Nie ma lepszej, ani gorszej trylogii. Moim zdaniem oczywiście. Każda tworzona w inny sposób, w innych czasach, przez trochę innych ludzi - z innym spojrzeniem na świat i nasz jak i ten Gwiezdnych Wojen. Każda z nich ma do przekazania coś swojego, coś odpowiadającego też czasom w jakich powstawały. Uważam się za fana SW i śledzę trochę rzeczy pobocznych, zdarzy się sięgnąć po jakąś książkę, a twory filmowe/animowane widziałem wszystkie i za każdym razem gdy coś się łączy, gdy pojawia się aspekt mocy lub innego elementu, który mnie interesuje to cieszę się jak dziecko, a świat mnie pochłania i wczuwam się w klimat. Oglądając co jakiś czas wszystkie części na nowo przy każdej odczuwam trochę inne emocje. Stara Trylogia jest klasykiem i budzi dużo nostalgii, odświeża wspomnienia towarzyszące poznawaniu tego świata. Klasyka mimo szeregu błędów, która przywodzi zawsze "uśmiech". Epizody I - III to z kolei totalnie inne odczucia, na nich głównie się wychowałem bo w jakiś sposób był do nich prostszy (dla mnie) dostęp i katowałem je miłosiernie za dzieciaka. Mimo tanecznych walk (większość tych ciosów nawet nie trafiłaby oponenta), mimo dennego wątku miłosnego i momentami źle (według mnie) poprowadzonej postaci Anakina, mimo słabego i chwilami mocno rzucającego się w oczy CGI to mimo wszystko też kocham te filmy i chętnie do nich wracam, a podczas pojedynku na płonącym Mustafar mam ciarki za każdym razem. Tutaj myślę, że warto wspomnieć też o Clone Wars, które świetnie rozwijają postacie jak Anakin i pokazują znacznie więcej jego charakteru i pozwalają zbudować większą więź między widzem, a postaciami. Polecam serdecznie jeśli ktoś jeszcze nie widział, a się waha.
No i w końcu przychodzą nowe filmy, nowa era Disney'a. Kontrowersje są na każdym kroku. Najpierw spokojne Przebudzenie Mocy, który mimo wszystko przyjęło się i tyle. Bezpieczny film. Oglądałem z delikatnie otwartą buzią, emocje były, ale niekoniecznie takie jak się spodziewałem. Mimo wszystko pozytywne. Potem przyszedł Ostatni Jedi i na seansie bawiłem się bardzo dobrze, wręcz bym powiedział wyśmienicie. Niestandardowe podejście było czymś świeżym, bohaterowie pędzący przez pół galaktyki tylko po to by okazało się, że nic to nie dało (nie zawsze wszystko się udaje) i nietypowe kontrowersyjne decyzje. Byłem zachwycony. No i teraz, Skywalker. Odrodzenie. Czym bliżej do filmu tym większe emocje mi towarzyszyły, odświeżałem wszystko na około (co ciekawe nie odświeżyłem 7 i 8, wątki pamiętałem dość dobrze), seriale, pierwsze epizody itd. Do premiery pozostawały już tylko dni, a we mnie rosły nadzieję jak i strach. Sam byłem ciekaw jak odbiorę zakończenie tego historii. Ale jak wiemy żaden umysł nie jest pozbawiony wątpliwości. Ale nadszedł ten dzień. Wraz ze znajomymi poszliśmy do kina. Moja jedyna uwaga teraz po przemyśleniach to fakt, że film mógłby spokojnie być dłuższy o ponad 30 minut. Mogli powiedzieć nam więcej. Ale mimo wszystko na seansie bawiłem się niesamowicie, emocje na każdym praktycznie kroku. Intensywne tempo filmu, który idealnie przypadło mi do gustu i co najważniejsze świetne zakończenia dla postaci, rozwinięcie ich, pokazanie trochę bardziej ich charakteru, wprowadzenie nowych (ale znanych już) elementów no i sam finał na którym stałbym gdyby nie fakt, że bym zasłaniał ludziom z tyłu. Nie chcę spoilerować, więc na koniec tylko dodam, że Babu Frik to mój najstarszy przyjaciel i zawsze z nim po prostu cieszę się i raduję Gwiezdnymi Wojnami, nie szukam dziury w całym bo nie po to idę do kina czy nie po to siadam przed monitorem w domu.
