Sorry za multipost, ale pomyślałem że to może się przydać również i innym. Wiadomość którą wysłałem IvE, który zapytał mnie o to, czy warto kupować płyty winylowe w sklepach typu Saturn, Media Markt oraz czy warto też kupować płyty stare i używane.
"Co do płyt, pytałeś się czy warto kupować płyty winylowe w sklepach typu mm, saturn itp. itd.
Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałem, więc sprawa jest dosyć trudna w ocenie. Mam masę płyt zarówno starych, jak i nowych. Niektóre mają po 30-40 lat, inne to wydania choćby z tego roku, więc myślę że mogę to porównać całkiem trafnie.
Otóż na pierwszy rzut oka, wydaje mi się że płyty starszej daty sprawdzają się generalnie lepiej. Z reguły, przy założeniu że płyta jest w 100% sprawna (A praktycznie każda jest, a jeśli nie to z winy poprzedniego właściciela), stare płyty oferują głębszy, bardziej naturalny dźwięk. Nawet jeśli trochę trzeszczą (To już sprawa kurzu, różnych drobnych zanieczyszczeń), to mimo wszystko dźwięk jest naprawdę "pełny" i wyrazisty. Na zakończenie dodam, że osobiście chyba nie spotkałem się ze starą płytą analogową, która byłaby uszkodzona fabrycznie.
Teraz z kolei parę słów o płytach nowych, powiedzmy wydawnictwa z roku 2000+, albo nawet 2003+ Gdyż takie z reguły ujrzysz w sklepach o które pytasz. Tutaj pierwsze wrażenia są nieco gorsze. Otóż dźwięk na tych płytach bardzo często (Chociaż nie zawsze, ale o tym potem) jest cholernie płytki, bardzo wysoki nawet w partiach basowych. Wręcz pusty, bez brzmienia. Czasem w mniejszym, innym razem w większym stopniu. Kolejnym mankamentem jest fakt, że współczesne płyty częściej posiadają defekty fabryczne (źle wycentrowany label, rysy, odpryski). Jednak! W dalszym ciągu są to przypadki niezmiernie rzadkie. Tak jak powiedziałem wcześniej, w przypadku starych wydawnictw chyba nie spotkałem żadnego z wadą fabryczną, w przypadku tych nowych może 2 lub 3. Mimo wszystko taką płytę można zawsze wymienić i na 99% nowa będzie śmigać.
Powyższe porównanie dosyć miernie opisuje nowe wydania, skłania mnie to pewnej refleksji, bo z jednej strony nie mogę powiedzieć że nowe płyty są złe, bo nie są. Tak samo jak nie powiem że stare są idealne i najlepsze, bo to też nie o to chodzi. Zajęło mi trochę czasu, by przesłuchać parę płyt i zastanowić się nad tym. Jako kolekcjoner, posiadam w swoich zbiorach nawet po 5-10 wersji jednego albumu, wyprodukowanych w różnych latach. Pierwsze wydanie, powiedzmy z roku 94 roku brzmi genialnie, jakieś trzaski itp są zupełnie naturalne (Dlatego płyty trzeba co jakiś czas czyścić!), kolejne reedycja z roku 96 brzmi już jednak znacznie gorzej. Reedycja z lat 2002 oraz 2006 są tak samo znacznie gorsze, ale już kolejne wydanie, również z roku 2006 brzmi perfekcyjnie, pokuszę się o stwierdzenie że lepiej niż pierwsze. Dalej mamy reedycję z 2011 oraz masę wydań z lat 1994-2011 (Cały czas mowa o jednym albumie!) i każda z tych wersji niezależnie od roku, brzmi lepiej lub gorzej. To daje do myślenia. Oczywiście 94 rok to nie jest w cale odległy rocznik, ale porównując płyty z lat 70 wypada to mniej więcej podobnie.
O co więc chodzi? Myślę że trzeba zwrócić uwagę na kilka czynników, aby wiedzieć czym jest "nowe", a czym jest "stare"
- Techniki produkcji nie zmieniły się aż tak bardzo, lecz jednak się zmieniły. Chodzi głównie o matrycę, która w dzisiejszych czasach jest wykonywana inaczej niż kiedyś. Jak wiadomo, płyta matka, która jest matrycą i z niej tłoczy się pozostałe determinuje końcowy efekt serii.
- Produkcja płyt winylowych to trudny i drogi proces, w porównaniu do płyt CD. Przede wszystkim sprzęt potrzebny do tego jest drogi i właściwie dla wielu tłoczni raczej nieopłacalny w utrzymywaniu.
- Biorąc pod uwagę dwa powyższe punkty, mogę stwierdzić że to nie chodzi o technikę wykonania płyty teraz, a kiedyś. Ale raczej jakość matrycy i materiałów spowodowany oszczędnością.
- Czemu nowe płyty mają taki pusty dźwięk? Oczywiście nie każda, ale jednak się zdarzają takie. Weź pod uwagę, że płyty które kupujesz w sieciówkach, to już nie są z reguły pierwsze wydania. To są głównie reedycję, bardzo często, a wręcz nagminnie remasterowane cyfrowo. Zremasterowana cyfrowo płyta, jeśli nie uwzględniło się pasm przenoszenia płyt winylowych (Ponieważ wszystko skupia się na CD) oczywiście może brzmieć gorzej, ale to nie jest wina winyli samych w sobie, ani nawet tłoczni, czy matryc.
- Z własnych doświadczeń widzę, że płyty nowe dosyć często przeskakują. (Chodzi o dźwięk, a świadczy to o tym że ramię gramofonu wypada z rowka). Tutaj oczywiście, raczej na 90% należy wykluczyć wadę fabryczną. Kwestia zapewne leży w kiepskiej jakości wkładki, ramienia bądź całego gramofonu. Czemu to jednak nowe przeskakują? Po pierwsze starym też się zdarza czasem, z reguły wystarczy lekka korekta masy ramienia. Po drugie, odnoszę wrażenie że może to byś spowodowane miedzianymi matrycami wykorzystywanymi do tłoczenia płyt. To tylko moja teoria, ale myślę że płyty wychodzące z nowoczesnych tłoczni wymagają nieco czulszego, dokładniejszego odtwarzacza. (Czyli de facto lepszego sprzętu, być może współczesne płyty mają mini mini minimalnie inną szerokość rowka, chociaż to naciągane, to czemu nie.)
- Kolejną sprawą może być zwyczajnie w świecie zaniedbywana kontrola jakości.
- Najważniejsza sprawa... wszystko zależy z której tłoczni wyjdzie płyta. Są lepsze, są gorsze.
Takie małe podsumowanie. Może to wygląda tak, jakbym starał się demonizować nowe płyty winylowe, ale tak nie jest. W zasadzie wszelkie problemy o których wspominałem, wynikają ze strony sprzętowej. Bardzo wiele zależy od Twojego sprzętu, moim zdaniem nawet jeszcze więcej w przypadku nowych płyt, ale nie ma się co zrażać. Jeżeli pytasz się, czy warto kupować płyty w Saturnie, odpowiem że warto. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz, jednak zapewniam Cię że większość problemów zniwelujesz jeżeli pokombinujesz ze sprzętem, ponieważ moim zdaniem to nie w nowych płytach leżą problemy, ale w sprzęcie na którym je odtwarzamy. Poza tym pamiętaj, że w końcu mam również i masę nowych płyt, które brzmią tak samo, a czasem i lepiej niż pierwsze wydania! Świat idzie do przodu, technika tak samo. Jeżeli moje przypuszczenia są trafne i nowe płyty wymagają troszkę więcej od strony sprzętowej to tego nie pokonamy, jeżeli uprzemy się przy dziadkach gramofonach. (Jednak nie przeginaj. Nowoczesny gramofon, z reguły równa się tandetny gramofon. Trzeba znaleźć złoty środek.)
Jeszcze odpowiadając na pytanie, czy warto kupować stare używane płyty? Tak, jak najbardziej pod warunkiem że są one w dobrym stanie. Płytę gramofonową ciężej zniszczyć niż kasetę, ale trzeba też o nią dbać, więc zawsze oglądaj zdjęcia, sprawdzaj jaką ocenę wpisał sprzedawca (bdb+, db+). Sam kupuję używane płyty od lat i głównie takie, przecież inaczej pierwszych wydań, najlepszych limitów i białych kruków nie dostanę.
Z góry zaznaczam, że to są moje przemyślenia na podstawie własnych doświadczeń. "
EDIT: Jeszcze taka mała notka względem odtwarzania nowych płyt. Moim zdaniem cały problem polega na tym, że wkładki o szlifie sferycznym (ogólnie dosyć kiepskim) radzą sobie z nowymi płytami jeszcze gorzej niż ze starymi. O to mi chodziło, gdy pisałem o potencjalnej różnicy szerokości rowków na płycie. Co również zaznaczam, jako problem gramofonu, nie płyt.