Rozum powiada, że nawet najniższy stopień życia, wegetacyjny, jaki posiadają rośliny, nie mógł się wywiązać
sam przez się z nieżywej materii. Jak bowiem nie można dać drugiemu, czego się samemu nie posiada -tak
martwa materia nie mogła w drugą materię wlać życia, którego sama nie miała.
Ten wniosek zdrowego rozumu znajduje uzasadnienie już w s a m e j naturze istot organicznych, która jest
różna od natury istot nieorganicznych i tak odmienne od tamtych posiada własności, że nie podobna, ażeby z
istot nieżywych mogły powstać żywe. I tak:
a.Materia nieżywa z natury swej dąży do największego spokoju i zupełnej niezmienności, skąd w chemii
powszechną zasadą jest prawo, na mocy którego pierwiastki same sobie pozostawione, zmierzają zawsze do
najbardziej trwałych połączeń chemicznych. - Przeciwnie ma się rzecz w żywej komórce roślinnej. Tu proces
asymilacji (chemicznej przemiany nowoprzybranych ciał) prowadzi do połączeń atomowych, coraz to mniej
trwałych.
b.W materii żywej znajdujemy ciągle wzrastające wchłanianie ciepła - podczas gdy chemiczne przemiany
nieżywej materii zmierzają do coraz to większego wydzielania ze siebie ciepła. Trzeba dodać, że nawet
zupełnie te same pierwiastki inaczej się zachowują w materii żywej, inaczej w nieżywej, przez co jeszcze
bardziej staje się widoczna różnica między jedną a drugą materią.
c.W żywych organizmach, różnorodne ich części zmierzają do jednego celu: do dobra całości; nie ma tego w
materii nieżywej, ale panuje w niej martwa jednorodność cząstek. - W ciałach organicznych jest coś, co
wszystkie cząstki jednoczy, dopiero gdy pierwiastek życia z nich ustąpi, widzimy to, co stale się dzieje z
materią nieżywą - rozkład i rozpadanie się na części. Słowem: w materii żywej ruch, wymiana soków,
odżywianie się i wzrost - w martwej zachowanie się bierne i zastój; tam życie - tu śmierć.
Oto co mówi sama natura.
Rozliczne doświadczenia, przeprowadzone przez najwybitniejszych przyrodników, również wykazały
bezpodstawność teorii samorodztwa.
a) Najbardziej wyszukane usiłowania, jakie podejmowali uczeni aby sztucznie wytworzyć choćby jedną
komórkę żywą, spełzły bezskutecznie, mimo, że eksperymentatorowie znali najdokładniej wszystkie
pierwiastki chemiczne, wchodzące w skład danej rośliny. Dlatego też prof. O. Hertwig oświadcza w swej
"Biologii", że wszystkie wysiłki, aby wytworzyć żywą komórkę uważa za chybione. Podobnie prof. J. Reinke
w swej "Botanice" wyznaje, że "mechaniczne wytłumaczenie objawów życia już nauce nie wystarcza, bo
roślina, jak nie powstała drogą połączeń chemicznych, tak też nie jest wytworem energii. Widać więc, że prócz
materialnych pierwiastków trzeba do wzbudzenia życia jeszcze osobnego pierwiastka życiowego, którego tylko
sam Stwórca użyczyć może martwej materii.
b) Ścisłe naukowe doświadczenia wykazały, że rozmnażanie się organizmów, począwszy od najniższych form,
polega na dzieleniu się komórek - i że laseczniki (bakterie) w gnijących substancjach organicznych wcale nie
powstają z przetwarzania się cząstek rozkładających się organizmów, ale z drobniuchnych zarodków,
przenoszonych wiatrem z miejsca na miejsce, dopóki nie znajdą korzystnych warunków rozwoju. Już w r. 1688
znakomity przyrodnik Redi wykazał doświadczalnie, że jeśli się kawałek mięsa szczelnie przykryje i nie
wystawi na działanie powietrza, żaden robak w nim się nie pokaże; przeciwnie, nieprzykryty hermetycznie,
wkrótce zacznie roić się od robactwa. Podobne doświadczenie robili przyrodnicy: Van Beneden (1853),
Balbiani (1862) i inni. Największego jednak rozgłosu w świecie naukowym nabrały doświadczenia
bakteriologiczne sławnego fizjologa paryskiego Pasteura, dokonane na przegotowanej wodzie. Kiedy naczynie
z wodą było szczelnie zamknięte, dno jego pozostawało czyste; podczas gdy na dnie odkrytego naczynia
pojawiało się mnóstwo laseczników. Paryska Akademia wydelegowała w r. 1865 komisję złożoną z
najznakomitszych przyrodników, która uznała doświadczenia PASTEURA za najściślejsze i obalające teorię
samorodztwa. Toteż członek tej komisji, sławny fizjolog Flourens, mógł pisać: "Od czasu doświadczeń
Pasteura teoria samorodztwa w odniesieniu do wszelkich ustrojów została w ogóle przez naukę zaniechana".
Doświadczenia Pasteura (+1895) dowiodły tak niezbicie, że życie może powstać tylko z życia - "omne vivum e
vivo" - że odtąd już nikt nie marzy o wywołaniu życia z nieżywotnej materii, a uczeni całego świata
oświadczają, że wszelka możliwość wywołania pierwiastka życia z materii nieżywej jest wykluczona -Pasteur
zatem, według darwinisty H u x 1 e y a , zadał cios śmiertelny teorii samorodztwa.
Toteż znakomity swego czasu uczony przyrodnik, prof. uniw. w Berlinie, R. Virchow, mógł już w r. 1877 na
zjeździe przyrodników w Monachium oświadczyć, "że nauka nie zna ani jednego faktu pozytywnego, który by
dowodził, że się samorodztwo kiedykolwiek zdarzyło". Jeszcze silniej wypowiedział się prof.
Virchow przeciw teorii samorodztwa w r. 1897 na kongresie międzynarodowym przyrodników w Moskwie, w
pamiętnych słowach: "zasadę, że wszelka komórka może powstawać jedynie z komórki - omnis cellula e
cellula - należy uważać z a niewzruszoną zdobycz ludzkości, jako niezachwiany wynik badań naukowych,
który wiek XIX przekazuje w spadku wiekowi XX".
Inni materialiści widząc, że teoria samorodztwa w obecnym stanie rzeczy nie da się utrzymać, uciekają się do
wybiegu i twierdzą, że dawniej przed milionami lat inne były warunki klimatyczne oraz inne właściwości
materii; wtedy to według nich mogła się z martwej materii wytworzyć istota żyjąca.
To przypuszczenie jednak zwraca się przeciw swym autorom. Sami bowiem zwolennicy samorodztwa
powołują się na stałość praw przyrody i z tych, które dziś panują, wnoszą o dawniejszych. Otóż ta s t a ł o ś ć
przyrody wskazuje na to, że skoro dziś samorodztwo nie jest możliwe, to i dawniej go nie było. Nadto
twierdzenie, jakoby dawniej inne były własności materii jest gołosłownym przypuszczeniem, na żadnych
dowodach nie opartym. Przecież zmianę warunków dla materii o których wspominają, można by dziś jeszcze
sztucznie wywołać podnosząc np. temperaturę, zmieniając siłę światła, elektryczności lub ciśnienia powietrza.
Wszystkie te eksperymenty czyniono - bezskutecznie. Sama zatem zmiana warunków przyrodniczych nie
wystarcza do wytworzenia życia; przeciwnie, doświadczeniem naukowym sprawdzono, że spotęgowanie
światła, ciepła i elektryczności raczej przyczyniłoby się do zaniku istniejącego życia, niż do powstania
nowego, zwłaszcza do jego rozwoju.
Widzimy z tego, że nauka obecna nie posiada najmniejszego dowodu na to, aby kiedyś mogły istnieć na ziemi
odmienne warunki meteorologiczne, nakazujące przypuszczać możliwość takiego stanu, w którym by martwa
materia przeradzała się w życie. Owszem, w miarę postępu nauk, coraz większy widać przedział pomiędzy
istotami nieorganicznymi a organicznymi, czyli żywymi.
Niemożliwość wytworzenia się istot żywych z martwej materii drogą samorodztwa naprowadziła uczonych tej
miary, co Helmholtz, Thomson (Lord Kelvin) i Arrhenius Svante na inny pomysł. Dwaj pierwsi próbowali
wytłumaczyć powstanie życia na ziemi przez przejście zarodków żywych z innych planet na ziemię i wystąpili
z tzw. hipotezą międzyplanetarną. Thomson (Kelvin) przypuszczał, że pierwsze zarodki życia spadły na ziemię
z okruchami planet rozbitych, czyli meteorami. Niebawem jednak przekonano się, że przebijanie się
spadającego meteoru przez powietrze atmosferyczne doprowadziłoby meteor do białego żaru -a tym samym
spaliłoby w nim wszelkie zarodki życia.- Tak więc upadła hipoteza Kelvina, najwybitniejszego fizyka XIX
wieku, a jej autor oświadczył, że "naukowe badania początku rozwoju życia na ziemi zmuszają koniecznie
człowieka do uznania Boga, od którego pierwsze życie pochodzi".
Svante Arrhenius, fizyk szwedzki próbował poprzednią hipotezę w bardzo pomysłowy sposób przekształcić,
lecz także nieszczęśliwie. - Wystąpił z fantastyczną teorią "panspermii, na podstawie której utrzymywał, że
zarodki życia, porwane z innych planet, miały krążyć po wszechświecie, a pod ciśnieniem promieni
słonecznych dostać się na powierzchnię ziemi". - Lecz oto doświadczenia nad działaniem promieni tzw.
pozafiołkowych wykazały, że najdrobniejsze organizmy giną gwałtownie pod wpływem ich działania.
Ponieważ zaś światło słoneczne obfituje w promienie pozafiołkowe, każdy zarodek żywy, wystawiony na
działanie tychże promieni w przestrzeni międzyplanetarnej, musiałby zginąć, zanim by dostał się z innej
planety na ziemię.
Obie powyższe hipotezy zresztą oddalają tylko trudność rozwiązania sprawy, ale jej nie usuwają, bo nie
tłumaczą, jak powstały zarodki życia na innych planetach.
Skoro zatem życie nie wywiązało się na ziemi samo przez się z materii nieorganicznej, ani nie mogło
przedostać się z innych planet, musiało przeto zostać stworzone przez Boga.
Moc przekonywającą tego argumentu muszą uznać także materialiści, bo sami oświadczają, że właśnie dlatego
trwają przy teorii samorodztwa, aby nie byli zmuszeni przyznać, że Bóg osobowy jest twórcą życia.
Tak samo Virchow, zaledwie wyrzekł na zjeździe w Monachium, że samorództwo jest tylko przypuszczeniem -
a więc teorią, która jeszcze nigdzie nie została stwierdzona - na tymże samym zjeździe oświadczył, że dalej
będzie się samorodztwa trzymał, bowiem "jasnym jest, że kto nie chce uznać istnienia Stwórcy ten musi
zagadkę: jak życie powstało, rozwiązać w duchu samorodztwa". - Tak samo wypowiedział się Haeckel, wódz
materialistów: "Kto nie przyjmuje teorii samorodztwa, musi uciec się do cudu stworzenia świata przez Boga".
Jednak nieuprzedzeni badacze przyrody powiadają, że: powstanie żywej komórki z materii martwej, bez
współdziałania Boga, byłoby jeszcze większym cudem niż stworzenie świata. Jak bowiem z niczego nic nie
powstaje, samo przez się, tak bez uprzedniego życia, nie może się wywiązać życie nowe.
Ponieważ zatem rozum i nauka zmuszają nas do odrzucenia teorii samorodztwa w tym znaczeniu, w jakim ją
pojmują materialiści (tj. bez współdziałania Stwórcy), przeto ten sam rozum i nauka wskazują, że życie nie
mogło samo przez s i ę wywiązać się z materii martwej, tj. przy współdziałaniu wyłącznie sił materialnych, ale
musiał być jakiś Sprawca wszelkiego życia na ziemi, który sam bezpośrednio martwą materię ożywił, dając
jej nie tylko życie, ale i zdolność do wytwarzania nowych organizmów. Tej zdolności do życia nie posiada
materia, jako z natury swej martwa - mogło więc ono rozwinąć się w materii jedynie pod wpływem działania
Istoty wyższej, niematerialnej, którą jest Bóg wszechmocny" (Ks. St. Bartynowski, Apologetyka, wyd. VIII,
1948, s. 28-34).