- Niechaj Światło naprowadzi Cię na właściwą ścieżkę, Pani Inkwizytor - odpowiedział na odchodne Komandor, Ty zaś opuściłaś komendę i udałaś się do dzielnicy handlowej. Godzina była relatywnie wczesna, więc panował w niej istny tłok - mnóstwo kramarzy, sklepikarzy, handlarzy, kupców i innych wszędzie dookoła wrzeszczało i krzyczało, reklamując swoje produkty wszelkiej maści. Od chleba z każdego możliwego zboża, przez owoce morza, noże myśliwskie, buty skórzane, na tytoniu i cygarach skończywszy. Mieszkańcy kolonii kupowali, sprzedawali i targowali się, jednak znaczna większość przybyła do tego tętniącego życiem miejsca, aby zasięgnąć miejscowych plotek, porozmawiać ze znajomymi, podejrzeć innych, czy zwyczajnie poznać ludzi. W niektórych, najbardziej tłocznych miejscach, aby przepchnąć się do przodu musiałaś użyć ramion i nieco siły. Przed nosem śmigały Ci świeżutkie ryby, wypolerowane buty i wyszukana (lub mniej) biżuteria, którymi sprzedawcy wymachiwali, zachęcając dość namolnie do zakupu...