Great. Fucking Great - odrzekł - więcej niczego się nie napijesz. A teraz, dawaj moją połowę. Pókś jest na mym utrzymaniu, nie masz plawa zgarniać calego lupu tylko dla ty.
- Debilu - zawołał jakiś krzykacz - nie dość, że zniszczyłeś nam karczmę, to jeszcze od********sz tu jakiś cyrk.
*By mu Rapo odpowiedział, ale ten smród totalnie uderzył mu do głowy. Bez wahania wyciągnął laptopa (tego co kaktus złupił), wyszedł z karczmy wraz z tymi co poszli z nim, i predatorem rozdupił całą karczmę.
- Szkoda tylko - zaczął Rapo - tego calego piwa, winka i miodu. No i dziwek, chociaż w Jelkali z tego co slyszałem, są lepsze.
- Tak, slavers dancerki. Chociaż po tym co zrobiłem nie wpuszczą nas.
- No to wszyscy ocalali! Chlodźta do domu jego babci po parę zabawek by tam wejść. Te dzieweczki, dziweczki czy dupeczki będą nasze.
*I właśnie w tej chwili, zaczyna się podbój Jelkali, mimo że trzeba poczekać 24 godziny po wygaśnięciu rozejmu, a minęły dopiero 23...*