Trochę zbocze od obecnego tematu, ale jestem ciekaw co wy sądzicie o osobach podających się za wierzące, a nie przestrzegające założeń religii. Na początek zacznę od tego, że bliżej mi do ateisty, niż agnostyka i nie mam nic do osób wierzących pod warunkiem, że potrafią uszanować pogląd na świat osób o innych przekonaniach.
Wracając do tematu... Strasznie mnie wkurza podejście wielu wyznawców różnych religii. Sam jako osoba niewierząca nie kieruję się przykazaniami, różnego typu historiami z jakiejś świętej księgi, które mają dać za przykład jak ma się żyć, co za tym idzie kieruje się własnym kręgosłupem moralnym, który opiera się w większości na normach społecznych i prawnych, oznacza to, że próbuje ich w miarę rygorystycznie przestrzegać. Nie ściągam, staram się nie nie przechodzić na czerwonym świetlne nawet, jeśli w promieniu 500m nie widzę żadnego samochodu, przestrzegać prawa, czyli po prostu być uczciwym człowiekiem. Jak umrę to pozostaną po mnie tylko przedmioty, które stworzyłem, wspomnienia po mnie wśród znanych mi ludzi, aż wreszcie po pewnym czasie popadnę w całkowite zapomnienie, ale ******** wkurza mnie, gdy ktoś twierdzi, że jest dobrym chrześcijaninem/kalwinem/żydem itd. a sam nie przestrzega wartości i przykazań własnych religii. Mnie nie spotka kara boska, jeśli nie będę przestrzegał swoich zasad moralnych , bo dla mnie nie taka kara nie istnieje, więc poczucie winy jest moim hamulcem, ale właśnie dla osoby wierzącej nieprzestrzeganie zasad religii jest równoznaczne z potępieniem, co oznacza, że taka osoba wręcz nie może nie przestrzegać zasad, które narzuca jej religia. Na każdym kroku spotykam się z ludźmi, którzy uważają się za wierzących, a mimo to nie przestrzegają zasad swojej wiary. Jak dla mnie taki typ ludzi jest jedną z najgorszej części społeczeństwa, bo tak naprawdę można powiedzieć, że takie osoby nie mają praktycznie żadnych barier. Skoro potępienie nie jest dla niego karą, to oznacza, że nie mają żadnych hamulców. Też macie takie wrażenie?