IvE, jeśli chodzi o popularność partii antysytemowych to jest jedno słowo klucz - Internet. 10 lat temu mało kto miał tę przyjemność, by posiadać stałe łącze w domu. Nie było też w Internecie tylu materiałów antysytemowych, bo nie było ich gdzie zamieszczać. Teraz jest nieco inaczej. Internet jest niemal wszędzie, jest mnóstwo portali społecznościowych, więc i ludzie częściej i chętniej dzielą się informacjami. To dzięki rozwojowi Internetu (i ogólnie technologii) masz dostęp do różnych źródeł informacji i możesz porównać jak kto co podaje i samemu wciągnąć wnioski. Nie jesteś już skazany na monopol informacyjny telewizji i gazet, gdzie wszystko wykłada się ludziom w odpowiednio przygotowany sposób i jest okraszone odpowiednim komentarzem, który z góry narzuca interpretację.
Gdyby nie globalna sieć, to dalej ludzie tacy jak Korwin byliby całkowicie niewidoczni. Dalej żylibyśmy sobie jak przez ostatnie 25 lat "wolności", karmieni propagandą z TV i mało komu na myśl by przyszło, że można (i warto) się zbuntować. Wcześniej też partie odwalały niezłe numery, rozgrabiano Polskę na grube miliardy, a jakoś mało kto się buntował. Czemu? Bo dostęp do tych informacji był mocno ograniczony, większość przekrętów nie wychodziła na jaw, a ludzie nie mieli jak się jednoczyć i nie miał ich kto uświadamiać.
Problem polega na tym, że "zasięg" Internetu zawsze ma swoje granice. Wcześniej główną granicą była granica technologiczna, która przez ostatnie lata niemal całkowicie została usunięta. Obecnie dotarliśmy do granicy znacznie trwalszej - ludzkiej. Ci, którzy chcieli do Internetu, już w nim są. Zostali ci, którzy nie chcą, których to nie interesuje i ci, którzy są analfabetami komputerowymi. Owszem, z biegiem czasu coraz więcej osób z Internetu będzie korzystać, czy to w wyniku następującej "komputeryzacji" osób starszych, czy to w wyniku wymiany pokoleń, ale proces ten będzie nieporównywalnie wolniejszy. Upłyną długie lata, może dekady, zanim będzie można powiedzieć, że większość ludzi aktywnie korzysta z sieci.
W Internecie informacji politycznych szuka obecnie tylko określona, wąska część społeczeństwa. Dlatego właśnie kandydatów antysytemowych popierają głównie ludzie młodzi i ci, którzy buszują ostro po necie. Te obecne 25% dla antysystemowców to wspaniały sukces i ogromna zasługa popularności Kukiza, bo tak naprawdę nie ma w Polsce aż tak licznej grupy ludzi twardo przeciwnych systemowi. Gdyby nie Kukiz, antysystemowcy nie mieliby łącznie nawet 20%, a może nawet i do 15% by zabrakło. Tutaj da się uzbierać jeszcze więcej, ale nie w sposób, jaki proponujesz. Tylko powolne, stopniowe uświadamianie ludzi może coś tutaj zdziałać.
Twoja idea o wybieraniu większego zła, by poziom niezadowolenia osiągnął punkt krytyczny, miałaby sens w społeczeństwie, które w większości jest świadome i na tyle aktywne, że samo wyszukuje informacji. W obecnej Polsce, gdzie nadal prym opiniotwórczy wiodą takie media jak TVP, TVN, Polsat, Gazeta Wyborcza, Newsweek i cała druga, PiSowska strona barykady, nie ma na to absolutnie żadnych szans.
Do tego czyżbyś Ty sugerował, że Duda poprawi sytuację w Polsce? No chyba nie możesz być tak naiwny. Komorowski nie zrobi nic, czyli sytuacja będzie się pogarszać.
Tak, wierzę, że poprawi. Nieznacznie, ale jednak. A nawet jeśli nie poprawi, to i tak mamy wybór - głosować na kogoś, kto wiemy, że jest złym wyborem, albo głosować na kogoś, kto a nuż może się okazać złym wyborem. Dla mnie decyzja jest prosta.
Co więcej, Duda nie jest tak umaczany w różne afery, jak Komorowski. Nie stoją za nim byli oficerowie WSI, czy inna mafia (a przynajmniej tego jeszcze nie wiemy). Nie będzie też przyklepywał automatycznie wszystkich POwskich ustaw, a trzeba pod uwagę brać to, że PO jesienne wybory może znów wygrać i w koalicji z PSLem mogą mieć większość.
Patrząc racjonalnie, nie widzę ani jednego powodu, dla którego miałbym czy to ja, czy ktokolwiek będący przeciwko systemowi, ryzykować tak wiele i oddać głos na Komorowskiego. To się po prostu kupy nie trzyma... No chyba, że faktycznie chce się zobaczyć Polskę w płomieniach.