Przebrnąłęm przez cały temat, z niemałym trudem.
Również należę do grupy rekonstrukcyjnej, wczesne średniowiecze, a dokładniej wikingowie, to obszar naszych zainteresowań.
Działamy od kilku ładnych lat, jezdzimy na wiele imprez. Ale od jakiś trzech lat bojkotujemy świadomie polskie imprezy. Dlaczego?
Odpowiedź jest prosta, amatorka i cwaniactwo. Jak grzyby po deszczu wyrastają ludzie którzy koniecznie chcą brać w tym udział ale nie mają najmniejszego pojęcia o ekwipunku, uzbrojeniu nie mówiąc już o sposobach walki.
Wolin, dawno temu świetna impreza, teraz... cepeliada i śmiechowisko. Byłem z ciekawości w ubiegłym roku. Część uczestników w klapkach, inni w trampkach na które za pomocą super-glue naklejają kawałki skóry. Giezła sznurkiem przewiązane a za sznurek wetknięte śmieszne repliki mieczy. Oczywiście generalizuję, jest wiele drużyn od lat dobrze przygotowanych do imprezy i trzymających poziom, ale niestety przeraża mnie ilość i szybkość w jakim pojawiają się dyletanci.
Co do bractw rycerskich, znam kilka z mojego miasta. Kompletny brak szacunku dla nich i nie tylko. Na propozycje wspólnego traningu/sparingu zawsze ta sama odpowiedź "nie, bo bijecie za mocno, bo my szanujemy nasz oręż i tarcze, bo mój hełm nie będzie już taki błyszczacy". Ręce opadają.
Co do napinki na Grunwald, proponuje przyjżeć się dokładnie jak wyglada ta bitwa, z daleka owszem, wielki kocioł, biją się i tłuką ile wlezie, a jak przyjższysz się bliżej to jest to szereg par, rozstawionych i uprawiających tłuczonkę po tarczach.
Mimo że Wolina już nie trawię, pomimo wszechobecnej cepeliady i amatorki to jednak bitwa tam, to bitwa. Tarcze idą w drzazgi, topory, danaxy i włócznie biją na ostro. W ubiegłym roku na bitwie część publiki o mało nie rzuciła się do ucieczki, kiedy zwarły się ze sobą szyki.