Rety, nawet tutaj ten temat musi być poruszany? Wystarczy mi już spamu na fejsie :P Ale co tam, tu przynajmniej się wypowiem. Nie mam zamiaru się rozpisywać, bo myślę, że nie ma większego sensu. Postaram się powiedzieć to w skrócie. Oczywiście, jestem przeciwnikiem aborcji. Wszystkie feministki i całe lewactwo, które tworzy "czarne protesty" itp. kieruje się egoizmem i śmiało można nazwać to jedną z chorób XXI wieku. Skutek uboczny emancypacji. Głównym hasłem "czarnego protestu" jest: "moje ciało, moja sprawa". Skoro wszystkie te kobiety chcą tak brzmiącego prawa, to dlaczego zabierają prawo do decyzji o własnym ciele już na starcie, jeszcze nienarodzonemu dziecku? Nie widzę tu jakiejkolwiek logiki, a jedynie problem z poprawnym rozumowaniem. Ponadto, jak powiedziała pewna persona (której z imienia nie pamiętam): "chciałbym zauważyć, że wszyscy zwolennicy aborcji zdążyli się już urodzić."
PS. Swoją drogą żyjemy niby w takich cywilizowanych czasach, a nie powiedziałbym, że prawnie jesteśmy na wyższym poziomie niż Cesarstwo Rzymskie. Życie w obecnych realiach często mnie brzydzi i irytuje. Moim zdaniem, widząc takie bezsensowne protesty, jak "czarny protest", władze powinny wyjść na ulice i nabić na pal co dziesiątą feministkę. Tak jak to książę Wiśniowiecki uczył. Od razu by się im odechciało protestować.
PS2. To jest tak patologiczne, że mój kumpel, jadący tramwajem w Warszawie czekał 40min, by przejechać 2 przystanki (co max. powinno trwać 10min). Dlaczego? Jedna z tych "protestujących kobiet" wybiegła przed tramwaj ze sztandarem i ludzie musieli czekać, aż usunie ją policja. Ta "bojowniczka o wolność" miała na oko 14 lat.