Że wam się tak chce uczyć. No, miejmy nadzieję, że wykorzystacie to jakoś w życiu... :)
Chociaż jak niektórzy chwalą się takimi super ocenami, to można mieć pewne wątpliwości. Albo kłamiecie, żeby nie wypaść gorzej od innych, albo poziom w szkołach jest dzisiaj tak niski, że byle kretyn może mieć pasek.
W 100% popieram Alkhadiasa, robiąc w przeszłości mniej więcej podobnie. Fakt, że szkołę mam już dawno za sobą, co nieco jeszcze pamiętam.
Po 15 roku życia, czyli kiedy nadszedł "wiek buntu" itp, nazywajcie to jak chcecie, ale wtedy powiedziałem rodzicom, że nie będę marnował czasu po szkole siedząc nad książkami. Książki były, ale nie te szkolne :)
Jakoś się udawało przejść z klasy do klasy. W większości przypadków średnia balansowała między 2.8-3.3. Nic specjalnego, jak na lenia przystało.
Jedyne z czym nie miałem problemów to angielski. Na koniec maturalnej klasy ocenka celująca.
Moja wychowawczyni ze szkoły średniej powtarzała mi przez cały okrej nauki, że matury nie zdam, że niby jak ja napiszę maturę z matmy, skoro ledwo na 3 wychodziłem (wtedy o matmie na nowej maturze jeszcze nikt nie mówił), że nic ze mnie nie będzie. Prawda, że fajna motywacja? :P
Byłem tak tym wszystkim "zmotywowany", że do matury też mi się odechciało uczyć. Więc się nie uczyłem. W ogóle. Nic a nic.
Jak poszło?
Minimum było 30%... Hmm o ile dobrze pamiętam...
polski pisemny - 81%
polski ustny - 17/20 (wyłożyłem wykład historyczny zamiast opowiadać o lekturach z czasów WWII, ale nie poszło źle :P)
historia - 31% (nie wiem dlaczego wybrałem historię, mogłem równie dobrze WoS lub geografię, z którą nie mam żadnych problemów...)
angielski ustny 19/20
angielski pisemny 87%
angielski pisemny rozszerzony - 15% (i 15 minut czasu, bo miałem rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy, a siedzieć mi się nie chciało :P)
Tak więc jak na życiowego przegranego (jak to uwielbiała mnie nazywać moja wychowawczyni) to chyba jednak mam łeb na karku, hmm? :P