Jeśli chodzi o Morrowinda - dla mnie to gra kultowa. Świetnie pokazany świat Tamriel, pełen magii, różnych dziwactw, oryginalny i baaardzo egzotyczny. Łaziki, popielne ziemie, Dwemerowie i dwa księżyce nadawały klimat wręcz science fiction... Niezrównana fabuła pięknie osadzona w realiach świata, pełna wolność w wykonywaniu zadań... Walka niby toporna, ale chodziło w niej bardziej o umiejętności niż zręczność. Sterczący NPC i temu podobne sprawy to rodzaj umowności, wiele w tej grze musi się dziać w wyobraźni gracza.
Jednakoż niezwykły urok tej gry przyciągnął mnie na siedem lat.
Natomiast Oblivion... Załamałem się. Płytka, liniowa, bezsensowna fabuła, świat wielki i pusty, zapchany na siłę ustawionymi w regularnych odstępach i skrzętnie równiutko przemieszanych ruin, które nie mają żadnej historii ani niczym się od siebie nie różnią. Bez zamysłu nałożone jaskrawe filtry, które rozświetlały nienaturalnie kartoflaste mordy NPC, którzy zamiast walczyć z armią upośledzonych diablików (chyba że masz wyższy lvl), gadają o tym, jakie to kraby błotne nie są okropne. Tekstury, które wyglądają jakby dziecko najadło się kredek i wyrzygało to na Disneyland, szczury wpadające w berserk na widok rycerza w pełnym daedryku. Zresztą zbroje daedryczne wypadające z każdego napotkanego bandyty po przekroczeniu 20 poziomu to też jakiś absurd... Wszystko jest sztuczne, sztampowe, okrojone. System walki... Wolę już Morrowindowy bo był w miarę logiczny. Kto to widział żeby człowiek który nie umie się posługiwać łukiem umie wystrzelić bezbłędną strzałę, ale mimo że trafia w oko, jego umiejętności sprawiły że człowiek z pęczkiem strzał w oku wciąż może gracko hasać i okładać nas gigantycznym młotem. Ale bez obaw! Nawet jeśli jesteś słaby w blokowaniu i walce ostrzami (no tak, po co podział na krótki i długie, w końcu dwuręcznym mieczem walczy się IDENTYCZNIE jak sztyletem), spokojnie owym kozikiem zablokujesz cios. I teraz zaczyna się śmiertelna klikanina, kto szybciej klika, ten wygrywa.
Idiotyzmów Obliviona można wymieniać jeszcze miliardy, a nie mam na to ochoty. Ta gra jest tak tragiczna, że wróży niechybny upadek świetnej serii. Jeśli TES V będzie w podobnej konwencji, to będzie to kolejna duża ilość pieniędzy wydana na gówno, którym o dziwo niektórzy się karmią.