Witam ponownie,
Od dosyć dawna nie pisałem niczego w tym temacie, więc pod wpływem ostatnich zdobyczy napiszę kilka słów o jednej z nich. Płyta, o której mówię nie jest dla mnie nowością. Mam ją od bardzo, bardzo dawna, ale ostatnio w moje ręce wpadło jej bardzo stare wydanie. Co prawda nie pierwsze, lecz drugie, ale o tym potem.
Ową płytą jest Bathory- Hammerheart, którego "recenzji", lub jak ja wolę to ujmować- swojej osobistej ocenie podpartej odczuciami do tej pory nie napisałem. Od dawna nie zaglądałem na forum, więc czas coś naskrobać. Skoro mam możliwość, postaram się też krótko wyróżnić różnice między pierwszym (o tym potem), a dalszymi wydaniami.
Wstęp:
Bathory- Hammerheart jest piątym albumem studyjnym ekipy Quorthona, którego od kilku lat nie ma wśród nas i oby wznosił teraz kielich nad stołami Walhalli! Całość materiału została nagrana w 1989 roku, a pierwsze wydanie płyty ujrzało światło dzienne 1990. Hammerheart został nagrany w składzie- Quorthon, Vvornth i Kothar, ale wszystkie kompozycje na albumie zawdzięczamy Quorthonowi.
Tracklist:
1. Shores in Flames
2. Valhalla
3. Baptised in Fire and Ice
4. Father to Son
5. Song to Hall up High
6. Home of Once Brave
7. One Rode to Asa Bay
8. Outro
Słów kilka:
Hammerheart jest drugą częścią tzw. "Trylogii Asatru" Bathory. Płyta opowiada o zamierzchłych czasach wikingów, pogaństwie i starych skandynawskich bogach. Opowiada również o dawnej dumie i sile wikingów oraz o upadku ich tradycji i świata, w który wierzyli i którym się kierowali. To tak w skrócie, ponieważ ten album przekazuje nam coś o wiele głębszego niż się wydaje. Piękną i smutną historię wyrażoną silnymi emocjami Quorthona.
Wrażenia i wnioski:
Po przesłuchaniu piątego krążka Bathory mogę rzec jedno- Piękne, silne i do głębi ujmujące! Można rzec, że wszystkie utwory, zebrane razem stanowią jedną wielką historię. Historię wikingów, ich tradycji, ale także upadku tego, w co wierzyli, wszystko opowiedziane od początku do końca. Co więcej, po zapoznaniu się z tekstami od razu widać, że każdy z osobna także opowiada pewną historię. Album jest niczym książka, w którym każdy utwór jest niczym rozdział. Tak piękna kompozycja zapada na długo w pamięć, szczególnie ludzi silnie związanych z dawnymi tradycjami. Dogłębnie porusza i pobudza wyobraźnię. Każdy z utworów opowiada o czymś innym, tak jakby o kolejnym aspekcie bądź wydarzeniu dawnej Skandynawii. W twórczości Bathory teksty zawsze były wybitne i stanowiły jeden z najmocniejszych atutów Quorthona.
Całość została zamknięta w muzyce i wyrażona przez nią, a dokładniej przez głos Quorthona, który w swym głosie oddał wiele emocji. Hammerheart jest jednak smutną płytą, przesiąknięta zarówno bólem jak i nienawiścią, a zarazem przeplatana melancholią i nadzieją. W niektórych utworach, takich jak One Rode To Asa Bay słychać rozpacz i ból, w innych siłę i dumę, jak w utworze Valhalla. Wszystko to wyrażone wybitnym, aczkolwiek niewyćwiczonym głosem Quorthona, przy akompaniamencie świetnej muzyki.
Pamiętam, że po kilku pierwszych przesłuchaniach aż łza w oku mi się kręciła gdy pod koniec słuchałem ostatnich zwrotek One Rode To Asa Bay, albo gdy zamykałem oczy i wyobrażałem sobie wszystko słuchając Valhalla. Z biegiem lat przyznam, że te emocje, przeżycia i odczucia są jeszcze silniejsze niż wtedy! Teraz wiem, że mimo iż mam wiele płyt, kaset, czy vinyli, a w przyszłości będzie ich wiele, wiele więcej, to pod koniec życia jedną z najważniejszych dla mnie pozycji będzie nadal Hammerheart z 1990 roku. Album ten na stałe wyrył swe piętno w mym umyśle i sercu.
Technicznie:
Na początek wspomnę o ogólnej kompozycji, która jest w każdym calu genialna i epicka. Wszystko jest do siebie idealnie dopasowane. Brzmienie instrumentów, rytm i tempo idealnie wpasowują się do treści utworu. Album od początku do końca zachowany jest w wolnym i ciężkim tempie. Nie ma tu żadnych udziwnień, czy zbędnych rzeczy. Wszystko jest proste, miejscami wręcz prymitywne i to wystarczy, by oddać emocje płynące z utworów.
Gitary są nastrojone dosyć wysoko. Nie uświadczymy tu typowych blackowych brzmień, brudnych i mrocznych. Wszystko jest krystaliczne, lekko stłumione i szumiące. Niczym falujące morze. Jako ciekawostkę dodam, że album został nagrany na sprzęcie Ibaneza, Gibsona i Aria. W kompozycjach wykorzystano zarówno gitary elektroniczne jak i akustyczne, które idealnie akcentują, dodają charakterystycznej melodii, a czasem nawet stanowią trzon melodii. Bas odgrywa ważną role na tym albumie. Nadaje on ostateczne wykończenie i zapełnia wszelkie luki. Jest powolny i niski, drapieżny i ciężki. Całość idealnie ułożona, co zalicza się na wielki plus.
Perkusja jak już wspomniałem jest prosta, ciężka i nadaje całości świetny rytm, który idealnie pasuje do reszty. Brzmienie bębnów jest bardzo dobre. Głębokie, lekko stłumione i nic nie wybija się niepotrzebnie. Talerze brzmią krystalicznie i czysto. Jak na zestaw Ludwika, świetna robota.
Wokal... o tym możnaby książke napisać. Głos Quorthona, może i niewyćwiczony, może i amatorski, ale czy to jest ważne? Nie liczy się ile ćwiczy i czy w ogóle to robi. Ważne że wyraża tak głębokie emocje. W jego głosie, w zależności od utworu słychać zarówno silę i dumę, jak i rozpaczliwy ból i refleksję. Idealnie potrafi przekazać nam to, co sam odczuwał. W świetny sposób przedstawia nam historię i obrazuje ją w naszych głowach. Tak jak wcześniej pisałem o całym albumie Hammerheart, tak samo głos Quorthona, teksty, które wypowiada, słowa które krzyczy, za zawsze pozostaną w mojej pamięci. Słowa wykrzyczane pod koniec utworu One Rode To Asa Bay-
Odens Hail! Są już słowami, które zagnieździły się w moim sercu na zawsze.
Oprawa Graficzna i słowo o wydaniu:
Oto zdjęcia które zrobiłem swojej "nowej" płycie. Słowo "nowe" nie bardzo pasuje, gdyż CD ma już przeszło 18 lat. Jest to pierwsze wydanie reedycji tego albumu z 1993 roku, wydane przez Black Mark.
Nie jest to jednak pierwsze wydanie z 1990. Gdyż płyta pierwotnie została wydana w 1990 roku przez Noise International. W 1993 roku Quorthon przeniósł wszystkie swoje dzieła pod skrzydła Black Mark Production, które wznowiło Hammerheart, jak i resztę albumów. Aż do śmierci Quorthona w 2004 roku wszystkie jego płyty wydawało Black Mark. Wersja którą posiadam jest pierwszym biciem reedycji. Ta wersja z 1993 roku posiada starą wersję okładki, którą z czasem nieco zmieniono. Płyta różni się od pierwszego wydania od Noise tym, że jest czarna, gdy wersja Noise posiadała srebrną płytę. Mam też wydanie z 2003 roku, które zawiera 7 ścieżek, nie 8 jak jest na wszelkich innych wydaniach. Niestety nie wiem czy jest to celowy zabieg, czy błąd tłoczni z tego roku. Dodam też że pierwsze wydanie nie jest remasterowane, wznowienia owszem.
Okładka sama w sobie prezentuje obraz zatytułowany "A funeral of a viking" pędzla Sir Thomasa Francisa Dicksee. Idealnie pasuje do charakteru płyty, jak i świetnie się prezentuje.
Jako ciekawostkę dodam dla porównania zdjęcia pierwszego wydania Black Mark z jego reedycjami. W tym wypadku tą specyficzną z 2003 roku, ale graficznie wygląda ona tak samo jak wszystkie. Pierwsze wydanie charakteryzuje się innym wyglądem płyty, inną barwą okładki i loga oraz kompletnie inną tylną wkładką. Pierwsze wydanie ma bardziej pomarańczową tonację, wszystkie wznowienia są bardziej czerwone, co przyznam psuje nieco wygląd okładki.
Podsumowanie:
Osobiście uważam Hammerheart za klasyk, milowy krok w twórczości Bathory jak i płytę, która jest czymś więcej niż tylko muzyką. Jest to jedno z niewielu dzieł, które wywarło aż tak wielki wpływ na mnie, Osobiście nie będę nawet oceniał tej płyty, gdyż moim zdaniem nie podlega ona jakimś tam oceną. Nawet jeżeli ma jakieś wad, stanowi ona coś więcej niż tylko czysto techniczny twór.
Osobiście przyznam, że twórczość Bathory była różna. Lepsza i gorsza. Były płyty epickie, jak i beznadziejne. Hammerheart jest według mnie największym dziełem Quorthona i poniekąd dzięki tej płycie jest on ciągle żywy w pamięci. Sam nie wiem po co pisałem te całe wywody. Może to w ramach wznowienia pobytu na forum, może w ramach tego, że w końcu dorwałem pierwsze wydanie i mogłem je porównać ze swoim poprzednim. Sam nie wiem, po prostu po odświeżeniu w pamięci Hammerheart uznałem że warto to opisać raz jeszcze. Choćby po to, aby wątek nie podupadał.
Na koniec jak zwykle dodam, że nie jest to żadna tam recenzja, a jedynie moje osobiste spostrzeżenia i wrażenia. Tekst nie ma ładu i składu bo ciężko mi się skupić na pisaniu i słuchaniu jednocześnie. Po prostu piszę, co mi na język przyjdzie. Jak zwykle ;)
Pozdrawiam,
Alkhadias
Napisałbym coś jeszcze, ponieważ ostatnio wpadło mi trochę płyt do kolekcji, ale pech sprawił, że zostawiłem je na Mazurach u dziewczyny. Niestety odzyskam je dopiero za jakieś 2-3 tygodnie. Ale inne zamówienia już wędrują do mnie, więc w najbliższym czasie może coś jeszcze napiszę.
Z najnowszych zdobyczy:
- Bathory- Blood On Ice (pierwszy wydanie z 1996) na mazurach ;/
- Mayhem- Ordo Ad Chao (Pierwsze wydanie)
- Gorgoroth- Twilight Of The Idols
- Mayhem- De Mysteriis Dom Sathanas (kolorowy vinyl limitowany do 2000 sztuk. Wydanie BOB 2006) na mazurach ;/
Jak się uda do końca marca dojdą nowe rzeczy. :)