Już kilka miesięcy zabierałem się do napisania postu w tym temacie i wyrażenia mojego własnego zdania, ale jakoś nie miałem na to ani czasu, ani motywacji. Otóż, jak większość z was wie, jestem ateistą. W zasadzie byłem nim od kilku lat, ale dopiero miesiąc temu przyznałem się do tego publicznie. Jeśli kogoś to interesuje, to przedstawię moją krótką religijną "autobiografię".
Otóż od małego nie byłem jakoś specjalnie religijny. Chodziłem do kościoła, bo rodzice kazali, ale na mszy często ziewałem i wykazywałem ogólny brak zainteresowania tym co mówi ksiądz. Jednak, nigdy nie zastanawiałem się nad tym czy Bóg istnieje, czy może nie. Gdzieś tak w piątej klasie podstawówki ktoś mógłby powiedzieć, że stałem się bardziej religijny, ale w gruncie rzeczy nie byłaby to prawda. W maju zacząłem codziennie chodzić na majówki i nie opuściłem ani jednej tego typu liturgii. Dostałem nawet szóstkę z religii na koniec piątej klasy. A wiecie jaki był prawdziwy powód tego codziennego zapierniczania do kościoła? W tym czasie zakochałem się w pewnej dziewczynie, która również prawie codziennie chodziła na te popołudniowe msze. Uczęszczanie na nie, było jedynym sposobem aby ją zobaczyć, bo nie mieszkała w mojej miejscowości. Drugi powód, dla którego tam chodziłem, był nieco bardziej skomplikowany. Zawsze fascynowały mnie wnętrza kościołów oświetlone blaskiem zachodzącego słońca, przebijającym się przez witraże (w moim kościele jest ich nawet sporo). Śpiew organisty i dźwięk dzwonów nadawał temu miejscu magiczną atmosferę, której nie sposób było zapomnieć. Po prostu czułem się jakbym wszedł późnym popołudniem do średniowiecznej katedry gotyckiej, mimo że kościół został zbudowany góra czterdzieści lat temu.
W pierwszej klasie gimnazjum poziom mojej religjności nieco spadł, bo chodziłem do kościoła rzadziej i zacząłem kwestionować pewne sprawy wiary. W drugiej klasie zaczął się prawdziwy kryzys, bo zaczął mnie uczyć mało wymagający ksiądz. Wprawdzie zdałem egzamin do bierzmowania, który odbył się w marcu albo kwietniu tego roku, ale tuż po tym wydarzeniu obejrzałem film Zeitgeist i zupełnie przestałem wierzyć w istnienie Boga. W tym filmie znajduje się też sporo błędów, które udało mi się wychwycić, ale nie zmienia to faktu, że dokument jasno ukazuje chrześcijaństwo jako kopię innych religii z Bliskiego Wschodu. Dodatkowo sam zacząłem grzebać w różnych źródłach i odkryłem, że chrześcijaństwo to jedno wielkie kłamstwo i szereg bzdur. Na początku wakacji zacząłem też słuchać pogańskiego folku i metalu, może to być nieco dziwne, ale ta muzyka dała mi sporo do myślenia i moje nastawienie do katolicyzmu stało się nieomal wrogie. Poczułem, że Jezus i jego pierwsi zwolennicy może chcieli dobrze, ale im to nie wyszło, bo średniowieczny Kościół wykorzystał dla własnych celów ich naukę, przeinaczając ją i ustanawiając własne prawa, które miały na celu pozyskiwanie wiernych, którzy mieli być nieświadomi prawdy. Krucjaty, inkwizycja, mordy, nawracanie siłą, nietolerancyjność dla innych religii - to wszystko dzieło Kościoła. Po wakacjach odbyłem rozmowę z księdzem i powiedziałem mu, że nie chcę iść do bierzmowania. Przedstawiłem kilka mocnych argumentów, przemawiających za tym, że robię to świadomie i nie jest to żaden wpływ tak zwanej mody na ateizm. Na szczęście odbyło się bez kłopotów, gdyż katecheta to równy gość i do bierzmowania ostatecznie nie idę. Jednak postanowiłem uczęszczać na religię, bo sama wiara i religie mnie interesują. Na pierwszej lekcji po mojej deklaracji ateizmu, okazało się że moi koledzy z klasy - wielcy katolicy, którzy zapierniczają do kościoła co niedzielę, dają sporo na ofiarę, a niektórzy z nich to ministranci i lektorzy - gówno wiedzą o swojej religii, a także o religiach pokrewnych chrześcijaństwu. Nie wiedzą jak brzmi imię Boga w katolicyzmie, nie wiedzą prawie nic o Starym Testamencie, nie potrafią wymienić ważniejszych części Nowego Testamentu, nie wiedzą jak nazywa się światynia Żydów, myślą że założycielem Judaizmu był Judasz (sic!) i umiejscawiają go w średniowieczu (sic!!). Natomiast, gdy na pytanie księdza jak się nazywa święta wojna w Islamie, odpowiedziałem poprawnie, to moi koledzy zapytali mnie czy przechodzę na "Islamizm" i czy będę się modlił do Buddy -.-. Można by tak wymieniać w nieskończoność.
Jak już wcześniej napisałem, jestem ateistą i nie zamierzam nigdy już wejść do kościoła, chyba że w celu zwiedzania nie połączonego z modlitwą. Dodam jeszcze, że mieszkam na wsi i wieść o tym, że nie planuję iść do bierzmowania rozeszła się jak błyskawica. Pewnie już zyskuję wśród niektórych katoli opinię dziwaka. Ale ja mam to gdzieś, skoro oni mnie nie tolerują, to ja też nie będę ich tolerować. Dalej już nie będę się wypowiadać, bo moje wypowiedzi mogłyby obrazić kogoś religię, a ja nie chcę dostać osta czy bana. Amen.