Sebastian
Do Jana: Normalnie, to bym ci je*nął za rozkazywanie, ale wszyscy jesteśmy uwięzieni w tej p*jebanej sytuacji, a pomysł nie wydaje się głupi. Następnie spojrzał na Mikołaja i powiedział: Te, maczety to moje ziomki miały, tutaj tego nie znajdziesz. Ale jesteśmy, k*rwa, w siłowni. Tutaj musi być pełno drągów od sztang, a tym już da się prz*jebać mocno dosyć. Zaraz po wypowiedzeniu tych słów powiedział do wszystkich: Skoro już jesteśmy na siłce, to by można trochę potrenować! Sk*rwysyństwo na zewnątrz jest raczej dość wytrzymałe, więc petarda w łapie się raczej, k*rwa, przyda. A co do zabarykadowania drzwi, zajebisty pomysł, popieram. Potem usiadł na jakimś losowym urządzeniu do ćwiczeń i zaczął myśleć nad możliwym planem i kierunkiem ucieczki, jako doświadczony syn ulicy wiedział, że sala fitness najlepszym bunkrem nie jest.