Oczywiście, w końcu i u bogatych są miejsca kiepskie, choć wydaje mi się, że nawet w nich jest lepiej niż w ogromnej części reszty świata. I w ogóle nie chodzi mi o zasypywanie różnić, chociaż nie, wspomniałem o tym, właśnie jako o tej pomocy pierwszego świata, jakby z samego Nieba, nie przekreślam jej jako niepotrzebna, o ile to nie pomoc, która głównie polega na samym dawaniu i doraźnym ratowaniu(np. przed klęską regionu przez wysychające jezioro Czad, bo tam nie ma ani ludzi do tego, ani środków, a jakiś mądry co by się tym zajął, to już dawno wyemigrował), a nie długoterminowych strategiach przy udziale lokalsów(btw. znów mi się włącza lampka, że to jest tylko po to, żeby zrobić sobie swoiste hodowle potencjału...).
Dzisiaj jest już bardzo łatwo rozszerzać swoje wpływy na całym świecie, przemieszczać się, relokować kapitał, itd., więc wszystko dzieje się znacznie szybciej, m.in. rosną różnice między bogatymi a biednymi częściami świata, co raczej nie prowadzi do stabilności i będzie rodzić kolejne problemy w wolno rozwijających się krajach. Kurcze, ja nie mam nic przeciwko, żeby rozwinięte kraje jeszcze bardziej pchały ludzkość do przodu, o to chodzi przecież, nie o tamowanie rozwoju(choć danie kasy na rozwój biedniejszych i tak się zwraca z nawiązką bogatym...), tylko patrzę z politowaniem np. na takie pomysły jak balony dające całemu światu Internet, kiedy ogromna część nawet nie ma stałego dostępu do elektryczności. Technologia tak wystrzeli, że nie będzie się opłacało pomagać w rozwoju i oddolnego budowania struktur, gdzieś tam daleko, same jej odpryski i odrzuty wystarczą, żeby reszta świata i tak miała lepiej(już tak w sumie trochę jest).