Mam dokładnie tak samo. W tym roku szkolnym uczyłem się tylko raz do kartkówki z matmy. Chociaż jednocześnie rozpisywałem nuty do utworu ;>
Też wolę polegać na tym, co zapamiętam z lekcji i na tym co mam we własnej głowie. Nie uczę się do sprawdzianów,bo po pierwsze dla mnie ocena 3 to max, który chcę osiągnąć. Nie zależy mi na 4 i 5, czy 6. Przynajmniej nie w tym roku. A poza tym nie potrafię się uczyć w domu siedząc, zapamiętując i marnując czas. Za zapamiętanie reguły niczego nie osiągnę.
Przykładem jest fizyka, gdzie za samo wydukanie wszystkich definicji jest goła jedynka do poprawy. Gdy zaliczałem dział pracy w polu grawitacyjnym, koleś, który uczył się kilka dni i powiedział wszystkie definicje Keplera, prawo powszechnego ciążenia, natężenie pola i inne cuda dostał 1, ja się nie uczyłem odpowiedziałem na każdą własnymi słowami i spokojnie zaliczyłem. Nie sztuka nauczyć się czegoś na pamięć dzień przed testem. Sztuką jest zrozumienie danego pojęcia i umiejętność opisania go w zupełnie innych sytuacjach, niż to definicja przewiduje.
Ten rok mimo wszystko zawaliłem (pojęcie względne, bo jak dla mnie był udany, gdyż zdałem i miałem luz cały rok ;>), bo nie było mnie prawie 5 miesięcy w szkole. Nie ściemniałem nikomu, że miałem operacje, czy że pies mi zdechł. Powiedziałem, że nie chce mi się wstawać rano, a że nauczyciele mnie lubią, to nawet nie robili problemu z zaliczeniem. Choć też nie pomagali, bo miałem zaliczyć dokładnie wszystko, z czego nie ma ocen. A w tym semestrze miałem tylko 3 oceny ogólnie. Tutaj też się nie uczyłem do niczego z wyjątkiem matmy. W sumie 3 godzin, bo miałem 4 działy do zaliczenia. I właśnie o to też chodzi. Ja nie jestem w szkole po to, aby przesiedzieć tam 8 godzin i wrócić do domu. Jestem tam, aby się czegoś nauczyć. Wiec, gdy się już nauczę, nie mam najmniejszego powodu, aby poświęcać 8 godzin dziennie na siedzenie w tym budynku. Dlatego też często pytam się innych kiedy wejdzie jakiś nowy materiał. To się wiąże też z faktem, że w domu nie uczę się ani minuty, z wyjątkiem tych sytuacji z matmą. To dlatego, że wszystko czego mam się nauczyć, uczę się w szkole, bo po to do niej chodzę, aby to tam zdobywać wiedzę. Nie idę tam po to, aby po powrocie do domu uczyć się dalej, bo to bez sensu. Dlatego nigdy nie tolerowałem i tym samym nie robiłem prac domowych. Poza szkołą uczę się tych potrzebnych i praktycznych rzeczy, bądź materiału, który mnie zaciekawił lub będzie mi potrzebny. Szkoła powinna zachęcać do nauki poza nią, a nie zmuszać. To tak drogą ciekawostki o mnie.
Tutaj taka mała rada do wszystkich, nigdy nie bierzcie ze mnie przykładu, jeżeli nie jesteście siebie pewni :D. Ja nie jestem głupi, więc wiedziałem, że mogę sobie pozwolić na takie coś. A nie powiem, że przez ilość materiału był moment że zwątpiłem w wyrobienie się, bo z każdego przedmiotu powyżej miałem w zasadzie 1, oprócz dwóch, czy trzech... No ale są tacy, co są głupi, bo nie chodzą, a jednocześnie niczego nie umieją ;> Mimo wszystko moim postanowieniem na przyszły rok jest ograniczenie godzin nieobecnych do maksymalnie 200 w semestrze, bo niestety preferuje nocny tryb życia i nie mam zamiaru wstawać rano, gdy to nie jest konieczne. Ale przyda się kilka ocen.