@Crims
Długo wytrzymałeś, ja obliviona odłożyłem po kilku godzinach, jak TESy lubię tak czwórka była po prostu słaba - dziadowaty, pseudo-epicki wątek główny*, kartoflowate mordy, disneylandowy klimat, mdła eksploracja i zwyczajny brak jakiejkolwiek chęci do grania(skalowanie świata też tutaj swoje robiło), na dodatek wszystko zamknięte w spartolonym silniku, kiepsko zoptymalizowanym a co za tym idzie sprzętożernym i potwornie niestabilnym(najgorsze, że trafiło to potem do takiego sobie F3, który jednak trzymał poziom i do świetnego F:NV dla którego silnik był największym problemem) - dla porównania, w Skyrim mimo, że mam sporo rzeczy włączone na "high" i wysoką rozdzielczość to przycina mi się dość rzadko(mój komputer ma już hmmm...6 lat? Ale to leci...), obek przycinał się bardziej na "medium" więc tutaj bethesdzie postępu odmówić nie można - najlepsza wiadomość dla mnie jest taka, że ten silnik trafi też do następnego Fallouta.
*To jest w ogóle choroba jakaś, w Arenie był dość sztampowy ale uszedł w tłoku, Daggerfall dla tych który odważyli się walczyć z jego bugami oferował jedną z najbardziej wielowątkowych historii w grach(jeśli chodzi o wątek główny, bo zadania dodatkowe ssały), morrowind miał taki sobie main quest i fajne questy poboczne(część trochę mdłych ale parę fajnych też było), Oblivion nie miał praktycznie żadnych ciekawych questów, no dobra był jeden ze skłóceniem ludzi w jakiejś wiosce i drugi z gildii zabójców(ten w posiadłości), Skyrim ma niewiele lepszy wątek główny niż oblivion ale zadania dodatkowe są już fajne.
Czego się czepiam do main questów w 4 i 5?
Praktycznie od początku bombarduje nas wiadomością "ohoho jesteś epickim wybrańcem z mojej wizji/naszych legend który stawi czoła złuuuuu w epickiej walce łohohohohoh...", najgorzej było w oblivionie, dlaczego? Ponieważ praktycznie od razu człowiek czuł się wręcz zobowiązany do pomocy, a nie spokojnego wędrowania po świecie, całą ideę sanboxa szlag trafił(to chyba, że jesteście z tych ludzi, którzy godzinami wędrowali po nieciekawej i dziwnie małej cesarskiej prowincji, podczas gdy pod wszystkimi miastami stały już bramy do otchłani iiii...nic nie robiły), w skyrimie dowiadujemy się o tym, ale możemy to olać, więc jest lepiej. W Morrowindzie też coś takiego było, ale gra sama w sobie zachęcała do eksploracji tego dziwnego świata, więc można było równie dobrze zacząć master quest w momencie gdy byliśmy znanymi w całym morrowind bohaterami - rozpoczynało się go bowiem w ciasnej klitce u agenta ostrzy, który zresztą zachęcał nas do robienia tego co chcemy i nie czuło się, że MUSIMY pchać fabułę do przodu. Ja do tej gry podchodziłem razy... kilkanaście, nieraz nie dowiedziałem się nawet jaka była prawdziwa treść tej zakodowanej wiadomości i to wszystko mimo zrobienia wielu questów i spędzenia nad grą długich godzin.
Wszystko zależy oczywiście od podejścia, współczesny gracz(w tym wbrew pozorom także autor posta, który zwyczajnie zaczyna się nudzić siedzeniem przez kilka godzin dziennie przed komputerem, jak mógł to robić jeszcze 4 czy 6 lat temu) po prostu nie będzie chciał tak "delektować się" grą. On ją kupi, przejdzie MQ, trochę pogania za pobocznymi zadaniami, jak mu się zachce to zwiedzi ze 3 jaskinie i kupi/ściągnie(zależnie od delikwenta) następną grę.
O rozwalaniu lore nawet nie wspominam(albo co tam) najłatwiej będzie mi to omówić na przykładzie skyrim - o ile powiązania Septimów z tą prowincją było jasne to nagłe kojarzenie praktycznie wszystkiego ze smokami/zabijaniem smoków(lol@ostrza) po prostu ssie.