O mój borze, co za wątek, co za temat, juz estymuję ile banów będzie za agresję i obrażanie :)
Zbliża się 1050 rocznica chrztu polski. Przy tej okazji ma też być dokonana intronizacja Chrystusa na Króla Polski. Temat ogólny o kościele i można lawirować. Zapraszam do dyskusji :D
Są jeszcze Światowe Dni Młodzieży w Polsce. Huczna biba! Może skoczy statystyka urodzeń po 9 miesiącach od tego?
A teraz co daje ateizm.... ta dam....NIC... Ateizm nie ma nic dawać, ale nie ma też nic zabierać. To jest po prostu zaprzeczenie teizmu.
To zależy od tego jak bardzo jest się konsekwentnym w myśleniu i co się stawia za pierwsze czy też wyjściowe względem reszty. Nie dla wszystkich teistów wiara, religia, doktryna są na pierwszym miejscu. Jasne, wiadomo że Bóg, Trójca, dekalog, msza, ale w życiu są mniej zasadniczy i konsekwentni w działaniu wg. Katechizmu, ponieważ ważniejsze są dla nich(i całe szczęście) konkretna sytuacja i konkretny człowiek. Z tego co widzę, to im ktoś jest bardziej zasadniczy, to tym bardziej spięty i tym większe 'tarcie' w kontakcie ze światem i to czy się jest tym konserwatywnym katolem - wtedy ciągłe problemy z 'luzem', zepsuciem itd., czy wyrozumiałym dominikaninem - to znów załamuje się ręce nad zatwiardziałymi itd. No ale są dla niego te zasady ważniejsze niż płynięcie z nurtem.
I teraz ten ateizm... Można sobie myśleć, że to zaprzeczenie, w takim razie ciągle jest się w opozycji i dość często ma się problem. Ale idąc dalej, głębiej, co ma być zamiast tego czemu się zaprzecza? Tutaj jest zwykle niebezpieczeństwo popadania w skrajny racjonalizm, a potem w wykrzywiony scjentyzm, co że tak powiem, dehumanizuje, bo to zwykle prowadzi do redukowania wielu spraw do logiki, dokryn nauki(aktualnych..) i zimnego pragmatyzmu. Może być też klasyczna wewnętrzna walka egzystencjalna z przezwyciężeniem jak u Nietschego - tylko dla wybranych. Inna droga - cytowane wyżej NIC. Czyli nihilizm. Jeśli się jest konsekwentnym to jest to dość ironiczna, smutna i niezdrowa ścieżka. Nie masz iluzji, na których można się doteprzeć, ani we wierze, ani w innych doktrynach i niewiele od tego, żeby nawet nie mieć oparcia w innym człowieku. To może skręcić w stronę cynizmu, abnegacji, anarchi i zupełnego braku hamulców. Poza tym taki stuprocentowo konsekwentny absolutny nihilista to ktoś na granicy samobójstwa.
Więc moim zdaniem nie da się nie wierzyć, a jednocześnie nie mieć jakiegokolwiek oparcia w czymś innym. Można się skupiać na życiu doczesnym, tylko to chyba też nie każdemu pasuje, żeby gonić tylko za lepszym życiem i dobrobytem. Niektórzy maja jakieś zupełnie nie pasujące do tego ateistycznego nihilizmu zahamowania i moralność. I jak to uzasadnić, przecież nie w dokrynach filozoficzno-socjologicznych. Wartości 'wrośnięte' za malucha, czyli m.in. z religii)? W takim razie jak wyglądałby świat ateistyczny? Własna wrodzona wrażliwość i empatia gatunkowa? W takim razie czy u teistów wiara i doktryny raczej je tłumią czy wzmagają?
No, takie tam przemyślonka i pytanka.
Btw. ten jakiś obrazek z dialogiem profesora ze studentami tak bardzo manipulujący, że aż rzygam.