Zamieniasz się w zombie nie tylko po ugryzieniu, sam fakt że umarłeś zamienia cię w chodzącego trupa.
A no właśnie, na początku to warto by ustalić, w jaki sposób dochodzi do "uzombienia", jak długo to trwa i czy kiedyś się kończy (bo jeśli jest to coś w rodzaju np przedśmiertnego obłędu, trwającego kilka dni, to spoko).
No, ale dobra, przyjmijmy, że nagle rano komunikat specjalny o tym, że po serii nagłych zapadnięć w śpiączkę, po których stwierdzono zgon, ci niby umarli wstają i zabierają się za... konsumpcję? Zwykle tak, ale kiedyś czytałem horror o nieśmiertelnych zombi dążących do stworzenia własnej cywilizacji w USA... OK, pierwsze tygodnie dadzą odpowiedź. Wiem, jakie są objawy choroby w początkowym stadium, pierwsze co robię to sprawdzam stan bliskich (skoro też są w śpiączce - a mogą być, w końcu nie wiadomo, jaką droga przebiega zakażenie to pa-pa i chodu), następnie zbieram żywność i zapasy z domu (noże, wiertarka - nawet niepodłączona może być groźna, itp). Zabieram pierwszy samochód, jaki stoi na ulicy (bądź zabieram tatowi z garażu) i objeżdżam okolicę (na osiedlu są trzy spożywczaki, piekarnia i supermarket, w promieniu kilkuset metrów od domu kolejne 3 supermarkety i 2 apteki plus sklep ABC - może jakaś "broń" się znajdzie?). W międzyczasie cały czas wysłuchuję wiadomości, po zebraniu zapasów do domu nie wracam (od ogródka jest liche wejście, niby ogródek ogrodzony i zadrzewiony, ale czort wie co te martwiaki potrafią). Wyjeżdżam poza miasto, np do rodziny na wieś i liczę ,że epidemii tam nie ma.