W podstawce zagłosowałem na khanat, ale w Warbandzie głosuje za Rhodokami. Szczególnie wkurzają przy zdobywaniu ich zamków.
Początek oblężenia, ledwo wydałem rozkazy a tu head - 53 obrażeń (hełm 59), no to jeszcze raz - i znowu to samo, i znowu i znowu (jak nie head, to klata i najlepsza płytówka nie daje rady ich bełtom). W końcu w akcie desperacji podbiegam pod mury, wychylam się widzę 3-4 strzelców, odległość jakieś 80-100 metrów (jakiś zamek z murami w kształcie podkowy - nieistotne), 100% życia (80 pkt.), najlepszy zestaw zbroi jaki jest dostępny i scena niczym z kiepskiej komedii. Ledwo wychyliłem się z za rogu, napinam łuk a tu w pół sekundy słyszę 3-4 świsty. 100% trafień i trup - koniec oblężenia. Jeżeli ktoś pyta o najbardziej wnerwiającą frakcje, to tylko Rhodkowie powodują u mnie wzrost ciśnienia i mimowolne wyrzucenie z siebie kilku mniej cenzuralnych słów :) Zresztą na murach ich sierżanci z przewagą zasięgu broni też dobrze sobie radzą.
W polu jest już lepiej ale jako że preferuje jazdę wciąż potrafią dowalić. Ich sierżanci/pikinierzy zatrzymują nawet najcięższe konie (100% skuteczności), a ich kusznicy (cholerni snajperzy - taką celność powinni mieć wszyscy strzelcy - to by była jazda :), mimo że już nie tacy skuteczni na ruchome cele, powodują, że nie możemy nawet na moment przystać i wiąż musimy mieć rękę na pulsie. Na koniec dodam ich wielki tarcze i jak nie rozbijemy ich szyku (np. zostajemy sami na polu bitwy) to ugryźć takiego jeżozwierza jest naprawdę ciężko. Jeżeli miałbym walczyć bez przewagi to wolę zetrzeć się z 50 swadeńskimi rycerzami lub 100 huskarlami niż użerać się z 20 strażnikami rhodków (raz już musiałem - dezerterzy - i średnia frajda).