Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I  (Przeczytany 48457 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Lwie Serce

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #225 dnia: Stycznia 02, 2015, 12:31:01 »
    Wchodząc do tawerny, kątem oka przyglądam się przybyszom. Dosiadam się do towarzyszy.
    Jakieś bogate z nich pany hehe, taki hełm ze skrzydełkami...pewno herbowy jaki ten jego właściciel.

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #226 dnia: Stycznia 02, 2015, 14:47:10 »
    Garvaleth
    Zwracam się do towarzyszy: Ci przybysze, to raczej nie są zwykli podróżnicy. Po ekwipunku sądzę, że to jacyś najemnicy, ale opłacani przez kogoś bardzo bogatego. Ciekawi mnie jednak tak kobieta, lekki strój, brak broni, jakby nie pasuje do reszty. Może to czarownica? W myślach: Gdzie magia, tam problemy, trzeba być uważnym.
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 4301
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #227 dnia: Stycznia 03, 2015, 18:11:01 »
    Tawerna

    - Znam - odpowiedział Matthias obracając kufelek piwa z nadzieją, że nagle przybędzie w nim zawartości - Nazywają ich Niesamowitymi. Czy tacy są? Nie wiem, wiem że kiedyś mieli ostry zatarg z Szefem. Jak Szef dowie się, że oni są tutaj to miasteczko zostanie zniszczone do końca - po czym on i Erhard roześmiali się. Po chwili śmiechu Matthias kontynuował - Tego z młotem nie znam z imienia. Nazywają go Młotem z racji tego, że nosi taki kafar ze sobą. Ten w zielonym pancerzu tu Kluh. Totalny przygłup, rozumie tylko proste rzeczy. Jeżeli czegoś nie zrozumie to wpada w gniew i ciężko go okiełznać. Ten w czerwonym to ich szef, Stark się zwie. To z nim głównie Szef ma zatarg, podobno poszło o jakąś pannę. A ta w czarnym to jakaś ich nowa towarzyszka. Czarna Wdowa czy jak tam ten pająk się nazywał. Lecz jeżeli oni są tutaj, to również i wywiad kaedweński gdzieś się szwenda. Oho, chyba zaraz będzie jakaś burda- stwierdził Matthias patrząc na to co się dzieje przy stoliku Karla.

    Karl tymczasem zajadał się pieczenią. Niestety, jego głupia uwaga została usłyszana przez kobietę, która powtórzyła słowa osiłkowi. Ten od razu wkurzył się, lecz został przytrzymany przez tego w zielonym. Wtedy to czerwony wstał i podszedł do twojego stolika.
    - Coś Ci nie pasuje młody? Może mamy porozmawiać na zewnątrz? Bo jak widzisz, twoja uwaga wobec broni mojego przyjaciela została usłyszana. To jak, przeprosisz go tutaj, czy wychodzimy na zewnątrz i załatwiacie sprawę jak mężczyzna z mężczyzną?

    Obóz

    Atak Truśki na całkowicie zaskoczonego dowódcy straży powiódł się. Cały oddział stał jak wmurowany patrząc jak ich dowódca szarpie się z jakąś kobietą. Tarzając się po ziemi Truśka zdominowała dowódcę przewracając go na plecy. Siadła na nim całkowicie okrakiem i rozpoczęła uderzać go pięściami gdzie popadnie. Nie ważne było że tak samo często trafiała w kolczugę jak i w skórę - ważne było to, że jakiś sukinkot przypiął się do bogomducha winnej kobiety, która nie chciała wiedzieć za wiele a tylko coś zjeść. W końcu dowódca wykorzystał kolejne uderzenie Truśki w kolczugę, po czym zablokował jej jedno ramię, a drugim uderzył mocno w buzię. Uderzenie Truśkę odrzuciło na plecy, co wykorzystał dowódca stając na nogi, lecz niewiele mu to dało. Szok jaki wywołała agresja kobiety oraz liczne uderzenia zadane przez nią wystarczająco osłabiły kondycję dowódcy, który teraz przyklęknął. Obejrzał się za siebie i zobaczył, że cały jego oddział stoi dalej jak kołki. Zezłościł się jeszcze bardziej i powiedział - A wy co tak stoicie jak debile?! Brać ją! - po czym dwóch najbardziej przytomnych zerwało się i pochwycili Truśkę za ramiona. Wtedy to uśmiechnął się dowódca, po czym rzekł - No, teraz to się doigrałaś. Do lochu z nią! Tam ją przesłucham. A reszta w las! Odnaleźć mi tego skrzata!
    Okrzyki Arnuflra zostały całkowicie zignorowane. Wtedy to Arnulfr zauważył kogoś, kogo już wcześniej widział. W Tretogorze. Jest to przecież ten sam człowiek, który obiecał mu wolność! Tymczasem do oddziału strażników podeszło troje ludzi, którzy cały czas przypatrywali się całemu zajściu.
    - Wszyscy stać! - powiedział jeden z nich zza pleców strażników. Wszyscy odwrócili się w ich stronę i zobaczyli, że dwoje z nich celuje w oddział z dziwnych kusz, mniejszych niż typowe oblężnicze, lecz odległość była na tyle mała, że tylko ślepiec by nie trafił. Okazało się, że jest to Szef oraz Diana i Dherko.
    - Jeżeli chcecie dożyć wieczora, puścicie tą kobietę w tej chwili oraz pozwolicie jej oraz krasnoludowi wejść do miasta - powiedział Szef i uśmiechnął się do Truśki - Mam nadzieję, że niezbyt mocno Cię uderzył?

    Offline FińskiMenel

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 239
    • Piwa: 11
    • Płeć: Mężczyzna
    • Taki menel.
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #228 dnia: Stycznia 04, 2015, 16:46:29 »
    Karl

    Przełykam jedzenie i mówię spontanicznym głosem: Panie! To był komplement! W końcu mało kto posiada taką siłę, by zręcznie władać taką bronią!
    Podchodząc do osiłka:
    -Musisz być niesamowicie silny wojowniku! A ten młot wygląda naprawdę przerażająco. Ilu twoich wrogów straciło już przez niego gardła? Trzystu? Bo wyglądasz co najmniej jakbyś właśnie tylu zabił.
    Następnie do zielonego i kobiety:
    -Ty także wyglądasz na doświadczonego żołnierza. A pani jest wyjątkowo ładna. I z tego co zauważyłem, ma również doskonały słuch. Czarodziejka, prawda?
    Znowu do czerwonego:
    -No a ty wydajesz się szefem tej z*****stej kompaniji! Naprawdę zazdroszczę towarzystwa.
    Do wszystkich:
    -Wiecie co? Przed chwilą zamówiłem żołądkową gorzką, ale grubaska coś się ociąga. Może się napijemy? Chętnie posłucham historii jak to młociarz rozbijał łby tysiącom wrogów. Co wy na to?

    Offline Lwie Serce

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #229 dnia: Stycznia 04, 2015, 17:01:17 »
    Roland
    Bijcie się, niechaj słowa dwóch wojowników na wiatr rzucone nie będą tylko poparte czynami zostaną! Postanowiłem dolać oliwy do ognia i zachęcić do bójki, dawno nic tak ciekawego na oczy nie widziałem i dobrej rozrywki zaznać nie zaszkodzi.

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #230 dnia: Stycznia 04, 2015, 17:59:10 »
    Garvaleth

    Do Rolanda: He he, dobrze powiedziane! Żeś nam teraz przedstawienie załatwił! Sam zachowuję szczególną ostrożność i uważnie patrzę na najemników.
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline FińskiMenel

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 239
    • Piwa: 11
    • Płeć: Mężczyzna
    • Taki menel.
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #231 dnia: Stycznia 04, 2015, 18:09:14 »
    Karl

    Jeśli jesteście tacy chętni do walki to czemu sami nie wyzwiecie któregoś z nas na pojedynek? Nie wyglądacie na kogoś kto mógłby się równać z panem Młociarzem lub panem zielonym, a nie radze wyzywać pana szefa!- mówię po czym upewniając się, że czerwony, zielony, czarodziejka ani młociarz nie zauważą  mrugam do tych co nawołują do bitki.

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #232 dnia: Stycznia 06, 2015, 12:47:10 »
    Garvaleth
    Gotuję się na ewentualną walkę.
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #233 dnia: Stycznia 06, 2015, 13:09:01 »
    Marcus Trethvey
    Kończę spożywać gulasz, po czym lekko prostuję stawy, by być gotowym na ewentualny atak. Nakładam sobie kolejną porcję gulaszu. Jeśli ktoś zbliży się i spróbuje zaatakować, postaram się najpierw wylać na niego zawartość miski, potem dobyć miecza.

    Offline Altharis

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 666
    • Piwa: 4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Tovarisch Volksdeutsch
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #234 dnia: Stycznia 06, 2015, 13:41:27 »
    Arnulfr Brokvar

    Podchodzę do Szefa i Truśki i mówię przepraszająco:
    - Całe szczęście, że się tu zjawiliście Szefie, sam niestety nic bym nie poradził... Tak czy inaczej, są jakieś wieści?

    Offline huth

    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #235 dnia: Stycznia 08, 2015, 00:09:44 »
    Truśka
    Nieco się zdziwiła obrotem spraw...
    - Nie. W ogóle to sama bym sobie poradziła. Zupę mi rozlał, cham, knur, łajdak, ciul niemyty, szowynestyczna świnia... Po tym wszystkim co przeżyłam! Jeszcze jeden taki numer i komuś jaja urwę! - Się wyładowała. - A w ogóle to głodna jestem.
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 08, 2015, 01:13:18 wysłana przez huth »

    Offline Peterov

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1858
    • Piwa: 104
    • Płeć: Mężczyzna
    • Die for the Emperor or die trying
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #236 dnia: Stycznia 30, 2015, 20:02:40 »
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo

    Gdziekolwiek jest, wraca do obozu(o ile jeszcze dycha)

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 4301
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #237 dnia: Marca 05, 2015, 23:34:14 »
    Obóz

    Ignorując początkowo pytanie Arnulfra Szef podszedł do strażników trzymających Truśkę i tylko spojrzał na nich. Perspektywa taka, że za Szefem stało dwoje ludzi z wycelowanymi w nich kuszami nie napawał optymizmem, do tego sam jegomość nie był "ułomkiem" i prawdopodobnie pociągnąłby ze sobą tylu, ilu mógł. Strażnicy puścili Truśkę i od razu wycofali się do swoich. Szef podszedł do niej i powiedział, by pozbierała swoje rzeczy. Truśka ruszyła wykonać polecenie. W międzyczasie z drzewek wyszedł Sheldon cały umorusany błotem. Szef spojrzał na niego, uśmiechnął się i rzekł:
    - Jest i nasza zguba. Nawet nie chcę wiedzieć, co robiłeś w strumyku, ale nie wyszło Ci to na dobre. Nic, później się umyjesz, pomóż teraz Truśce.
    Szef odwrócił się od krasnoluda i rzekł do dowódcy straży.
    - Ta kobieta i ten krasnolud są ze mną. Nie interesuje mnie twoje rasistowskie podejście do wszystkich obcych, masz się zachowywać tak jak nakazuje to przysięga.
    - Ty chyba nie wiesz do kogo mówisz, przybłędo!
    - wykrzyczał dowódca lecz cały czas miał na uwadze "kuszników".
    - Wiem do kogo mówię. Wystarczy, że powiem setnikowi co robisz co czwartek z jego córką w opuszczonym magazynie przy strażnicy.
    - Ty.. Chyba... Ja..
    - zaczął jąkać się dowódca, który "spalił buraka" na twarzy.
    - Dlatego jeżeli nie chcesz, by setnik dowiedział się co z nią wyrabiasz zabierzesz tych swoich drabów i ruszysz na drugą stronę miasta. Będziesz tam teraz pilnował bramy, twój zmiennik pojawi się niedługo...
    - Jaa... Dobrze,p-panie. KOMPANIA W TYŁ ZWROT! NAPRZÓD BIEGIEM MARSZ!
    - wykrzyczał rozkaz dowódca, po czym szybko zniknął za bramą miasta.

    Po chwili, gdy strażnicy sobie poszli Dherko oraz Diana opuścili kusze, po czym podeszli do Szefa.
    - Możemy mieć przez to kłopoty - powiedziała Diana.
    - Nie większe niż już mieliśmy. Zresztą, kto by się przejmował jakimś rasistą? - odpowiedział Szef.
    - Chociażby jego setnik - powiedział Dherko - a jeżeli to on będzie pilnował przejścia przez groblę?
    - To wtedy wykorzystamy naszego elfa - odpowiedział Szef i zamachał ręką do Arnulfra by ten podszedł. Gdy to zrobił Szef odrzekł:
    - Owszem, mam wieści, lecz nie lubię się powtarzać. Przekażę je jak tylko dołączymy do reszty oddziału - po czym odwrócił się w stronę obozowiska i zapytał:
    - Truśko, Sheldonie, gotowi? Zostawcie wóz, już nam się nie przyda. Weźcie tylko to, co jest potrzebne.


    Tawerna

    - Takiś mocny w gębie przybłędo?! - odpowiedział czerwony na zaczepkę Rolanda - To chodź się zmierzyć! - Wtedy to osiłek zerwał się na nogi, wziął młot w ręce i krzyknął:
    - NIECH STAL PRZEMÓWI! - po czym rzucił się na oddział Marcusa i Matthiasa. Osiłek chcąc skrócić sobie drogę odsunął (a raczej odrzucił) blokujący stół na bok i rzucił się na Rolanda. Ten nie patrząc na resztę wyciągnął miecz przed siebie i spróbował zablokować uderzenie. Niestety, licha temerska stal nijak ma się do potężnego kaedweńskiego młota. Miecz pękł od próby bloku i uderzenie dosięgło Rolanda w ramię. Uderzenie odrzuciło go w bok jednocześnie łamiąc mu ramię. Roland uderzył o ścianę budynku, po czym osunął się na podłogę tracąc jednocześnie przytomność. W tym samym czasie z kuchni wyszła żona karczmarza, i gdy tylko zauważyła to co się przed chwilą stało zaczęła drzeć się:
    - AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAA!
    Jej krzyk został zakończony po tym, jak czerwony rzucił w nią nożem, który uderzył w grdykę. Karczmarka złapała się za gardło jednocześnie przewracając się na podłogę próbując zatamować krwawienie. Wtedy to Matthias z Erhardem wstali gwałtowanie odsuwając stół od siebie. Gdy to zrobili Matthias wyciągnął swój miecz i rzucił się na czerwonego, Erhard wziął swój topór i ruszył na osiłka a Xander rzucił się na czarodziejkę. Wszystko, co zdarzy się w tej karczmie ludzie miasteczka zapamiętają na długo.

    Walka Xandera z czarodziejką

    Co tu dużo pisać. Xander rzucił się w szale na jedyną osobę, którą uznał za najsłabsze ogniwo. Przeliczył się. Czarodziejka gdy tylko zauważyła nacierającego przeciwnika szeptem złożyła zaklęcie i uderzyła nim Xandera. Bez możliwości uniku Xanderowi stanęło całe jego życie przed oczami. Co tam było? Tego już nikt się nie dowie. Zaklęcie bowiem spowodowało, że Xander uderzył bardzo mocno w ścianę, po czym ją przebił i uderzył w sąsiedni budynek. Podczas tego uderzenia pękła wątroba i śledziona, płuca się zapadły a większość kości zostało połamanych. W wyniku tych obrażeń Xander zginął na miejscu.


    Pojedynek Matthiasa z czerwonym.

    Przeciwnicy, których dzieliło około piętnastu kroków, zaczęli podchodzić do siebie. Czerwony, by rozruszać dłoń, wywijał klingą na wszystkie strony. Matthias z lekką zawiścią zauważył, z jaką wirtuozerią koniec miecza kreśli fale w powietrzu. Skellidżcy złodziejaszkowie zzielenieliby z zazdrości. Umieją radzić sobie w ten sposób z długimi kindżałami, ale żeby ciężka klinga tak trzepotała...
         Matthias nic takiego nie robił. Jego krzepkie, pokryte odciskami ręce mocno obejmowały rękojeść miecza. Skierowane nieco w górę ostrze chwiało się lekko w rytm ruchów wojownika.
         Wrogowie szli miękkim sprężystym krokiem urodzonych wojowników. Poczucie pustki opuściło duszę Matthiasa, zastąpił je bojowy zapał i słodki przedsmak wspaniałego starcia z prawdziwym przeciwnikiem. Obrzydło mu rąbanie plugastwa i zwyrodniałych kmieci!
         Zastygli na odległość ciosu i przez chwilę przyglądali się sobie uważnie. Zimne zielone oczy barbarzyńcy badały jasnobrązowe tęczówki czerwonego. Właśnie coś w nich drgnęło i czerwony zadał pierwszy cios - prosty, z góry. Matthias sparował go, ostro odbijając klingę i zaatakował na średnim i niskim poziomie. Błyskawiczna seria ciosów i na biodrze czerwonego pojawiło się pierwsze zadrapanie - nie zdążył w porę odskoczyć. Matthias zgrzytnął zębami. Był niezadowolony z siebie - jedyny cios, który dosięgnął celu, miał odrąbać wrogowi nogę, a klinga tylko zarysowała jasną skórę...
         Czerwony pojął już styl swojego przeciwnika i znowu zaatakował. Ostrza ze szczękiem spotykały się i odskakiwały od siebie. Wrogowie krążyli po środku karczmy. Upojenie walką sprawiło, że przestali widzieć cokolwiek wokół siebie. Obaj zdążyli już ponieść kilka nieznacznych ran, ale nie zwracali na nie uwagi.
         Matthias odbijał i zadawał ciosy, krążył, robił uniki. Coraz wyraźniej rozumiał, że przeciwnik jest od niego i silniejszy, i zręczniejszy, i lepiej włada mieczem. Co prawda przewaga była nieznaczna, ale jednak... Kiepska sprawa...
         Koniuszek wrogiego miecza przejechał Matthiasowi po brzuchu, zostawiając rysę, która zaczęła napływać krwią. Gdyby Matthias stał trochę bliżej, zbierałby własne kiszki z podłogi, a tak tylko zerknął w dół i lekko się uśmiechnął. Czerwony odpowiedział uśmieszkiem i klingi znowu się skrzyżowały.
         Walka całkowicie pochłonęła Redańczyka. Myślał wyłącznie o swoim przeciwniku, miecz stał się jakby przedłużeniem jego ręki. Matthias zachwycał się każdym ciosem, każdym mistrzowsko przeprowadzonym atakiem i obroną. Nie martwiło go już, co się stanie, gdy jeden z nich popełni błąd i kawał mięsa bez czucia zwali się na dębową podłogę. Po raz pierwszy od wielu lat spotkał godnego przeciwnika, który niczym mu nie ustępował.
         Obecni (poza osiłkiem i Erhardem, o których za chwilę) nie odrywali wzroku od walczących. Napięcie rosło i, co było oczywiste, każdy życzył zwycięstwa swojemu wojownikowi.
         Walka trwała długo i przeciwnicy zaczęli się męczyć. Miecze nie śmigały już tak lekko w rękach. Większość ciosów, wprawdzie osłabionych, ale jednak sięgała celu. W niezłomnej obronie Matthiasa zaczęły pojawiać się rysy. Wojownicy ciężko oddychali, z licznych ran kapała krew.
         Matthias ze smutkiem kiwnął głową. Nie przyszło mu nawet do głowy, żeby zakończyć pojedynek zgodą. To miała być walka na śmierć i życie. A szkoda.
         Posypały się twarde, gwałtowne ciosy, nawet teraz  nie pozbawione elegancji, właściwej tylko prawdziwym mistrzom.
         Matthias w zasie kolejnego wypadu zbytnio odsłonił rękę i czerwony momentalnie wykorzystał moment. Wojownik chciał szybko naprawić swój błąd, ale dało znać o sobie zmęczenie - miecz czerwonego dosięgnął celu. Klinga głęboko rozcięła nadgarstek i przecięła ścięgna. Matthias  w ostatniej chwili zdążył pochwycić rękojeść lewą ręką. Na szczęście dla niego, władał nią nie gorzej niż prawą. Rozczarowany czerwony znów musiał się zacząć bronić.
         Jednak Matthiasowi nie na długo starczyło sił. Czuł, że z każdą kroplą krwi, płynącej po nieruchomej dłoni, wycieka jego siła. Słabł w oczach.
      - Przegrywam - pomyślał ze znużeniem Matthias i z wielkim wysiłkiem zebrał resztkę sił. Na czerwonego spadło kilkanaście ciosów. Może czerwony wyczuł niepewność przeciwnika, a może po prostu postanowił zachować opanowanie - nie wiadomo. Ale spokojnie odbijał nawet chytre wypady.
         Matthias wzniósł miecz do kolejnego ciosu... i nagle zatrzymał się ciężko dysząc. Z jego przeciętej dłoni kapała krew, z kącika ust ciekła ślina. Kilka razy splunął na podłogę, podniósł głowę i popatrzył na przeciwnika. Czerwony wyglądał nie lepiej. Oddech rwał mu się w piersiach, jak u zgonionego byka, po twarzy spływały czerwone strużki, skierowany do przodu miecz wyraźnie drgał. Jednak spojrzenie czerwonego pozostało twarde i skupione.
         Matthias ciężko westchnął. Nadeszła pora, by umierać. Wystawił do przodu klingę i z ochrypłym bojowym okrzykiem rzucił się do przodu. Czerwony spokojnie czekał na niego. -Albo on, albo ja - pomyślał. Innego wyjścia nie ma.
         Matthias zadał cios z nadzieją, że uda mu się przebić czerwonego na wylot. Czerwony zrobił krok w prawo, lewą ręką chwycił nadgarstek wojownika. Czerwony popatrzał w zamglone zielone oczy przeciwnika, a jego ręka z mieczem sama uniosła się i opuściła, głęboko wbijając się w pierś Matthiasa.
         Z gardła wojownika wyrwał się ochrypły jęk. Dłoń rozchyliła się, miecz, niepotrzebny już kawałek metalu, upadł na drewnianą podłogę. Czerwony puścił Matthiasa. Matthias zrobił kilka kroków na chwiejnych nogach i upadł. Zgrzytając zębami zdołał chwycić rękojeść i powoli wyciągnął z siebie zakrwawioną stal, po czym przewrócił się na plecy. Zielone oczy znieruchomiały, wpatrzone w wieczność. Matthias umarł.
        Czerwony spojrzał na trupa, po czym przeniósł swój wzrok na Garvaletha i Marcusa. Wycelował w nich mieczem i wykrzyczał:
    - Który następny chce dołączyć do jego bogów?!

    Pojedynek Erharda z osiłkiem

    Gdy tylko Matthias i czerwony przystąpili do pojedynku, Erhard zaatakował swojego przeciwnika. Osiłek będąc przygotowanym na atak Erharda sparował go, po czym potężnym uderzeniem swojego młota wyrzucił mężczyznę przez ścianę na zewnątrz budynku (aż dziwne, że karczma jeszcze stała). Na szczęście uderzenie nie było na tyle silne, by spowodować utratę przytomności u Erharda. Po chwili wojownik otrząsnął się i ponownie stanął do walki. (Odbywa się ona na zewnątrz). Erhard zamachnął się ogromną siekierą. Oczy Cintryjczyka wściekle łyskały, upodobniając go do jakiegoś potwora w ludzkiej postaci, albo boga wojny, który zstąpił na ziemię. Zamach okazał się zbyt szeroki, Cintryjczyk nieostrożnie odsłonił bok, czego przeciwnik nie omieszkał wykorzystać. Kolczasty młot uderzył z prawej strony, rozrywając ogniwa kolczugi. W gorączce walki Erhard nawet nie poczuł, że jest ranny. Zadał ponownie cios, ale osiłek zręcznie się uchylił. Znowu zamach i znowu ciężki młot uderza w bezbronny bok. Erhard zaryczał ze wściekłości i bólu, i rąbnął toporem właściciela młota. Krótki krzyk... stalowe ostrze rozłupało wrogi czaszkę aż do karku. Ale młot zdążył zrobić swoje - po nogach Cintryjczyka ciekła gorąca lepka krew... Erhard zaczął tracić siły. Nie mogąc ustać, wojownik przewrócił się na ziemię i zaczął wykrwawiać się...

    Karl - co robisz? Uciekasz z pola walki, pomagasz silniejszym czy jednak słabszym?

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #238 dnia: Marca 06, 2015, 09:53:20 »
    Garvaleth

    Ku**a je***a jego mać! Zabić cywila i do tego mojego towarzysza! Niech ci twoi bogowie zeżrą ci jaja! Niech robale w ziemi cię wyr*****ją!- rzucił szybko i w napływie emocji do czerwonego, po czym dodał- jeżeli masz z kimś walczyć to ze mną, niechciany bękarcie!- zaraz po tych słowach wypowiedział do Marcusa- Mam plan. Może marny ale mam plan. Jedną z nielicznych rzeczy które potrafię jest walka mieczem. Spróbuję trochę z nim powalczyć, a ty podczas kiedy pewnie większość będzie patrzyć, zadaj mu cios w plecy.
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline FińskiMenel

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 239
    • Piwa: 11
    • Płeć: Mężczyzna
    • Taki menel.
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #239 dnia: Marca 06, 2015, 16:14:42 »
    Karl

    Widząc co się dzieje podnoszę swoją tarczę i topór jednocześnie zakładając moje oszczepy na plecy. W przypadku, gdybym zauważył że czarodziejka się mną zainteresowała staram się zrobić unik za zielonego by to on doświadczył jej zaklęcia. Gdyby jednak nikt nie zwrócił na mnie uwagi rzucam oszczep w zielonego, a następnie szarżuję na niego moją tarczą. Jeśli go powalę staram się go dobić toporem. Jeśli dalej stoi na nogach i rozpocznie się walka moją taktyką jest częste blokowanie tarczą, uderzenia ogłuszające i wytrącające z równowagi tarczą oraz nogą, a także rzadkie ataki toporem, chyba że sparowany zostanie cios przeciwnika lub gdy na chwilę zostanie zamroczony.