Dobra wyjaśnie Ci co mam do tych gier (napiszę w stosunku do Fallouta 3, Obliviona i Mass Effecta)
Obivion(nie tylko jako rpg, ale rowniez jako nastepca bardzo dobrego Morrowinda):
- Czas na przejście głównego wątku;
- Kretyńska fabuła, Dagon i jego Blitzkrieg...;
- Niezgodniosci z LORE (np. Cyrodill powinno być tropikalną dżungla);
- Ceny przedmiotow;
- Dunmerowie nie mowia swoim glosem (oszóstwo Bethesdy, bo na jednym z pierwszych trailerów Dunmer mowil po swojemu);
- Zrobienie z Orkow kretynów chcących tylko komuś przywalić;
- Brak roznic kulturowych miedzy rasami, które powinny być naprawdę spore;
- Mniej skilli niz w Morrowindzie(dlugie miecze, krotkie miecze i sztylety to przeciez to samo, prawda? A topory w obuchach?);
- Błyskawiczny rozwój skilli;
- Duuużo mniej zaklęć (lewitacja? etc.);
- Mniej rodzajow broni niz w Morrowindzie (włócznie, rzutki, kusze...);
- Mniejsza ilosc Gildii;
- Brak wymagań w Gildiach (5lvl Ork z zerową wiedzą magiczną zostaje Arcymagiem);
- Brak Choice & Consequence (chociażby Wielkie Rodziny z Morrowinda);
- Ograniczenie roli wampirów (Nie ma klanów ani questów jak w Morrowindzie);
- Brak dialogów (bo chyba nie Rumors... Juz system z Morrowinda (key word) lepiej sie sprawial);
- NPC bez jakiejkolwiek historii;
- Bardzo mała liczba NPC (już w Morrowindzie było lepiej);
- Quest Arrow traktująca gracza jak debila i pokazująca gdzie ma iść;
- Fast Travel odbierający przymus wysilenia sie i podróżowania, przez co zmniejszenie wiarygodności świata;
- Debilny Level Scaling (bandyci w Daedrykach; Mud-Craby pogromcy bogow; levelowane nagrody);
- Debilnie rozwiązny system perswazji i orwierania zamków;
- Zmniejszenie złożoności zbroi(nie ma osobnych naramiennikow, a rekawice sa zawsze w parach);
- Zmniejszenie wytrzymalości przedmiotów;
- Część questów jest po prostu głupia i sztuczna;
- 90% questow sprowadza sie do radosnej rzezni.
- Znów idiotyczna fabuła...tatuś run away z krypty...;
- Mniejsza ilość skilli niż w poprzednich częściach;
- Brak Traitów;
- Perki co level;
- Brak ciężaru amunicji;
- Noszenie przy sobie małej zbrojowni (6 zbroi, 13 gunów, 200 stimpakow, 28412 różnych naboi a wszystko to na sile 4!);
- Auto-aim;
- GodMode = V.A.T.S.;
- 'Niewidzialne Ściany' (nie da sie zastrzelić dzieciaków w LL aby przejsc dalej; nie da sie otworzyc przejscia bez wsparcia bachorów, a granaty w kieszeni leżą...);
- Fast Travel (tak jak w Oblivionie);
- Brak 'przynależności' przedmiotow do bohatera (czyli "This is my gun there are many like it, but this one is mine");
- Najpotezniejsze zbroje na swiecie (Power Armor) walaja sie kątach (i tu znów brak przynależności);
- Wybuch bomby atomowej... Srysly, Aromówka z zasiegiem 20 metrow? To po prostu duze fajerwerki;
- Church of Atom. Koleś stoi cale dnie w napromieniowanej wodzie i nadal ma skóre?;
- Gore porn, brak dojżalej przemocy;
- Brak postapokaliptycznego ciężkiego klimatu, gdzie śmierć czek za każdym krokiem;
- Co Harold robi po drugiej stronie kontynentu?;
- 90% questow sprowadza sie do radosnej rzezni(deja vu?);
- Idiotyczne zakonczenie(jesli mamy przy sobie Fawkes'a...).
Gra jest fajna, ale jako strzelanka z rozbudowanymi dialogami, lub jak to się teraz zwie...z elementami RPG.
- Całkiem fajna fabuła, ale ciągnąca wzory z choćby GroundControl;
- Szybka akcja, filmowe ujęcia i...bardzo drętwe dialogi (ta gra przypomina trochę interaktywny film);
- 99% questów sprowadza się do eksterminacji wszystkiego co żyje jeszcze bardziej potwierdza zręcznościowość tytułu;
- Brak takich na prawdę prawdziwych wyborów mających wpływ na fabułę (te co są mają mały wpływ, a dlaczego nie możemy przystąpić do Sovereigna?)
- Głupi system dialogów, i tak nie wiemy co sypnie nasz "Galaktyczny Mściciel";
- Głupio rozwiązany system skilli (tu mam na myśli, że jest chyba tylko jeden niebojowy skill - First-Aid).
Mass Effect (pieszczotliwie Ass Deffect) jest fajna jako strzelanka, ale uznawanie jej za RPG?
I tu na koniec chcę coś napisać.
Dziś za grę RPG uznaje się tytuł gdzie masz "+" przy skillu i jak już jest taki bajer, to gra musi być yRPyGy...
To są jednak tylko dodatki, tak jak umiejętności, statystyki, bo najważniejsze jest "Odgrywanie Postaci". RPG to gatunek gdzie najważniejsza jest postać, klimat i świat. Wszystkie te cechy muszą być klimatyczne, złożone, takie żeby gracz mógł się z nimi ucieleśnić, "wejść" w tą rolę i ją przeżywać. Gdzieś przeczytałem taki tekst: "
Jak ide do baru sie napic to chce miec do wyboru 10 roznych sposobow napica sie: Piwo jedno po drugim, powolne saczenie drinka, cos bezprocentowego itd. Jak mi sie cos nie podoba, to chce moc to powiedziec". To jest właśnie esencja RPG, a zamiast tego dostajemy Mass Effect'y i tym podobne.
EDIT: DzikiJoe
Potwierdzam, ale się nie zgadzam;) Grałem w tego Drakensang i taki genialny to on nie jest:( Grać gra się przyjemnie, ale historia nie wciąga tak jak choćby w NWN (już o Tormencie nie wspomnę...), jest sporo błędów, niedomówień etc.. Daltego ja osobiście wolę sobie włączyć Neverwinter Nights II, lub add-on Maska Zdrajcy, niż grać w Drakensang.