Pożegnałeś się, a następnie opuściłeś świątynię. Na zewnątrz panował już mrok, dlatego musiałeś bacznie uważać, aby nie paść ofiarą łapanek prowadzonych przez żołnierzy najeźdźców, którzy zdobyli miasto. Zaszedłeś tyłem, jednak z tyłu nawet wejścia nie było żadnego. Zobaczyłeś wszak okno, w którym paliło się światło gdzieś na górze i dosłyszałeś, ledwością, rozmowę...
- Masz ją? - rzekł jakiś głos.
- Panie mój. - odpowiedział drugi. - Wedle Twoich wskazówek. Nie było to łatwe zadanie...
- Nie interesuje mnie to. Masz ją, czy nie?
- Tak... tak, proszę.
Chwila ciszy.
- Przecudownie. Teraz... cóż. Znasz dalszą część planu?
- Tak Panie. Jak wielu?
- Myślę... myślę, że pięciu wystarczy.
- Tak, mój Panie...