Gram na Native. W kilku tematach wspomniałem co nie co o moich preferencjach gry przy okazji wątku. Ale tutaj dopiero będę chyba mógł rozwinąć skrzydła.
Ogólnie stylizuje całość bohatera na kapitana najemników. Nie ma to jak się wczuć, jednak nie może się obejść bez lekkiej edycji postaci. Oczywiście nie przepakowuje jej w kosmos, ustawiam wszystko na zero, a do rozdania jest przygotowane na atrybuty - 34; umiejętności - 14; broń - 10. I rozdaję według potrzebnego upodobania nie wykraczając po za sumę punktów jaką bym dostał przy normalnym tworzeniu postaci. Wśród dziesięciu-piętnastu rhodockimi kuszników, jako moja kompania. Nie wyróżniam się wśród nich uzbrojeniem.
Pancerz: kettle hat, byrnie, mail mittens, mail chausses.
Uzbrojenie: nordic sword, board shield, siege crossbow, bolts.
Do tego walczę oczywiście na piechotę. Bez dodatkowych bohaterów. Mały oddział nawet na piechotę jest niezwykle mobilny, dlatego w łatwy sposób można zaciągnąć wroga na dogodne nam pole bitwy. Góry i wzgórza są wręcz idealne, oparcie się na obronie dogodnego stromego wzgórza i ostrzał. Na koniec walka w zwarciu co zostanie, rhodocki kusznik nadaje się do tego też doskonale. Od biedy też korzystam z lasu, kawalerie wtedy można rozłożyć na łopatki ustawiając oddział między drzewami, by wróg miał jak najciężej manewrować. Do tego czasem dochodzi pomoc lordom w czasie większych bitew i oblężenia. Ogólnie nie mam powodu do nudy, każda bitwa jest wyzwaniem i trzeba aktywnie korzystać z komend dowodzenia niż dać tylko charge i przelatywać przez piechotę. Najczęściej zaciągam się na najemnika Rhodoków, ale gdy są w czasie pokoju nie pogardzę służbą na innym dworze i w cudzej kampanii.
Gram na poziomie normal z polem bitwy ustawionym maksymalnie.
Mało ludzi widzę docenia kuszę, ale od początku swojej gry stawiam ją wyżej od łuku. Wręcz nie znoszę, gdy zostanie mi taka broń przydzielona na arenie. Odpycha mnie, wkurza i przyprawia o łzy. Zwłaszcza gdy to runda finałowa i po każdej obstawiało się sto sztuk złota zakładu.