Pograłem sobie w SCP które ktoś tu polecał... większej padaki na oczy nie widziałem, już ten cały Slender jest dużo lepszy. Pobrałem, poczekałem na odpowiednią porę, słuchawki, ciemność i... zacząłem schodzić po krętych schodach, pełen wyczekiwania i niepewności. Tak schodzę i mijam już 8 piętro, gdy słyszę oddychanie i myślę sobie "no w końcu coś się dzieje", wiec idę dalej czekając aż coś mi wyskoczy nagle sprawiając że drgnę i tak schodzę, i czekam, i czekam i... czekam. Mija 30 piętro, wiec myślę, że to taki popularny myk. Najpierw igła, czekanie, potem osłabienie emocji, by nagle ukłuć z podwójną siłą... Ale niestety w tym wypadku zmysł mnie zwiódł. Schodzę, dochodzę do jakiegoś 90 piętra i co widzę? Jakaś śmieszną twarz, która nic nie robi, tylko stoi. Podchodzę bliżej i patrzę, że to jakaś małpa, czy kij wie co, wiec podszedłem bliżej i zobaczyłem, jak małpa wyciąga jakieś śmieszne łapki w moim kierunku i gra się wyłącza.... łał.
Padaka, poruta, dno i kilometr mułu. Klimat, a raczej ciekawość (bo klimatu to złe określenie) jest przez pierwsze 8-10 pięter, a dalej schodzi się od niechcenia. Straciłem 15-20 minut by spotkać małpę. Nie polecam.