Wojciech Lewakowski
Sebastian Pieskowski
Agnieszka Czarnecka
Mikołaj Maciaszek
Justyna Duda
Jan Himilsbach
W momencie, gdy zamknęliście drzwi, żegnając wzrokiem ostatnie promienie słońca poczuliście wewnętrzny niepokój. Zamknęliście drzwi od zakrystii, lecz niestety nie ma do nich klucza. Jedynym plusem jest to, że drzwi wyjściowe są otwierane do zewnątrz. Rozlokowaliście się w zakrystii, zapalając kilka świec, w obawie, że zimni was zobaczą. Mija chwila, zimno spowodowane tą, a nie inną porą roku sprawia, że powoli zaczynają wam powoli przymarzać końcówki palców u rąk. Jan zaczął popijać jakiś napój z długiej butelki, a woń białego wina rozlega się po pomieszczeniu.
Jak wygląda zakrystia? Wyobraźcie sobie:
Od południa jest wejście od tyłu kościoła, które prowadzi w korytarz równoległy do zakrystii, biegnący 4 metry w przód, by za szklanymi drzwiami zawrócić i po dwóch stopniach z dół natrafić na kolejne szklane drzwi, otwierające zakrystię. Korytarz biegnący równolegle ma 3 wielkie okna pozwalające obserwować zakrystię, a od zewnętrznej strony są żółte witraże, uniemożliwiające obserwację z zewnątrz kościoła. Sama zakrystia na wschód ma wyjście do górnego kościoła. Samo wejście to schody klatko-podobne, 10 stopni i zwrot o 180 stopni i znowu 10 stopni. Na zachód wychodzi wyjście do dolnego kościoła, będącego za mocnymi, drewnianymi drzwiami.
Usiedliście i zajadaliście się opłatkami(bo nic innego do jedzenia nie macie), czując pragnienie popijacie kranówę( z umywalki obok sejfu z winem ). Jedynie Jan dalej łoi wino, podśpiewując sobie piosenkę o Paździochu.
Siekiera motyka, baba goła,
Marian Paździoch to pierdoła,
Siekiera motyka bum cyk cyk,
Marian Paździoch stary pryk...
Jego debiut, jest jednak zakłócony przez przeraźliwy krzyk, a raczej ryk, bo krzykiem byście tego nie nazwali. Coś niewątpliwie się zbliża, i raczej nie ma dobrych zamiarów.