Uczta przedłużała się. Ze względu na trwającą biesiadę przedstawiciele książąt jak i książęta w osobie własnej rozeszli się po sali biesiadnej.
Książę Albrecht II
Siedząc w swoim wygodnie tronie książę pogrążył się w myśleniu. Strzeżony przez trzech gwardzistów spoglądał na przybyłych gości. Niepokoiła go jedynie nieobecność księcia Legnicko-Głogowskiego, który dotąd nie dotarł na zjazd.
- Jaśnie książę? Już prawie północ.
- Tak, wiem Cedryku. Jak bawią się goście?
Wypowiadając te słowa zwrócił swe pełne nadziei oczy ku..
Książę Bogusław IV Gryfita
- Ależ toć książę Pomorski Bogusław IV Gryfita! - wykrzyknęła w pewnym zdumieniu zmieszanym z ciekawością księżna Agnes, córka księcia Albrechta II.
- A Ja Jaśnie Panienkę jako córkę naszego zacnego gospodarza poznaję! - odrzekł nieco zaskoczony monarcha.
Agnes chwilę wpatrywała się w silnego młodego księcia nie spuszczając wzroku z bogato zdobionej szaty.
- Ja chciałam, chciałam - zająknęła się. Paskudna sprawa z tym weselem. Tacy szlachetni ludzie. Moje kondolencje drogi książę - powiedziała lekko kłaniając się.
- Dziękuje Jaśnie Panience. Znajdziemy winnych i wymierzymy sprawiedliwość. Zapewniam. - odpowiedział lekko zaczerwieniony pan na kamieniu pomorskim z kamienną twarzą. W tej samej chwili ktoś ze służby podał kielichy z winem rozmawiającym. Agnes, znana ze swojej śmiałości zaproponowała:
- Czy książę byłby skłonny zatańczyć? - jej głos załamał się lekko.
- Obawiam się, że nie mogę. Żałoba po ojcu nie skończyła się jeszcze. - stanowczo, głosem niczym lita stal powiedział Bogusław. Ale bardzo dziękuje za propozycję.
- Cóż, życzę szczęśliwego pożycia z nową wybranką i kłaniam się nisko - wypowiadając te słowa odeszła w kierunku innych gości tańczących wedle muzyki. Gryfita spojrzał na napełniony kielich, złe wspomnienia wróciły. Z kwaśną miną odłożył naczynie na bok.
Wielki Mistrz Krzyżacki Anno von Sangerhausen
Wygłosiwszy swoją mowę potężny Teuton nadal siedział w potężnym, zdobionym fotelu z drewna lasów Saksońskich. Nachylając się do przybyłego z nim komtura szepnął:
- Cóż za upadek obyczajów.. by to kobieta podchodziła do mężczyzny. Na Jezusa Chrystusa, oby te pogańskie obyczaje nigdy nie zagościły na naszych ziemiach. No, nie ważne. Co powiesz Albercie?
Łysawy komtur lekko rozejrzał się po sali taksując gości, a przede wszystkim krągłe, ciepłe, kobiecie ciała. Eh, gdyby tylko nie był zakonnikiem. Kiedyś, to były czasy. Lekko się uśmiechnął pamiętając jak powziął tamtą muzułmankę w zdobytej Jerozolimie. Wtedy nikt nie patrzył, nikt nie pamiętał..
- Albert? Do stokroć, słuchasz mnie?
- Tak, Wielki Mistrzu? - szybko odpowiedział wracając myślami do tu i teraz.
- Pytałem, co powiesz o tym co się tutaj dzieje. - rzekł nieco zdenerwowany Anno.
- Jesteśmy świadkami wiekopomnego wydarzenia Mistrzu. Tyle sztandarów różnych monarchii się zebrało, piękny widok. A mówiąc..
- Nie o to pytam głupcze!- prawie krzyknął Teuton smagając sługę otwartą dłonią. Dowiedziałeś się czegoś interesującego?
- Jeśli o to chodzi to... - zaczął komtur.
Książę Przemysł II
Wielkopolski książę Przemysł słynął ze swojego zamiłowania do starych manuskryptów, rzeźb i obrazów. A tych w zdobionej i bogatej sali Wittenbergu nie brakowało. Nie stronił również od badania rzymskiego prawa. Powoli krocząc i mijając kolejne dzieła rozmyślał. Co nie znaczyło, że Przemysł podziwiał jedynie rzeczy martwe. Gustował, smakował, może to za mocno powiedziane, ale owszem, nie stronił od obecności kobiet, w czym niebanalnie pomagał mu urząd księcia jaki był mu dany. Oderwawszy się na chwilę od podziwiania kolejnego obrazu, zauważył służkę idącą w jego kierunku.
- Panienko?!- zawołał donośnie.
- Tak Jaśnie Książę? - skuliła się w sobie lekko skinąwszy głową służąca.
- Wino mi się skończyło, prosiłbym następne.
- Ah, tak, tak już niosę.
Nieco młoda służka pokornie ruszyła w kierunku kuchni. Książę spoglądając na nią jeszcze chwilę, przeszedł do następnego obrazu stanowiącego jeźdźca w pełnej zbroi na jasnobrązowym rumaku. Zamyślił się krótko i z zachwytem powiedział do siebie:
- Zupełnie jak moja kasztanka.
Książę Jan I Teolog
Zupełnie z innej strony sali przebywał w tym momencie Jan I z domu Meklemburskiego. Powiedziawszy co ma powiedzieć usiadł na równie pięknie zdobionym fotelu opasanym futrem niedźwiedzim. W jego głowie kłębiły się różne myśli. Zaczynając myśleć o budowie nowego warsztatu tkackiego przechodził myślami w pojęcie równości jego poddanych. Przecież oni wszyscy są równi. Nie nie, to bzdura. Ja jestem księciem, a to moi poddani. Z drugiej strony lud powinien być dzielony sprawiedliwie dobrami księstwa. Dlaczego rycerze mają okupować ziemię, którą uprawiają chłopi? Nie, nie. To bez sensu. A może jednak? Ogarniętego myślami przywódcę pochłonęła senność.
- Wina! Dajcie Wina! Z miodem, oczywiście! - wykrzyknął w stronę stojącego sługi. Ten sprężył się jak struna i szybkim krokiem ruszył w kierunku kuchni.
Konsul Wilhelm ze Stendal
Konsul, jak wynikło z jego zadania, miał reprezentować interesy Margrabiego Brandenburgii Otto IV. Trochę zziębnięty, stał nad paleniskiem wyciągając ręce przed siebie, owinięty w skórę bliżej nie znanego zwierza. Cholernie tutaj zimno - pomyślał. Być może konsulowi nie byłoby aż tak zimno, gdyby nie zrażony wydarzeniami w Poznańskim, wzorem swojego księcia nie pił wina tej nocy. A jego ojciec, świeć Panie jego duszy, powtarzał mu: Słuchaj księcia, wina pij w ilości małej, nadstawiaj uszu, ale głowy nigdy. Te trzy rady rzeczywiście mogły się przydać w dyplomacji.
- Czyżby Pan Konsul zmarzł? - zagadnął go Albrecht II, który pojawił się dosłownie znikąd.
- Ależ Wasza Książęca Mość, nie śmiałbym!
- Przecież widzę. Może to rozgrzeje szanownego posła. Alfreda, Andrea! - krzyknął. Zapewnijcie ciepło panu konsulowi - powiedział już cicho do zbliżających się kobiet. Istotnie, te kobiety, dwie urodziwe służki księcia zapewniłyby ciepło każdemu mężczyźnie. Zaskoczony nieco konsul nisko się kłaniając podziękował, potem usiadł pomiędzy obejmującymi go kobietami. Oczywiście dobre maniery konsula nie przeszkodziły mu w jednoczesnym emablowaniu obu kobiet.
Poseł Dzirżyterg z Böhm
Znudzony nieco poseł księcia Henryka IV Probusa siedział przy suto zastawionym stole konsumując sporej wielkości mięsiwa. Jego niewielka nadwaga nie przeszkadzała mu aż nadto. Z resztą oprócz tuszy, ciążyła mu również sporej wielkości, ukryta sakwa. Po co ją nosił? Nikt nie wie o tym, ani o tym, że ją ma. Podobno usłyszał od Kaliskiego Żyda, że to pomaga w życiu i w interesach. A jak każdy z dworu Henryka, poseł lubił pieniądze. Nawet bardzo. Dobra, dosyć tego. - pomyślał. Nauczony przez dwór tańca, wcale przy tym nie grzesząc ani brakiem talentu ani stylu, wstał od stołu, zakasał rękawy, potarł dłońmi o siebie, sięgnął jeszcz po kielich, wypił w 2 haustach. Ahhh - dobre było. Żwawym krokiem ruszył w kierunku orkiestry.
- Hej Wy tam! - zakrzyczał! Rozruszajmy nieco kości! - mówiąc to, grzecznie uśmiechnął się do siedzącej nieopodal kobiety, wyciągając rękę w jej kierunku, co znaczyło ni mniej ni więcej: Ruszajmy w tany!
P.S Tak jakoś miałem wenę. Nie bierzcie do siebie żadnych informacji tutaj zawartych. Przy pisaniu tego nie kontaktowałem się z nikim w żadnych sprawach, więc jest to wyłącznie mój wymysł. Mam nadzieję, że się spodoba. Enjoy!:D