Po pierwsze 500+, nie miało wesprzeć w pierwszej kolejności dzietności, a konsumpcje. Pieniądze miały pochodzić od tych, którzy najbardziej zyskaliby na tym, czyli od marketów. Bo to do nich wróciłaby kasa. Czy takie rozwiązanie ma sens, czy go nie ma, to już przekonamy się za wiele lat. Taka pomoc była jednak potrzebna dużej części społeczeństwa, która żyła na chwilówkach.
Co do deficytu, jasne, że powinniśmy dążyć do zrównoważenia budżetu. Póki co, tragedii nie ma. Liczby są duże, ale to bardzo relatywna kwestia. Spłata miliarda euro pożyczki, może być zabójcza dla biednego państwa w Afryce, a prawie nieodczuwalna dla Niemiec. Inną kwestią jest to, na co wydajemy te pieniądze.