Oj to była długa walka:d Jako że grałem rhodokami, moji lordowie często dostawali w d*pe. A więc zmartwiony tą myślą pomyślałem, że sam wybije troche Nordów, Swadianów i Vaegirów. W armi miałem z 45 rhodockich sierżantów, 60 rhodockich strzelców, reszta to plemiency. Myślałem żeby zabić kilku lordów. Więc podróżowałem po swadii, nagle natknąłem się na Vaegirs War Party, wśród nich lord, który był sam, nie miał armi. Podniecony tą myślą ruszył na mnie, wiedział żę ma za sobą pełno swoich. I zaczęła się bitwa. Battlesizer na 1000:D Najpierw on, ruszyłem z moimi sierżantami, ale w połowie drogi pokazał sie komunikat: Nowi wrogowie przybyli. Nacisnąłem BackSpace, i co? Było ich 800, w tym połowa jeźdzców. A ja z mooją armią 130 luda. Walka była zacięta, nikt nie popełniał błedów, każdy dowódca był silny, więc poczekałem jak się roztrzygnie na bitwa. Jako że udało mi się zdobyć pozycje Marszałka, wycofałem się z walki, mając 60 ludzi, oni mieli zaś 400-500. Poszedłem po paru lordów, dałem rozkaz podążaj za mną. Podczas bitwy było widać, że wygrywamy, ale w końcu podleciał do mnie Vaegirski Harcownik, z oszczepami, stanął 10 metrów przed głową mojego konika, rzucił oszczep i mój koń dostał prosto między oczy. Spadłem z konia, i zaraz jakięs 15 jeźdzców mnie otoczyło i chyba wiadomo co się stało. Bitwa była wygrana, ale gdyby nie Harcownik, pewnie nie padł bym. Ja uważam to za moją największą porażke:D