3. Muszę się zająć tym brakiem wyraźnie radosnego charakteru... Poza tym Kilar i nieciekawe opinie, no to ciekawe... Tak potocznie mówiąc, to jego chociaż 'da się słuchać' :P
W każdym razie myślę, że trzeba na to spojrzeć szerzej... porównując różnorodność mediów, w których rolę gra muzyka przed XX w., a obecnie, różnica jest zauważalna, tak wiele nowych mediów: filmy, radio, telewizja, teledyski, nowsze formy teatru, gry komputerowe, ogromne koncerty plenerowe, instalacje, performance i inne. Do tego kwestia masowego przekazu, zmiany w strukturze społecznej, zmiany w źródle finansowania artystów i odbiorcy. A może po prostu brak elektryczności :D
A kiedyś? Oczywiście cała sfera muzyki sakralnej(ciągle istnieje), muzyka dworska, dla elit(o tym później), muzyka uliczna(ma się świetnie, obecnie to muza rozrywkowa szeroko pojęta), ludowa(yhm górale mają się nieźle, ale raczej upadek, nie biorąc pod uwagę kapel 'nowej tradycji', folk, ale to postmodernizm. No i jest discopolo oraz ślunskie szlagiery), no i zostaje teatr i opera, ciągle mają się dobrze, zresztą osobiście porównuję dzisiejsze filmowe blockbustery do oper.
W każdym razie ta część 'radosna' przeniosła się z klasyki do tzw. mainstreamu i innych form. Klasyka stała się chyba bardziej elitarna niż była, mam wrażenie... jak ktoś 'z ludu', chce posłuchać czegoś ambitnego, to możliwe, że raczej sięgnie po jakąś ambitniejszą muzykę rockową, jakiś progressive, jakiś jazz albo twórczość indywidualnych artystów, czy coś jak Dead Can Dance, niż po jakiś koncert fortepianowy...
Ponadto kwestia mecenatu... taki niegdysiejszy artysta dostawał kasę za robienie muzyki dla śmietanki arystokratycznej, musiał siłą rzeczy jakoś się wpasować w konwenanse i ich 'ucho'. W pewnym sensie była to ich muzyka popularna, te wszystkie menuety, walce, itp., przecież teraz nikt przy tym bawić się nie będzie... I konsekwentnie brnąc dalej, jakby nie było coraz większy światek artystów, inny sposób edukacji, inne formy finansowania, umożliwiły większą swobodę twórczą, sztukę dla sztuki, taplanie się we własnej dekadencji, oraz eksperymentowanie, które nie oznacza ośmieszenia i niezrozumienia, jak to kiedyś było. Te zupełnie dziwaczne festiwale jak UnSound i Sacrum Profanum jakoś się przebiły i utrzymały, no ktoś tego jednak słucha(imho to sprawa skali i stylu życia: liczba ludności i warunki życia kiedyś, a dzisiaj...)
No to była taka moja krótka, nieskładna refleksja. Zauważ, że w sumie przyznałem ci nieco racji w tym, że obecnie klasyka jest smutna :D (aczkolwiek nie do końca tak uważam, ale ja łączę chociażby muzykę filmową z klasyką, w końcu kiedyś opery też były dla ludu)
4. Yhm...
Tak sobie myślę, może przyczyną tego jest koniec wpływu kościoła?
Poza tym napisałeś o Góreckim, Parcie i Pendereckim(dodaj też i Ligeti'ego), że to wyjątki... No to niezłe te wyjątki, skoro to światowa czołówka :)
A co polityki, to moje zdanie jest takie, że konserwatywne podejście w muzyce(w sztuce) jest nie do przyjęcia. Przecież to jest sfera kreatywności, nie powinno się jej więzić, to musi pracować. W liturgii kościelnej masz te same melodie od bodajże 100 lat(ale proszę popraw mnie, może to ostatni sobór, ale to i tak już kawał czasu), no i masz i spadek uczestnictwa. Te dziecio-maryjne i oazowe chórki czy próby gospelowe(!) to taka namiastka, ułuda, że liturgia to nie muzyczny cmentarz. W sumie to z takiej perspektywy nie dziwię ci się, że brniesz w dawną muzykę sakralną, wtedy to rzeczywiście coś się działo(smuteczek).
5. Np. 'jelenie na rykowisku' :)