Gracz pierwszej ligi który masowo atakuje wojskami bez dowódców i z olbrzymimi karami za teren? Chyba sobie kpisz. I wcale nie mam szczególnej chrapki na Śląsk. Po tym jak się okazało, że Rosja, w przeciwieństwie do Osmanów, nie śpieszy się pomagać Niemcom i lekceważy zobowiązania sojusznicze jestem gotów na znormalizowanie stosunków z Polską. Tylko, że jakiś perm tam musi być, ciężko będzie prowadzić dyplomację jak się co sesję będzie zmieniał sub albo perm znowu odejdzie po jednej przegranej wojnie.
Co do wyższości państw lądowych w wojnach na lądzie czy też zbyt silnej armii niemieckiej. No wybaczcie ale nie po to rozwijałem kraj maksymalnie wojskowo żeby miał w walce te same szanse co kraje morskie. To, że państwom morskim ciężko pokonać wojska kraju lądowego to nic dziwnego, tak powinno być. To tak jakbym ja narzekał, że moja flota przegrywa z flotą np maksymalnie morskiej Wielkiej Brytanii. ( inna sprawa, że bitwę morską z Hiszpanią miałem jedną i to zwycięską).
A Niemcy szczególnie powinny być militarystyczne i mieć najlepsze wojsko na świecie. Chciałem historycznie odtworzyć Pruski militaryzm i cieszę się, że mi się udało a niektórzy narzekają, że jest OP.
Co do niby niezbalansowanego układu sił - wybaczcie ale większość władców atakuje jak wie, że ma przewagę i większe szanse na zwycięstwo, nikt nigdy nie robił cyrków, żeby atakować podobnymi siłami co przeciwnik dla jakiś względów honorowych. Jak wy nie potraficie się wczuć w grę to współczuję.
Połączone siły ITA i HAB nie pokonałyby Francji. Same Niemcy mogłyby przegrać przez brak siły ludzkiej. Uważam, że koalicja antyfrancuska miała rozsądną liczebność.
W wielu kampaniach Francja jest hegemonem na zachodzie i zwykle z powodu braku koordynacji między sąsiadami jej pozycja nie jest zagrożona. Jakbyśmy patrzyli dokładnie w ile osób można zaatakować jedną Francję żeby był ten mityczny balans ( o którym każdy gada a nikt go nie widział) to daleko byśmy nie zaszli. Dopiero po tej wojnie Francja straciła niewielką część terenów francuskich (Fenche comte i Charloais) a reszta strat to niemiecka Alzacja i włoska Sycylia. A niektórzy płaczą jakby Francja była ugodzona w samo serce.
Nie uważam, że przewaga ilościowa wzięła górę. We wszystkich bitwach sam otrzymywałem niewielkie straty za to czasem zadawałem ogromne przeciwnikowi ( choćby całkowite wyrżnięcie francuzów w pierwszej bitwie, a później samobójcze ataki hiszpańskie to wręcz sielanka) więc uważam, że najważniejsza była dyscyplina wojsk niemieckich a nie manpower koalicji.
Co do przeciągania - bardzo ciekawe były walki w Pirenejach. Długo nie mogłem się zdecydować na podjęcie ofensywy. Trzeba też uważać na prowincję Savoie która jest równie dobrym miejscem do obrony. W pościgu za francuzami głupio ją zaatakowałem ale przez pomyłkę - chciałem tylko kliknąć i zobaczyć czy moje wojska zdążą przed wrogiem, neistety gra wtedy szła na prędkości 2, forsowny marsz był włączony i nie zdążyłem. Całe wojska niemieckie musiałem wtedy wycofać do kraju. Dobrze, że żadna armia francuska w tym momencie nie przypuściła ataku na osamotnionych sojuszników. Właśnie - przy atakowaniu górzystej prowincji Savoie nawet moja chyba dwukrotnie liczniejsza armia nie była w stanie pokonać francuskiej. A Chidori gada od rzeczy, że"wojska państw morskich to można jedynie do apokalipsy zombie wykorzystać, nie istotne gdzie to zrobisz i na jakim terenie". W tej wojnie widziałem tylko jak raz w normalnej bitwie anihilował Włocha a wszystkie pozostałe to były beznadziejnie głupie, samobójcze ataki na góry. Przy mojej dyscyplinie straty Hiszpana były ogromne a nawet bez niej i tak by pewnie nie wygrał przy takich karach. Poza tym nie rozumiem tego myślenia - wojska państw lądowych zadają nam ogromne straty więc spotęgujmy je karami za teren bo i tak przegramy i na jedno wyjdzie.