JohnPowoli równomiernie rozciąłeś dłonie tak, by krew dobrze pokryła twoje ostrza (utrata 3pkt vitae). Zalizałeś dłonie i przygotowałeś się do walki. Wyobraziłeś sobie, że chcesz być tam od razu, tak szybko jak się da i wykorzystując akcelerację (utrata 1pkt vitae) dobiegłeś praktycznie jak błyskawica do swoich przeciwników, po czym
wbiłeś swoje ostrza w ich plecy, unosząc ich przed siebie i dobijając do podłogi. Ci dwaj nie spodziewali się ataku z tamtej strony i bez możliwości obrony... zginęli. Zauważyłeś, że strażnik przy ciężarówce zauważył ten atak i już odwracał się w twoją stronę jednocześnie podnosząc swojego zmodyfikowanego AK-47... po czym usłyszałeś przeciągły
ryk Bestii... dobiegający z gardła Ravnosa.
VeselinZamieniając gumisia w tygrysa i wysyłając go na strażnika podanego przez Assamitę nagle stanął czas.
(UTRATA KONTROLI NAD POSTACIĄ - PRZEJĘCIE PRZEZ GM DO ODWOŁANIA)Wszystko ściemniało, zostało pokryte nieprzenikalną głęboką czernią. Zacząłeś się szybko odwracać w poszukiwaniu jakiegokolwiek źródła światła i w panice zacząłeś biec przed siebie. Po chwili zauważyłeś, że przed Tobą zmaterializowały się potężna stalowa klatka. Bałeś się podchodząc do niej ale czułeś, że musiałeś to zrobić. Podchodząc do nich zauważyłeś, że otworzyły się ogromne złowrogie
oczy, które patrzyły na Ciebie. Usłyszałeś jakby mrocznym tonem -
Witaj Veselinie. Czekałem na Ciebie.
- Kim jesteś? - spytałeś Ves... swoim głosem, nie syntezatorem.
- Jestem Tobą - odpowiedział głos
- dokładnie częścią Ciebie, kainito. Tym, przed czym powinieneś się zabezpieczać. Spójrz na mnie - po czym oczy zmaterializowały się w Ciebie. Widziałeś siebie jakby w lustrze, tyle tylko że oczy były przepełnione gniewem i szaleństwem. Wirowały cały czas, nie dawały Ci spokoju. Odczuwałeś jak spojrzenie wwiercało się w Ciebie starając się wyciągnąć każdy brud niszczący twój mózg.
- Zobaczmy... hmm.. rodzina? Zbyt stare, pewnie już nie żyją... Aha, nowe osoby. Gabriel... i Claudia. Taaak Veselinie, Gabriel i Claudia. Twój Ojciec i twoja dziewczyna. Nie zacząłeś się zastanawiać dlaczego są razem? Dlaczego ona wybrała jego zamiast Ciebie do ochrony? Może skrycie wolała jego? Pomimo tego pięknego aktu, który tworzyliście w jej sypialni? Pomimo jej zapewnień? Dlaczego to on odebrał ten telefon, prawda?
- PRZESTAŃ! - krzyknąłeś, po czym upadłeś na kolana i spojrzałeś się w podłogę.
- Taak - kontynuował głos, jakby chciał najeść się twoimi lękami
- Assamitka... Nie godna zaufania prawda? Tyle Ci obiecała, zakochała się w Tobie... a potem pojawił się Gabriel i wybrała jego, czyż to nie dziwne? Assamici, zawsze assamici. Liczy się tylko dla nich ich klan. Ty Veselinie, byłeś i jesteś tylko jej marionetką, zabawką. Zapewne już Valentina lepiej traktuje Assamitę, prawda? Assamici, wszędzie Assamici - gdy głos cały czas mówił, czułeś jak narasta w tobie gniew. Okrutny gniew, starający się przytłumić wszystko. Assamitka, Assamita - co za różnica. Chciałeś zamordować wszystko i wszystkich, zacznijmy od tych dwóch... od tego jednego. Johna. Ciągle się z Ciebie naśmiewał, wszędzie Ci dogryzał! Ale ty też jemu prawda? Co z tego! Był Assamitą! Ma umrzeć.... Ma umrzeć.... MA UMRZEĆ! Po czym wyrwałeś z siebie
potężny ryk i czerń zniknęła. Poczułeś, że wszystko jest zasnute czerwoną mgiełką, jakby krwistą... Krew... Taaak. Kreeeew... KREW I ZNISZCZENIE!