Cóż, jedna osoba lubi dowódcę A, a druga osoba lubi dowódcę B. To nie jest temat "Najlepsi dowódcy w dziejach", gdzie przynajmniej teoretycznie nie powinno być wątpliwości i różnic.
Choć tylko teoretycznie, pewnie i tak dużo osób by się ze sobą nie zgadzało :D A tak BTW to też lubię Bohdana Chmielnickiego, tylko zapomniałem napisać.
EDIT: Proszę o usunięcie, nie wiem czemu ale dodałem dwa identyczne posty :D
Tu działa wiele czynników, także chęć bycia oryginalnym. Zwłaszcza gdy ma się 16 lat, to jest ta potrzeba szpanowania tym, że jak wszyscy piszą o Napku i Cezarze, by wylecieć wtedy z Zamojskim.
Ilu było dowódców tyle może być kandydatów do tego miana. Problem w tym, że wybrać najlepszego się nie da. Po prostu, można dyskutować o najlepszym dowódcy starożytności ( Aleksander Macedoński imo), wczesnego średniowiecza (Karol Młot) późnego (Timur) itd.
Kolejnym problemem jest metoda oceniania, czy liczy się tylko ile bitew wygrał dany wódz, jakie taktyki stosował ale czy także jak kierował armią, jak sobie radził poza polem bitwy. Bo w pierwszej ocenie to Napoleon by zdecydowanie górował w drugiej zaś patrząc tylko i wyłącznie na erę Napoleońską, Wellington. To proste jeden stracił całą armię w Rosji ale wygrywał bitwy w sposób genialny(Austerlitz...Oddał wzgórze...) drugi w ciężkich warunkach daleko od baz zaopatrzeniowych powoli konsekwentnie wypierał Francuzów, także miał na tyle rozumu by stosować "padnij" ile razy było to konieczne. Dla porównania polscy kirasjerzy w 1812 stali kilka godzin pod ostrzałem, w czasie bitwy pod Borodino...
Takich przyczyn wymieniać można dużo, by dojść do wniosku, że nie ma najlepszego dowódcy i trzeba się z tym pogodzić pozostając przy indywidualnych decyzjach typu "Lubie go bo miał fajną brodę"