- Tak... tak Pani, ja wiem, ale to nie przystoi, służce spoufalać się... spoufalać się z Panią wyższego stanu, nie. - przecząco kiwała głową, jakby chciała wyrzucić z siebie te myśli. Dostrzegła, że ostatnie promienie Słońca zniknęły za widnokręgiem, a wówczas jej źrenice nieco się powiększyły, ona sama spojrzała się na Ciebie niepewnie.
- Muszę już iść Pani. Muszę... już iść. Nie mogę zakłócać Pani spokoju. - po czym udała się w stronę drzwi i je otworzyła, nim jednak opuściła izbę, rzuciła przez ramię. - Tak Pani. Podobało mi się. - po czym wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi...