Nie wiem, czego oczekują ludzie po grze, w której, chcąc nie chcąc, wszyscy wyglądali i walczyli tak samo... Wiadomo, w Napoleonie masz masę jednostek, każdy kraj trochę inne (mimo wszystko nadal takie same, ta "inność" to tylko złudzenie), specjalne jednostki i w ogóle.
Poza tym ile można toczyć wojnę w Europie? Przecież to już jest nudne... Japonia sama w sobie jest krajem bardzo oryginalnym, zwłaszcza w okresie Sengoku Jidai (okres, w którym toczy się gra; największa wojna domowa w historii Japonii).
Nic dziwnego, że każdy wygląda tak samo - w końcu to tylko jeden kraj. Różnice widać dopiero na poziomie samych klanów i ich jednostek specjalnych. Nadal są to te same jednostki, co w innych klanach, jednak zawsze coś je z tłumu wyróżnia.
Sama gra to powrót do korzeni serii, co stało się ostatnio bardzo modne. Większość ludzi pytana o najlepszą część serii Total War opowiada się za Shogunem (niepowtarzalny klimat, coś innego niż Europa i wiele, wiele innych) oraz Rome (okres historyczny, ciekawe realia, coś innego niż tylko broń palna i wyścig na armaty...).
Dodatkowo w Shogunie mamy trochę inne podejście do bitew. Mimo rozpowszechnienia broni palnej, nadal jest to walka 1na1, samuraj vs samuraj. Ashigaru to tylko mięso armatnie, więc ich nawet nie liczę :P Przyznam jednak, że wrażenie na mnie zrobili miotacze bomb. Bardzo przypominają mi grenadierów, jednak występują w dużo mniejszej liczbie (40 na max ustawieniach wielkości oddziałów), mają dużo mniejsze morale, mimo to sieją ogromne spustoszenie. Fizyka w tej grze działa wyśmienicie :) A niby to tylko ashigaru :P
Poza tym dosyć ciekawie rozwinięty wątek RPG. Ogólnie nie przepadam za zbytnim rozbudowywaniem tego w grach, jednak w Shogunie dodaje to klimatu. Jakoś nie widzę Shoguna bez RPG :P