No i co z tego? To jest ich problem i ich rodzin! Zatrudnisz ludzi aby rozwikłać go. Ale w ich interesie, nigdy nie będzie to by ten problem zniknął. Tylko by, matkom udzielać wsparcia na zasadzie "proszę udać się do tego urzędu po zasiłek, do tego po to, tutaj zniżki na podręczniki". I tak w koło macieju, bo taki urzędnik czuje się wielką personą, gdy przychodzi do niego taka kobieta ze zrujnowanym życiem, i niczym wielki pani, urzędniczynka odsyła ją do innego babiszona który cieszy się, że siedzi na państwowej a nie w biedrze na kasie.
King napisał, że gdyby ktoś odkrył tanie pastylki, które wrzucasz do samochodu i jedziesz ile chcesz, nie oglądając sie na paliwo, to następnego dnia odwiedziłaby go policja z Dallas i nigdy nikt by go już nie widział.
To samo z urzędami. Nikt nie jest zainteresowany w zwalczeniu problemu. Ale w zwalczaniu go.
Co do lekcji plastyki. Moja siostra ładnie malowała i lubiła to, nim poszła do szkoły. Gdyby zamiast, lekcji plastyki były kursy dla chętnych, zapisałaby się. Tak to działa w porządnym państwie. A w normalny, liceum jest dłuższe o minimum rok, i sam wybierasz sobie przedmioty jakie chcesz. Może być plastyka, bo to komuś się przyda na ASP a nie historia.