Nie chodzi tutaj o reorientowanie gospodarki w kierunku centralistycznym, ile o przeprowadzenie szeregu inwestycji w sektory potrzebne państwo jako organizacji.
O ile czynnik bankowy i handlowy sam się tłumaczy (mamy wciąż deflację i kryzys bankowy, także wsparcie tamtego sektora by zbalansował poziom pieniądza i nakręcił popyt jest koniecznością), o tyle pozostałe mają charakter przygotowawczy. Cesarz nie ukrywa, że należałoby zreorganizować, zmodernizować i powiększyć siły zbrojne na wypadek zagrożeń, jakie mogłyby nas spotkać w kosmosie, gdybyśmy takowe spotkali. W końcu musimy czymś się bronić w wypadku ataku.
By zwerbować wojsko, musimy mieć broń, by ją uzbroić, i zaopatrzenie, by utrzymać. By owe zasoby były produkowane, potrzebujemy przemysłu zbrojeniowego. A ten potrzebuje dwóch rzeczy: zasobów i żywności dla pracowników. Do tego żywność jest też niezbędna, gdyż podnoszenie wydajności w sektorze rolnym jest głównym aspektem decydującym o tym, jak wielu obywateli możemy wyżywić i tym samym, jaki będzie popyt na pozostałe towary. Tania i produkowana masowo żywność, obok poprawy warunków życia (służba zdrowia) i ułatwienia mobilności społecznej (edukacja) jest głównym czynnikiem przyśpieszającym przyrost populacji i zawsze była, szczególnie w czasach przedindustrialnych. A większa populacja to większy popyt na dobra konsumpcyjne, czyli główny czynnik pobudzający gospodarkę jako taką.
Jeżeli zaś chodzi o samo, niezbyt fortunne dla Państwa pojęcie "planu pięcioletniego", to nie rozumiem przezeń przymuszanie na siłę gospodarki do poprawienia wskaźników metodami centralistycznymi, a szeregiem inwestycji publicznych w sektory niezbędne (wydobycie, rolnictwo, przemysł zbrojeniowy i badawczy), a także wspieranie dotacjami przedsiębiorstw prywatnych w sektorach pomocniczych tudzież złagodzenie prawa w taki sposób, by ułatwić im pracę.
Może to zabrzmi dziwnie, ale przecież współistnienie i kooperacja między sektorem publicznym a prywatnym jest podstawową cechą gospodarki mieszanej, jaką mamy, czyż nie?