. Miałem co prawda dostęp tylko do bardzo kiepskiej kory z dawno powalonego drzewa (żywych nie mam zamiaru niszczyć), ale wystarczyła na zrobienie niezłego kołczanu. Jednak o tym może innym razem... ;)