Grung Hrungnorsson
Zbliżając się do podwyższenia rzecz leżąca na podwyższeniu stawała się coraz bardziej wyraźniejsza. Tuż za nią po obu stronach znajdowały się dwa charakterystyczne, wysokie do sufitu wgłębienia w ścianie. Zauważyłeś, że im bardziej zbliżasz się do dziwnego obiektu, tym jest ci cieplej. Gdy znalazłeś się tuż przy podwyższeniu, twoje oczy zobaczyły perfekcyjną, mieniącą się różnymi kolorami kulę. Rozpoznałeś, że musi to być wyjątkowo dokładnie oszlifowany kamień szlachetny. Jednak nie byłeś w stanie rozpoznać materiału, z którego kula jest zrobiona. Wyglądał na wartościową. Gdybyś chciał ją wziąć, zmieściłaby ci się w dłoni.
Elwina Maradino
Ruszyłaś na południe, ciągle słysząc za sobą szmer idącego za tobą dziecka.
- Idziemy do Pani domu? - pytał co chwilę chłopak, nie przywiązując uwagi do twojej niechęci do niego.
Po paru minutach marszu, twoim oczom ukazał się wysoki na 4 metry mur z bukszpanu. Nie dostrzegałaś swoim wzrokiem jego końca, ani tego co jest za nim, ponieważ nie tyle był gęsty co szeroki. Tworzył swoisty mur, który jednak na upartego dałoby się przejść. Po drodze nie zauważyłaś niczego co już widziałaś przedtem, co mogło ci się wydawać dziwne, ponieważ wracałaś tą samą drogą.
Arthur Vengard
- Ej czekaj! Ja w innej sprawie - zawołał pijany elf, łapiąc cię za rękę i nie pozwalając iść dalej. Nie zwrócił uwagi na to, co powiedziałeś.
- Oddawaj mi swoje ubranie, przegrałem je w karty z tamtym gościem - powiedział po chwili, wskazując drugą ręką na stolik, przy którym siedział zgarbiony mężczyzna. Elf momentalnie zmienił ton na poważny. Patrzył na ciebie z gniewem, jakby miał zaraz się na ciebie rzucić.
Mężczyzna, o którym mówił pijany nie dawał znaku życia, siedział nieruchomo i patrzył przed siebie. Na stole leżały rozrzucone karty i stos monet.
Knit Prodt
Po paru minutach marszu znalazłeś się parę metrów przed kaplicą. Niczego nadzwyczajnego nie zauważyłeś, ani nikogo nie spotkałeś już na swojej drodze. Budynek był stosunkowo mały, zbudowany na planie koła z małą dobudówką, którą się wchodziło do środka. Świątynia była wysoka na około 3 metry, posiadała skośny, pokryty czerwoną dachówką dach. Ściany wymalowane były na biało. Nie zauważyłeś również żadnych okien z tej strony. W chwili, gdy podszedłeś bliżej, zauważyłeś, że z tyłu budowli nagle zaczął wydobywać się czarny dym. Po chwili usłyszałeś męskie krzyki, dochodzące z wewnątrz. Nikt jednak nie wybiegał, drzwi pozostawały przymknięte. Konstrukcja budowli została jednak nienaruszona.
Ælfríc Léofrícinga
Istota nie zwróciła uwagi na ciebie, ciągle kartkując książkę. Nie otrzymawszy odpowiedzi ruszyłeś w stronę drzwi. Będąc na metr od wyjścia z pokoju, drzwi przed tobą nagle się zamknęły. Gdybyś spróbował je otworzyć, nie dałbyś rady. W momencie gdy drzwi się zamknęły, istota odwróciła się w twoją stronę. Zauważyłeś, że jej oczy zmieniły kolor na czarny. Nie zbliżała się jednak do ciebie. Zamknęła książkę i rzuciła ją tobie pod nogi. Po chwili odwracając się od ciebie, wzięła kolejną książkę i zaczęła ją przeglądać. Okładka książki, która leżała na podłodze była cała szara, nie było na niej ani tytułu, ani autora.
Cahir z Mlek'ien
Elf przytaknął tylko, nie mówiąc nic. Rozejrzałeś się po straganie, jednak nie dostrzegłeś tego co potrzebujesz.
- Sprzedam ci mój łuk, ale nie on tani - usłyszałeś nagle męski głos za sobą.
Był to elf, młodzian, którego jeszcze nie spotkałeś. Miał długie, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany był w brudne i zniszczone ubrania, nosił długi, solidny łuk na swoich plecach. Uśmiechał się serdecznie do ciebie.
- Jest to najlepsza robota, nie znajdziesz tutaj lepszego - po chwili dodał.
Blyth Glewas
Po chwili w drzwiach ukazała się starsza kobieta, którą łatwo rozpoznałaś. To u niej mieszkałaś.
- Jesteś! Wejdź do środka - dodała z uśmiechem kobieta, wracając do pokoju.
Pomieszczenie było średniej wielkości, panował w nim chaos. Pełno było różnego rodzaju gratów, które leżały na szafkach, łóżku i podłodze. Na prawo, przy ścianie stało biurko, nad którym twoją uwagę przykuła wisząca mapa. Widoczne były na niej czerwone znaki, naniesione zapewne przez staruszkę. W całym pomieszczeniu były tylko dwa, okrągłe okna: jedno nad łóżkiem, a drugie na przeciwko wejścia. Kobieta bez słowa wróciła do swoich prac, krzątając się przy szafkach i gotując coś - wnosząc po zapachu jaki roznosił się w izbie.