A teraz przejdźmy do sedna sprawy. Płyta The Mist of Avalon została wydana w roku 1991. Oryginalna okładka wygląda tak:

Prosta, bez żadnych bajerów, nawiązująca tematycznie do utworów.
Tracklist:
1. La Dame du Lac
2. Morgan
3. Camaalot (Hymn I)
4. Guenievre
5. Le Chant de Taliesin
6. La Blessure d'Arthur
7. Le Val Sans Retour
8. Belenton
9. Olwen
10. Quest
11. An Advod
12. Horses on the Hills
13. Strink ar Grall
14. From Avallac'h
15. Gaelic Tribes Gathering
16. The Return (Hymn II)
Jak sama nazwa wskazuje krążek nawiązuje tematycznie do legend arturiańskich - Avalon to w mitologii celtyckiej legendarna wyspa znajdująca się gdzieś na krańcach świata, gdzie miał zostać przewieziony umierający król Artur. Mgły Avalonu to również powieść Marion Zimmer Bradley i płyta Alana Stivella jest swoistym hołdem dla tego działa.
1. La Dame du Lac, czyli "Pani Jeziora". Już od pierwszego utworu jesteśmy wprowadzeni w klimat legend celtyckich. Wstęp jest bardzo intrygujący, bowiem zaczyna się od dalekich podmuchów wiatru, które zostają nagle przerwane przez harfę i odgłosy zwierząt zamieszkujących jezioro. Mistyczne granie na harfie umila flet, a potem wokal Alana, który jest urozmaicony żeńskim głosem w refrenie. Słuchając tej pieśni, miałem wrażenie że płynę łódką po zamglonym jeziorze.
Wokal: 7/10
Instrumenty: 8/10
Klimat: 9/10
Razem: 8/10
2. Morgaine. Utwór głównie instrumentalny. Spokojny wstęp jest nagle przerwany przez odgłosy wojny - bębny, trąby i chóry. Napięcie oraz wszechobecny patos trwa jeszcze przez chwilę i kończy się żeńskim wokalem, który zapowiada, że dalsza część będzie spokojniejsza. Genialne! W drugiej części mamy kolejny oznak wzniosłości, w pewnym momencie ciężko rozróżnić czy to płyta artysty folkowego, czy soundtrack do filmu. Całość kończy się bardzo klimatycznym outrem, które przywodzi mi na myśl muzykę Dalekiego Wschodu.
Wokal: 8/10
Instrumenty: 10/10
Klimat: 10/10
Razem: 9,5/10
3.
Camaalot (Hymn I). Piosenka w zasadzie lekka i bardziej radosna, od opisywanych wcześniej. Rozpoczyna się idylliczną grą na pianinie i harfie, by stopniowo przejść do piszczałek. Bardzo fajne.
Wokal: brak
Instrumenty: 8/10
Klimat: 7/10
Razem: 7,5/10
4.
Guenievre. To pierwszy z trzech rockowych utworów znajdujących na płycie. Słowa opowiadają oczywiście o słynnej żonie króla Artura Ginewrze. Szczerze mówiąc nie przypadło mi to za bardzo do gustu, ogólnie piosenka nie porywa.
Wokal: 7/10
Instrumenty: 6/10
Klimat: 6/10
Razem: 6,5/10
5.
Le Chant de Taliesin . Natomiast nie można tego samego powiedzieć o drugim rockowym utworze. Słowa piosenki zostały ułożone w języku starowalijskim, co jest dużym plusem do klimatu. Rozpoczyna się ona krótką solówką na perkusji, potem mamy standardową gamę instrumentów czyli flet i piszczałki. Następnie wokal, który jest moim zdaniem świetny i brzmi rockowo. Dla ciekawskich dodam, że nazwa utworu to "Pieśń Taliesina", a słowa to opowieść o bohaterskich czynach króla Uriena z Rheged. Mówi wam to coś, hę? :P
Wokal: 9/10
Instrumenty: 9/10
Klimat: 9/10
Razem: 9/10
6.
La Blessure d'Arthur. Czyli jak mniemam Błogosławieństwo Artura. Takie smętne przygrywanie na harfie, trwające prawie dwie minuty. Raczej przeciętne.
Wokal: brak
Instrumenty: 6/10
Klimat: 5/10
Razem: 5/10
7.
Le Val Sans Retour, czyli Dolina bez Powrotu (zaczarowane miejsce gdzie czarnoksiężniczka Morgana le Fay więziła swoich kochanków). Zdecydowanie jeden z lepszych utworów na płycie. Rozpoczyna się on przeciągłym śpiewem Alana i grą na klawiszach. Następnie mamy standardowo harfę, brzmiący gdzieś w oddali żeński głos oraz flet. Wokal Stivella brzmi tu świetnie, jest urzekający, tajemniczy i doskonale komponuje się z kobiecym chórkiem, a dodatkowym plusem jest kilkukrotna zmiana skali głosu podczas śpiewania.
Wokal: 10/10
Instrumenty: 9/10
Klimat: 9/10
Razem: 9,5/10
8.
Belenton, czyli, jeśli dobrze tłumaczę, jest to Gaj Słońca, lub Gaj boga Belenosa. Przyzwoity kawałek, przypominający melodycznie kiepskawy La Blessure d'Arthur, ale sytuację ratuje mistyczny żeński głos.
Wokal: 7/10
Instrumenty: 6/10
Klimat: 7/10
Razem: 6,5/10
9.
Olwen. Moje ulubione dzieło Alana z tego krążka, z pewnością najbardziej przesiąknięte duchem celtyckim. Tekst piosenki to opowieść o córce olbrzyma Yspaddadena (tytułowa Olwen), do której zalecał się Culhwch, jeden z wojowników króla Artura. Yspaddaden nie chciał zaakceptować uczucia jakim zapałał Culhwch do Olwen i dał mu do wykonania 39 bardzo trudnych prac, które były formalnie niewykonalne, Culhwcha jednak to za bardzo nie przeraziło i wykonał je wszystkie z pomocą Rycerzy Króla Artura. Dla mnie ten kawałek ma wyjątkowe znaczenie, nie tylko dlatego że dzięki niemu zetknąłem się z twórczością mistrza harfy celtyckiej, ale także z powodu genialnego jego wykonania. Rytmiczne uderzanie w bębny trwające przez cały utwór buduje fajną atmosferę. Niby to nic wielkiego, ale cieszy. Doskonale słychać jak palce Stivella przeciągle przesuwają się z pierwszej do ostatniej struny harfy, co wzmaga magiczność dźwięków. Arcydzieło!
Wokal: 10/10
Instrumenty: 10/10
Klimat: 10/10
Razem: 10/10!
10.
Quest. Kolejna niezła pozycja do przesłuchania. Dla niektórych może być nieco monotonna, ale mi to nie przeszkadza.
Wokal: brak
Instrumenty: 7/10
Klimat: 7/10
Razem: 7/10
11.
An Advod. Chyba najgorszy utwór na płycie. Alan usiłował stworzyć coś w rodzaju syntezy popu, elektroniki i rocka, ale niewyraźniej mu nie wyszło i powstało takie dziwadło. Wstęp może jeszcze być, ale dalsza część to już po prostu porażka. Żeński wokal jest słaby, a elementy rockowe są wplecione na siłę. Tylko 3/10, więcej nie mogę dać.
Wokal: 4/10
Instrumenty: 4/10
Klimat: 2/10
Razem: 3/10
12.
Horses on the Hills, czyli Konie na Wzgórzach. Tu już nie mamy powodu do narzekań, bo mamy porządny progressywny rock, aczkolwiek nic porywającego na dłużej.
Wokal: 8/10
Instrumenty: 8/10
Klimat: 7/10
Razem: 7,5/10
13.
Strink ar Grall. Pieśń o świętym Graalu, chociaż słowa traktują raczej o ekumenizmie między ludźmi, który ma przynieść odnalezienie legendarnego Graala. Bardzo fajne rockowe granie, Alan śpiewa dosyć szybko, dlatego tekst może być trochę niezrozumiały dla potencjalnego słuchacza, ale wysokie tempo zaliczam na plus budujący klimat wespół z gitarą elektryczną, która brzmi tu doskonale.
Wokal: 9/10
Instrumenty: 9/10
Klimat: 9/10
Razem: 9/10
14.
From Avallac'h. Jak dla mnie bardzo monotonny kawałek, praktycznie przez cały czas powtarzana jest ta sama melodia.
Wokal: (obecny, ale nie ma tutaj większego znaczenia, więc nie oceniam)
Instrumenty: 5/10
Klimat: 4/10
Razem: 4,5/10
15.
Gaelic Tribes Gathering, czyli Zebranie Plemion Gaelickich. Ten utwór w pewnym sensie też cechuje monotonia, ale...jest ona świetna i nie przeszkadza w odbiorze całości! Perkusja, bębny, szkockie dudy, organy - to wszystko buduje niezły nastrój. Jako ciekawostkę dodam fakt, że nieźle wykonuje się przy tej piosence...headbanging!
Wokal: brak
Instrumenty: 9/10
Klimat: 9/10
Razem: 9/10
16.
The Return (Hymn II). Utwór będący kontynuacją pierwszego hymnu (Camaalot). Tekst opowiada o powrocie króla Artura do Kamelotu.
Wokal: 8/10
Instrumenty: 8/10
Klimat: 7/10
Razem: 7,5/10