Odpowiadam na pytanie Arcylisza z innego wątku.
Paradoksalnie metalu zacząłem słuchać albo w dniu śmierci Dio, albo dzień-dwa po tym wydarzeniu. Nie wiem jaki diabeł we mnie wstąpił, aby włączyć utwór Stand Up and Shout, ale to chyba byłeś Ty Arcyliszu. To dzięki Tobie dowiedziałem się, że metal nie jest muzyką w stylu "sratattatatatatata", od której niemiłosiernie bolą uszy - tak jak wcześniej błędnie sądziłem - za co wielkie dzięki. Właściwie do tego dnia słuchałem tylko muzyki celtyckiej (Alan Stivell, Capercaillie), czasami folku (głównie skandynawski: Krauka, Gjallarhorn) okazyjnie popu (głównie to co leciało w radio), utworów z różnych gier komputerowych albo filmów oraz szeroko pojętego gatunku New Age (Enya, Loreena McKennit, Era, Enigma, Vangelis itd.) - natomiast z wielką odrazą słuchałem utworów metalowych, a jedynym utworem z tego gatunku, który w miarę mi się podobał to Alice Cooper - Poison. Po tym owym pamiętnym dniu poszło już z górki - najpierw genialny album Holy Diver autorstwa Dio, którego bardzo dobrze wspominam, gdyż każdy z dziewięciu utworów niesamowicie mi się podobał (nawet planowałem napisać recenzję płyty na forum, ale moje umiejętności w opisywaniu muzyki metalowej są raczej denne - dlatego dałem sobie z tym spokój); następnie przesłuchałem cały album Trash Alice Cooper - też arcydzieło. Kilka dni później na tapetę poszedł zespół Black Sabbath. Szczerze mówiąc utwory Ozzy'ego Osbourne'a (a raczej sam jego wokal, bo riffy Iommiego były świetne!) z początku niezbyt przypadły mi do gustu, więc znowu powróciłem do Dio i zapoznałem się z jego karierą w wyżej wymenionym zespole, po odejściu Ozzy'ego. "Heaven and Hell", "The Sign of The Southern Cross", "Neon Nights" oraz "Children of The Sea" to moje ulubione kawałki. W pierwszym z nich przez połowę całkiem wolne tempo oraz troszeczkę "demoniczny" nastrój, potem nagłe przyspieszenie - gitary i perkusje grają jak oszalałe, a Dio wykrzykuje niezapomniane słowa:
They say that lifes a carousel
Spinning fast, youve got to ride it well
The world is full of kings and queens
Who blind your eyes and steal your dreams
Its heaven and hell, oh well!
And they'll tell you black is really white
The moon is just the sun at night
And when you walk in golden halls
You get to keep the gold that falls
Its heaven and hell, oh no!
Fool, fool!
A pod koniec bardzo spokojne zakończenie. Drugi z moich ulubionych utworów zaczyna się akustykiem, aby zgrabnie przejść w główny motyw. Ronnie świetnie przechodzi między skalami swego głosu i wybucha śpiewając "It's the sign of the southern cross!". Piosenka mimo że jest bardzo długa, a tempo nie jest zbytnio szybkie, nie ma nic wspólnego z monotonią - za sprawą świetnego wokalu z łatwymi do zapamiętania, rymującymi się słowami (co jest już specjalnością Dio), popisami gitarowymi, a mniej więcej w połowie utworu pojawia się niestety nie znany mi instrument (właśnie, co to do diabła jest? nie wiem bo się nie znam :P) przerywany krótkimi zagraniami na gitarze. Genialne. "Neon Nights" charakteryzuje się szybkim, zdecydowanym tempem i bardzo zróżnicowanym dźwiękiem wydobywającym się z gitar oraz oczywiście równie zróżnicowanym diabelskim głosem wokalisty. "Children of The Sea" to też świetny utwór, zaczynający się tak jak w przypadku "The Sign of The Southern Cross" akustykiem, może z deczka nużący w pierwszej połowie, ale sytuację ratuje doskonała gra gitar w drugiej połowie, powtórzony akustyk znany z początku oraz mocne zakończenie. Inną płytą Dio, która również spodobała mi się jest "Master of The Moon", za sprawą niesamowitego utworu tytułowego - słowa naprawdę zapadają głęboko w pamięci. Niezła jest też okładka przedstawiająca rogatego demona trzymającego księżycową kulę - na myśl przychodzą mi stwory z mitologii świętej pamięci Lovecrafta.
Wrócmy teraz do Black Sabbath za czasów Ozzy'ego. Otóż w końcu przekonałem się do jego głosu i bardzo polubiłem utwory takie jak: Black Sabbath, The Wizard, N.I.B, Evil Woman, Wicked World, Paranoid, Sabbath Bloody Sabbath i Iron Man. Może później opiszę parę albumów BS, bo teraz nie mam na to ochoty i czasu. Natomiast odpowiadając na pytanie Arcylisza, wcale nie zacząłem z grubej rury - bo na początku mogłem słuchać tylko Hard Rocka i Heavy Metalu, a teraz z prawdziwą przyjemnością odpalam Gothic, Death, Thrash, Viking a także Black Metal. Dodam jeszcze, że owszem słucham metalu, ale raczej nie utożsamiam się z kulturą metalową, z którą oprócz gustu muzycznego i zapuszczania włosów póki co nie mam nic wspólnego. Póki co. Jakby kogoś to zainteresowało, wypiszę tu listę moich ulubionych zespołów, nie tylko metalowych (alfabetycznie z biblioteki Windows Media Player):
Alan Stivell
Alice Cooper
Amon Amarth
Anthrax
Apocalyptica
Arcana
Black Sabbath
Burzum
Capercaillie
Dio
Enigma
Ensiferum
Enya
Era
Globus
Jeff van Dyck
Judas Priest
Jacek Kaczmarski
Krauka
Loreena McKennit
Matt Uelmen
Mayhem
Metallica
Moonspell
Nightwish
Nine Inch Nails
Nirvana
Open Folk
Pet Shop Boys
The Police
Rainbow
Republika
Slayer
Slipknot
Wyrd
Ville Vallo