Zawiodłeś mnie Bojar. Myślałem, że zaruchałeś, pannie się spóźniał okres, chciałeś emigrować, ale udało się - dziecka nie ma w drodze.
Żartuje. Uważam jak Kradus i Dyktator - mialeś odwagę włożyć bez zabezpieczenia - ponoś konsekwencje
Co do samej aborcji - temat trudny. A już bardzo trudny dla ludzi mocno wierzących, kiedy rzeczywiście może on zaważyć o naszym zdrowiu ale nijak się ma do dogmatu Kościoła. Ja nawiąże do kwestii wiary i jej interpretacji pewnych postaw. Był w miejscowości obok mnie taki przypadek z 10 lat temu, że potrzebna była transfuzja krwi, aby uratować życie jakiegoś gościa. Był on niepełnoletni i chyba nieprzytomny przy tym, więc o zgodę poproszono rodziców. Cała rodzinka to świadkowie Jehowy byli. Gość zmarł bo rodzinka nie zgodziła się na transfuzję. To już taki przykład mega ekstremalny wiem, ale ja np:
- jestem za aborcją, eutanazją i in vitro, z tym, że, nie dopuszczam myśli, że dozwolona jest aborcja w przypadku młodej, 21-letniej dziewczyny, która wpadła podczas niezabezpieczonego stosunku, a teraz nie chce dziecka, bo ona ma plan na życie. No trudno, przed doznaniem tych kilku minut radości w łóżku trzeba było pomyśleć o konsekwencjach. Dopuszczam tylko w sytuacji zagrożenia życia dla tej kobiety. Nie chcę wypowiadać się o kwestiach, kiedy dziecko ma urodzić się chore, ale nie na tyle, że zaraz umrze, zaś te kilka dni będzie dla niego cierpieniem. Załóżmy urodzi się z zespołem Downa - uciążliwe to jest dla rodziny, wiadomo i nie wiadomo, czy dziecko poradzi sobie w życiu. Jednak tutaj nie chcę wypowiadać się o tym, bo jest to temat bardzo wrażliwy i nie mam jednoznacznego stanowiska. + gdybym napisał, że należy dokonywać aborcji w stosunku do chorych dzieci mógłbym zostać zakwalifikowany jako zwolennik podejścia społeczno - rodzinnego jakie było w wielkim państwie XX wieku, jakim była III Rzesza. No, a nie jestem ;)
To samo eutanazja - nie raz słyszę w kosciele, jak ksiądź mówi na kazaniu "Jeśli będziesz cierpiał w życiu doczesnym, przetrwaj to, nie poddawaj się, bo czeka Cie zbawienie w życiu wiecznym". No, z tym, że chociaż jestem osobą wierzącą (w Boga !) tak w życie doczesne to już średnio wierzę. Dlatego mam zdanie takie, że jak ktoś się naprawde męczy, może poddać się eutanazji, aby ulżyć sobie cierpień. Tylko wiadomo, musi to być ból fizyczny nie do zniesienia dla tej osoby, a nie np. utrata majątku na giełdzie albo utrata trzeciego palca od lewej w prawej dłoni....
Jeżeli za tydzień okaże się, że będę za aborcją, to dam mu na imię Maciej, po wielkim administratorze Tawerny.
Jedyny wielki (pod względem ogarnięcia i działania) administrator tawerny jakiego znam ma na imię Sebastian.... nie wiem skąd tego Macieja wyczarowałeś ?