Spotkałem masę graczy którzy wola biegać i zabijać niż dowodzić, więc nie wiem o czym ty mówisz. Nie wiem jakie niby pułki piechoty czepiały się kawalerii czy wolty przecież to nawet nie ma jak z sobą konkurować.
Myśl o dowodzeniu, zaczerpnąłem od Herleva. I podpisałem się pod tym. Dowodzenie, jest po prostu ciekawsze. Herlev ujął to bardziej dobitnie, ale z tego względu, że minęło bardzo dużo czasu, a i poglądy w tej kwestii miał bardziej dosadne, no to pomińmy. Ogólnie jednak można powiedzieć, że jeśli ktoś tworzy pułk i wdraża jakąś tam swoją wizję, to często bawi się lepiej niż gdyby siedział u kogoś. A więc opłaca się to tej osobie. Oczywiście, spoglądam na to, jako ktoś kto już nie gra aktywnie. Gdy ktoś tkwi w środku tej maszynki, oddaje swój czas i energię dla jakiegoś pułku, a nagle jakiś gość egoistycznie robi coś swojego, co tak właściwie nie ma większych szans na przetrwanie pół roku, no to może to zaboleć. Pojawia się wtedy pytanie o sens psucia komuś roboty, skoro samemu w dłuższej perspektywie nic się nie będzie z tego miało. Ot, można takiej osobie zarzucić, że znajdziesz paru Januszy, co gorsza, pewnie to będą nasi Janusze (xD) z pułku, narobisz fermentu a potem RQ. No ale dla tej osoby, to może być fajna przygoda z NW, odkrycie go na nowo, dostrzeżenie nowych aspektów. Naprawdę fajna zabawa. Mimo wszystko bardziej wciągająca niż stanie w linii na większej bitwie (co innego mecze). Dlatego nie dziwię się i dziś będąc z boku, takim osobom nie mogę niczego zarzucić. No ale rozumiem rację drugiej strony, bo pamiętam jak takie działanie irytowało, zwłaszcza gdy odchodziły fajne osoby " bo to jest mój kolega, muszę go wesprzeć, ale jak się rozpadnie, to bym wrócił ok?".
Z tą kawalerią i czepianiem się to stare dzieje. Datowane na rok w którym miał nastąpić koniec świata. Raczej nie chodziło o względy konkurowania, ale potencjalnych rekrutów, kontakty z innymi pułkami międzynarodowymi, ogólny prestiż. Podejście do gry także. A, że kawaleria nie wymaga wielkiej liczby graczy ani dyscypliny, to pułki które patrzyły na inne grupy, przez pryzmat właśnie dyscypliny, "powagi", spoglądały na bardziej wesołe towarzystwo z pewną dozą odrazy. Nie chce odgrzać w tym momencie kolejnego sporu, ale podsumowanie jest takie, że w tamtym okresie, jak nigdy każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Różne pułki, różne podejście, różne jednostki. Fajnie? Fajnie.
Co do konkurowania ze sobą, były okresy gdy nie było lig, a pułki były bardziej nastawione na większe LB niż 1v1 czy gfy. Wtedy gdy te dwa pułki znalazły się na jednej liniówce, można było wyczuć nutę konkurencji. Dodatkowo pułk kawalerii, mógł mieć dobrych graczy także na bagnety. Harnaś gdy był w 1ps, był bardzo mocny. Garond czy Makos z 14pk. Dość powiedzieć, że 14pk ograło 59th w finale tego turnieju 10v10, po drodze eliminując 45e. A nie jest wielką tajemnicą, że "gdy gra się z którymś z pułków z IVe to się gra z IVe" - bodajże to słowa Donalda z 92ndu.
PS.
Jakby z Warbanda był hajs, inaczej bym śpiewał. To fakt. Dziś wiele gier staje się e-sportem. No ale Warband się do nich nie zalicza, możliwe, że Bannerlord coś zmieni o ile zakupi go dostateczna liczba osób.