Może być i drugi temat :P
Duże grupy nie są wskazane. Dużo gęb do wyżywienia to raz. Większe prawdopodobieństwo zakażenia dwa. Potrzebny większy teren do życia trzy. Ciężko z początku byłoby to ogarnąć.
A propos zombie, w serialu the walking dead w Atlancie, wojsko przegrało walke z zombie, ale może mi ktoś powiedzieć, jak przegrali czołgiści? Zombie ich ostrzelali z rusznic?
Włóż kij w mrowisko, a posypie się cała bardzo dobrze poukładana społeczność, gdzie każdy osobnik zna swoje zadanie.
Ludzie nie są ułożonym społeczeństwem, anarchia... czołgistów zabili by sami ludzie(ugryzieni, w okresie inkubacji), albo przerażeni.
Człowiek ugryziony nie przejmował by się innymi, tylko myślałby że może On jest odporny, może Mu się uda.
Nie ważne są okoliczności, wystarczy upadek 1 banku żeby cały świat klęczał na kolanach, wystarczy epidemia, żeby ludzie nawet Ci zdrowi zaczęli od nowa poznawać swój instynkt, pamiętajmy że człowiek jest drapieżnikiem.
Liczycie na wojsko...W naszych zbrojowniach nie ma tylu kul żeby zabić 40 mln. ludzi, wojskowi zakładali by samozwańcze grupy, ratowali swoich bliskich, niby cywilizowane społeczeństwo rozpadło by się w kilka dni, razem z rozkładającymi się ciałami.
Żyzna gleba? 40 mln. umarlaków zadbało by, aby ziemia była skażona.
Jedyną szansą są wysokie góry, prywatne odludne tereny, albo małe wyspy, statki, jachty itd.
w 10 minut sklepy zamieniły by się w puste chale z pustymi półkami, a większość ludzi jest nieprzygotowana.
Jak to powiedział pewien mądry człowiek:
21 grudnia... Gdyby koniec okazał się prawdą bylibyśmy "najdebilniejszą" rasą wszechświata, żeby wiedzieć o swoim końcu, a śmiać się z tego, i robić sobie durne reklamy elektroniki.